Obejrzeliśmy wczoraj bardzo zgrabny meczyk. Nasi chłopcy wygrali z MKS Przasnysz 2:0, choć mogło być nieco inaczej. Graliśmy dwie różne połowy – I z Jackiem Kosmalskim, a II już bez niego na boisku. 

Jacek Kosmalski

Jacek Kosmalski (Tadeusz Janiec / dumastolicy.pl)

Od początku meczu wyraźnie było widać kto będzie rządzić na boisku w tym meczu. Goście nie byli w stanie nic zrobić przeciwko sunącym, jeden za drugim, naszym atakom na ich bramkę. Mieliśmy kilka dobrych sytuacji, jednak wpadło tylko raz – oczywiście po tradycyjnie dobrym dośrodkowaniu Nazara Lituna, wczorajszego jubilata (jeszcze raz najlepsze życzenia), piłkę dopadł Michał Strzałkowski i sprawę definitywnie załatwił!

Przez chwilę zastanawialiśmy się nawet czy nie był on na delikatnym spalonym, ale raczej wszystko było OK – wyjście „na punkt”.

Okazji było jeszcze kilka, w tym także dynamiczna akcja Jacka Kosmalskiego, wreszcie obecnego na boisku przy Konwiktorskiej. Jacek został niestety nieco wytrącony z rytmu przez obrońcę i musiał już oddawać strzał z dosyć ostrego kąta, co ułatwiło obronę niezłemu bramkarzowi gości. Swoje okazję miał także niezwykle aktywny we wczorajszym meczu, Wojtek Antczak. Nie wiem czy za bardzo chciał, czy zwyczajnie nie był to jego dzień na zdobycie bramki, bo kilka jego strzałów, w tym jeden głową, minęło bramkę dosyć wyraźnie. Ogólnie cała drużyna grała zdecydowanie i bardzo ambitnie.

W drugiej połowie nie zobaczyliśmy już na boisku „Kosmala” – i wtedy mogliśmy się przekonać ile taki zawodnik znaczy i daje Polonii. Nie możemy wszak zapominać, że nasi chłopcy to ludzie bardzo młodzi, dopiero na początku swojej kariery piłkarskiej, a więc jeszcze niezbyt doświadczeni. Zauważyłem, że sama obecność Jacka, nawet kiedy nie bierze bezpośredniego udziału w akcji, dodaje chłopakom dużej pewności siebie, są wtedy dużo groźniejsi w ataku. Toteż w II części meczu nasza gra ofensywna nie była już tak składna i trudniej było zagrozić naszym gościom. Tymczasem oni także mieli swoje sytuacja, a zwłaszcza jedną, kiedy piłka po mocnym strzale minęła już rozpaczliwie interweniującego Pawła Błesznowskiego i… odbiła się od wewnętrznej części słupka, na szczęście na tyle mocno, że nie wśliznęła się do bramki, lecz potoczyła wzdłuż linii, a z drugiej strony bramki została już wybita przez nadbiegającego obrońcę. Duuuuużo szczęścia!

Marcin Kruczyk

Marcin Kruczyk (fot. Tadeusz Janiec / dumastolicy.pl)

No i tak toczył się ten mecz, przy obustronnej wymianie ciosów, z której jednak, ku naszej olbrzymiej satysfakcji i zadowoleniu, wyszliśmy zwycięsko my, strzelając drugą bramkę na małych kilka minut przed końcem meczu. I sprawa była jasna. Ta druga bramka pokazała jeszcze raz w sposób wyrazisty prosta prawdę boiskową w niższych ligach – w zasadzie nikt nie ma bramkarzy dorównujących klasą naszym i nawet ci lepsi z nich, przy mocnych strzałach z dystansu mają zwyczaj odbijania piłki przed siebie. A wtedy wystarczy tam czyhać i taką odbitkę dobić. I tak było tym razem – doskonały, bardzo mocny strzał z lewej strony, bramkarz sparował do przodu – a tam czekał już Marcin Kruczyk i bez pardonu wbił drugiego gola.

Skończyło się więc na 2:0 i wskoczyliśmy na fotek lidera… przynajmniej do jutra, kiedy to rozegra swój mecz Bug Wyszków.

Kilka słów ocen indywidualnych:

  • Po pierwsze sędziowanie. Przeważnie przyzwoite (chorągiewki bez zastrzeżeń), choć w drugiej połowie , czym bliżej końca meczu, główny zaczął się trochę mylić, niestety na naszą niekorzyść. Daleki jednak jestem od posądzania go o cokolwiek poza, być może, lekkim zmęczeniem, bo jaskrawych błędów nie popełnił. Te wyraźniejsze to były niezasłużona kartka dla któregoś z naszych (chyba Kacpra Lachowicza) i wolny po ręce dla gości… bo rękę dostrzegł, a to, że była ona efektem upadku naszego zawodnika po uprzednim faulu na nim, już niestety nie.
  • Zawodnicy. Ogólnie to cała drużyna zagrała niezły mecz. I proszę mi nie smędzić w komentarzach, że było słabo – przypominam, chłopcy są młodzi, bez okresu przygotowawczego, więc maja prawo być już trochę zmęczeni, a przez to mniej dokładni.
  • Bramka – jak zwykle :). Obrona, też bez specjalnych uwag, więc na plus. Jedynym mankamentem jest moment zawahania w sytuacjach zamieszania w naszym polu karnym (ta sytuacja ze słupkiem) – kiedy to trybuna musi zaryczeć: „wykop wreszcie!!!”, żeby oszołomiony obrońca zareagował. Analogicznie straciliśmy niedawno bramkę u nas, przez co mieliśmy tylko remis.
  • Ktoś mi kiedyś zarzucił, że nie doceniam Piotrka Tyburskiego. Fakt – gra na niewdzięcznej pozycji defensywnego pomocnika, na której zawodnicy zwykle mniej rzucają się w oczy. Z wielka przyjemnością muszę dziś napisać, że Piotr Tyburski zagrał wczoraj wręcz koncertowo! Był skałą, o która rozbijały się praktycznie wszystkie próby ataku Przasnysza. Wielkie brawa, Piotrze!
  • Ocenę drużyny utrudnia mi po wczorajszym meczu fakt, że rozgrywaliśmy go w czerwonych (sic!) koszulkach, z zupełnie przypadkowymi numerami na plecach. Ta sytuacja powodowała, że nie zawsze do końca wiadomo było kto jest autorem poszczególnych zagrań. Podkreślić jednak chcę zdecydowanie lepszą grę naszej linii pomocy we wczorajszym meczu, choć do niezwykle szybkiego i przebojowego Marcina Kura mam jedną malutką prośbeczkę – trochę mniej dryblingu, który kochasz, a Twoja gra będzie jeszcze lepsza.
  • A w ataku? Kosmalski to pewność gry całej drużyny, ciągle niebywale szybki, o świetnej kiwce, a Michał i Marcin strzelili po bramce – czy można chcieć więcej?!

Na koniec coś , co mnie ucieszyło. Na „dowidzenia” ktoś usiłował zaintonować piosenkę opiewającą drużynę znad rzeki. I się nie udało – publika tego nie podchwyciła. I tak być powinno – dla nas oni nie istnieją!

Teraz został mecz z Bzurą i to niespodziewanie u nas, a Bug też wyraźnie słabnący wcale nie musi łapać kompletów punktów. Wierzę w pozycję lidera na koniec rundy i w to, że na wiosnę będzie tylko lepiej i łatwiej.