Miało być pięknie, a wyszło…

Po dwóch wygranych z rzędu gościliśmy spadkowicza z II ligi Legionovię Legionowo i liczyliśmy, że znowu wygramy. Tymczasem po meczu, w którym wszystko wskazywało na remis, dostaliśmy niespodziewaną bombę dosłownie w ostatniej sekundzie gry i po balu…

Damian Mosiejko

Skład, w porównaniu do poprzedniej gry w domu był lekko zmodyfikowany. Zmiana bramkarza na Dawida Lelenia oraz Daniel Smuga zamiast Kamila Słomy. Reszta stabilnie, bez zmian.

Mecz był bardzo wyrównany. Może z lekką przewagą naszej ekipy. Goście wyraźnie się obawiali, że może ich spotkać z naszej strony jakaś krzywda i zbyt mocno nie atakowali. Tempo nie było zbyt forsowne z wyjątkiem kilku minut po około pół godzinie gry. Wtedy poszło kilka mocnych ataków i pod bramką naszego ex, Pawła Błesznowskiego i zrobiło się groźniej. W sumie więcej mieliśmy z gry praktycznie przez cały mecz, ale brakowało stanowczego wykończenia. Zawsze coś stawało na przeszkodzie – ostanie podanie, zbyt anemiczny strzał lub niecelne uderzenia. Nie mamy egzekutora, jakim był Krystian Pieczara. Tutaj należało by nad tym się pochylić.

Długo wyglądało na polubowny remis, a żywsze emocje bardzo licznie zgromadzonej publiczności wzbudzał głównie niezbyt fortunnie rozstrzygający arbiter. Był, powiedzmy sobie słaby, ale wyniku nie wypaczył, choć częściej gwizdał (czasami nie wiadomo dlaczego) dla gości. Ktoś powiedział, że reagował na wywrotkę zawodnika, a goście po prostu przewracali się częściej i chętniej. Na plus trzeba mu zaliczyć, że nie sięgał po kartki. Ale mecz nie był brutalny i w gruncie rzeczy nie było za co tych kartek rozdawać. I mijała właśnie ostatnia minuta doliczonego czasu gry, kiedy goście wyprowadzili kontrę i bramkę dobrym strzałem zapakował nam Marcin Kluska. Nie przypominam sobie tak precyzyjnego uderzenia w czasie jego gry w Polonii. Cóż… Sędzia po golu nawet nie wznowił gry i tak, niespodziewanie przegraliśmy mecz, którego w zasadzie przegrać się nie powinno. Szkoda wkładu pracy, szkoda niewykorzystanych sytuacji. Ale niestety gra naszej drużyny chwilami przypominała mi grę sąsiadów zza miedzy przeciwko Cypryjczykom. Czyli przewaga, z której niewiele wynikało.

Popatrzmy jak wypadli poszczególni gracze.

Do Dawida w bramce trudno mieć pretensje. Raz wykazał się bardzo dobrą obroną, wyłapywał co szło w jego stronę, a w ostatniej sekundzie strzał wyglądał na taki bardziej „nie-do-obrony”. Przyzwoity mecz.

Obrona w zasadzie grała dobrze, przez praktycznie cały mecz nie dopuszczając gości pod naszą bramkę. Tradycyjnie napędzający akcje Grzegorz Wojdyga (do tego się przyzwyczailiśmy!), dobrze wyprowadzający grę Tomek Wełna, spokojnie grający Jan Goliński i wreszcie Adam Pazio. Adama lubię i cieszę się, że gra u nas. Ale wczoraj nie miał najlepszego dnia. W sumie wykonywał swoje zadania obronne, ale kiedy ruszał do przodu, to miał bardzo dużo niecelnych podań i strat. Taki był trochę „elektryczny”. Bramka wpadła z jego strony, ale nie umiem powiedzieć czy miał w niej swój „udział”.

Wyżej Łukasz Piątek i mój absolutny faworyt – Damian Mosiejko. Łukasz tez wczoraj nie błysnął. Miał jeden dobry strzał, raz chyba zagrał zbyt samolubnie. Jestem przekonany, że stać go na więcej. Damian mi imponuje. Jego spokój, jego operowanie piłką, przegląd pola. Dobra gra tak w destrukcji, jak i w konstrukcji akcji do przodu. Dodatkowo dobry drybling. Dosyć pochwał , bo jeszcze wpadnie w samozachwyt. Więc dodam, że raz strzelił marnie, choć później się poprawił i miał groźne uderzenia.

Z grających wyżej zawodników najlepsze wrażenie wywarł na mnie Rafał Parobczak. Intensywnością w grze, ruchliwością i zaciętością trochę przypominał mi niejakiego Michała Oświęcimkę. Bardzo fajna zmiana, dobrze, że dochodzi do siebie po kontuzji, bo był naszym najgroźniejszym atakującym. Tomka Andrzejewskiego było wczoraj mniej widać, dostawał mało piłek, trudno coś o jego grze napisać. Zastępujący go po 65 minutach, mający 17 urodziny (najlepszego!) Kuba Wyszkowski był bardziej widoczny. Miał jeden wprost niesamowity rajd, kiedy przedryblował dobrych kilku graczy, ale na koniec nie zdążył z ostatnim podaniem na przedpole bramki, bo piłka mu uciekła poza pole gry. Kubę będziemy uważnie obserwować. Daniel Smuga też nie błysnął tak jak poprzednio, ale grał na przyzwoitym poziomie i trudno jest wskazać jakieś mankamenty w jego grze, podobnie jak u jego zmiennika Kamila Słomy. Mariusz Wierzbowski miał wczoraj ogromną ochotę do gry. Od samego początku to on wyglądał na najbardziej wysuniętego naszego napastnika. Niestety skopiował w identyczny sposób sytuację, jaką miał dwa tygodnie temu. Dostał piłkę na 11 metrze i strzelił ponad poprzeczką. Mariusz, więcej zimnej krwi, a zacznie wpadać.

Patryk Paczuk walczył, był ruchliwy. Niestety nic z tego nie przyniosło namacalnych efektów.

Ale to był wczoraj mankament praktycznie całej naszej drużyny – zbyt mała efektywność w grze. Chłopaki muszą być skuteczniejsi. Wtedy nie będzie tak niemiłych niespodzianek jak bramka w ostatniej sekundzie i, co tu dużo mówić, w sumie niezasłużona przegrana.

Author: trickywoo

3 thoughts on “Miało być pięknie, a wyszło…

  1. A propos Mariusza Wierzbowskiego dodam, że na rozgrzewce oddał wczoraj kilka strzałów i wszystkie były nad poprzeczką – ćwiczył z uporem jakieś loby i dokręcenia… Może warto poćwiczyć i po ziemi… Oczywiście mógł to być tylko pech.

Dodaj komentarz