Dziewiąta kolejka rozgrywek za nami. Nasza drużyna z czterema zwycięstwami i pięcioma porażkami, które dają 12 punktów zajmuje obecnie przy dobrych wiatrach 7 miejsce (kilka ekip niżej ma zaległe mecze). Jakie nasuwają się zatem wnioski? 

Nim zacznę, zaznaczam, że piszę to ja – ten mały krasnolud, który zwykle stoi za kamerą, z mikrofonem i którego głos słyszycie w głośnikach, a co za tym idzie ten mały, który zadaje pytania – to do tych, co stali przed nim i starają się na owe pytania odpowiedzieć. Moje odczucia piszę rano, wyspany i pewny tego, że Wasza postawa – tych, których tu atakuję, nadal po nocy mnie boli i czuję się nią rozczarowany… To tytułem wstępu. Zacznijmy więc…

Polonia przegrywa po raz czwarty z rzędu. Ostatnio taką serię miała w sezonie 2012/13, kiedy to w czasach rządów Ireneusza Króla podopieczni trenera Piotra Stokowca, a byli nimi piłkarze, którzy od oszusta z Katowic nie dostawali forsy, ale mimo to pozostali przy K6 i bez wsparcia gwiazd pokroju Władimira Dwaliszwili czy Marcina Baszczyńskiego, zajęli na koniec sezonu wysokie, 6. miejsce. „Czarne Koszule” po ograniu na Bułgarskiej Lecha (1:0) nie wygrali kolejno z:

  • Wisłą Kraków (1:2) – na K6,
  • Jagiellonią Białystok (0:2) – na wyjeździe,
  • Legią (1:2) – na K6,
  • i na wyjeździe Widzewem Łódź (2:3).

Z tego fatalnego koła wyratowały nas dwa gole zdobyte w meczu domowym ze Śląskiem Wrocław (2:2). Nie licząc fatalnej serii za czasów trenera Marka Końko (wtedy przegraliśmy pięć razy z rzędu w meczach ligowych – domowych – 0:1 z Wartą Sieradz [potem był walkower z GKP Targówek, ale zespół wiosną nie grał w III lidze], 1:3 ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, 0:2 z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, 1:2 z Bronią Radom, i 1:2 z Łódzkim KS), mamy do czynienia z okrutnie przykrą serią…

Sebastian Olczak

Obecnie wspomniany wyżej niechlubny wynik z ekstraklasy mamy szansę pobić. Na rozkładzie mamy jednak mniej ciekawe firmy, bo przy wyżej wymienionych porażki z:

  • 0:2 z Sokołem Aleksandrów Łódzki – na wyjeździe (w „10”),
  • 2:3 z Ruchem Wysokie Mazowieckie – przy K6,
  • 3:4 z Bronią Radom – na wyjeździe (też w „10”),
  • i 0:2 z Legionovią – przy K6,

nie są czymś mega chlubnym. Mimo wszystko rozumiem i przechodzę w tym miejscu do pierwszego argumentu, który mnie „ugryzł” wczoraj. Pora wyrzucić trenera Krzysztofa Chrobaka, który nie panuje już nad zespołemCzy leci z nami pilot? – takie komentarze czytałem już w kilku miejscach. Powiem wprost. Na razie nie widzę dużego sensu w takim ruchu. Trener Chrobak jest w tej chwili najbardziej sensowną opcją dla Polonii i to z kilku względów. Pracuje tu prawie za darmo (!), a dodatkowo swoim doświadczeniem bije na głowę praktycznie wszystkich bezrobotnych szkoleniowców na Mazowszu. Mnie przekonuje diagnoza, którą mimo ambicji co niektórych wygłosił przed sezonem i nadal powtarza z dość dużym niesmakiem (niesmakiem – ponieważ wiem, że chętnie by stąd awansował, ale nie ma na to szans): – Polonia nie ma na dzień dzisiejszy szans, żeby awansować do II ligi. Pełna zgoda! Nie mamy składu osobowego do tego, organizacyjnie też nie jesteśmy gotowi na taki przeskok. Nieskażony wielkim zwycięstwem z Lechią Tomaszów Mazowiecki (3:0), którego nie widziałem, mogę powiedzieć wprost i bez zbędnych żali – puknijcie się w głowy i zejdźcie na ziemię. Diagnoza Chrobaka była trafna i zdecydowanie wyżej wała w tym sezonie nie podskoczymy.

Braki na ławce rezerwowych są spore i z tego wynika fakt, że zmiany w drużynie dokonują się często dopiero po 75 minucie. Chrobak jest na tyle lojalny ze swoimi podopiecznymi, że tego nie powie wprost i ucieknie raczej we frazesy typu „nie widziałem spadków jakości u tego czy tamtego” niż stwierdzi, „a kogo miałem lepszego do zmiany”. To przykre i wredne, ale prawdziwe! Gramy jednym blokiem defensywnym, bo nie mamy na inny zmienników. W zależności od sytuacji kadrowej szkoleniowiec rotuje przeważnie Grzegorzem Wojdygą Piotrem Maślanką. Mamy jeszcze zmienników na pozycji prawego obrońcy, ale tam zagrać mogą młodzieżowcy, którzy na razie nie są ograni, a co za tym idzie – nie dadzą dostatecznej jakości w grze. Stoperzy? Kto ich zmieni? Wojdyga? Sebastian Olczak? A może uniwersalny Bartosz Wiśniewski? Mecz z Legionovią pokazał jak bardzo brakuje ludzi pokroju Daniela Chorosia, który wczorajszego wieczora górował nad naszymi defensorami w powietrzu. Nota bene odżył w Legionowie i znów wygląda jak kandydat na piłkarza, którego tak ładnie w Cafe Futbol chwalił nieboszczyk Paweł Zarzeczny.

W środku pola nie jest lepiej. Niestety, moje nadzieje związane z Sebastianem Kobierą na razie prysły. Jego gra podobała mi się w pierwszych meczach (jak dobrze liczę do Aleksandrowa), a potem swoim poziomem dobił do reszty. Błędy, które robił wespół z Marcinem Kluską, mnie coraz bardziej bolą. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nagle zaczął się tak zachowywać. Od „Kluchy” nie oczekuję takiej gry z prostej przyczyny – gra nadal nie na swojej pozycji. To piłkarz ofensywny, który zdecydowanie lepiej prezentowałby się zapewne za Krystianem Pieczarą. Co zatem z tego, że polonijne skrzydła „jako tako” funkcjonują? Co z tego, że w przodzie fajnie wygląda duet Wiśniewski – Pieczara, skoro wszystko co poniżej za nimi nie nadąża? Środek pola nie kreuje gry, obronie brakuje koncentracji, która często przekuwa się na głupie bramki w końcówkach, a w bramce nasi dwaj golkiperzy zmagają się z jakimś dziwnym kryzysem. Nie znoszę stwierdzenia, że lepiej powiesić na poprzeczce ręcznik. Jako były bramkarz uważam je za obraźliwe i krzywdzące, ale z drugiej strony pokazujące w jak złej dyspozycji znajduje się stojący między słupkami. Może, żeby nie powiedzieć kilku słów za dużo (bo będę trzecim na tej stronie, który przestrzeli skrzydła), poproszę tylko, żeby obaj Panowie przemyśleli sobie niektóre sprawy,  bo reprezentują barwy dwukrotnego mistrza Polski i oczekuje się od nich czegoś więcej niż w – i tu bez urazy – Wikielcu czy Białej Piskiej.

Panowie zawodnicy oczekujecie traktowania po ludzku, z empatią? Gdy my nakręcamy widownię i ściągamy ludzi na trybuny, dostajemy od Was serię czterech meczów przegranych… Dodam tylko, że niektórych w kiepskim stylu. Może trochę krytyki się jednak przyda. A może więcej kibiców przeszkadza w grze? Nie wiem, bo nie dostałem odpowiedzi… O tym poniżej…

Wracając więc do poprzedniej myśli, uważam, że „wylanie kubła zimnej wody” powinno nam oszczędzić nerwów. Mnie po niedawnym meczu ze wspomnianym Ruchem pomogła wizyta u specjalistów na Kasprzaka, teraz wiem, że nie warto! Nerwy można zachować na inne okazje. Gdy już się uspokoimy, to musimy sobie także uzmysłowić, że nawet jak nie gramy o awans, to my – kibice jesteśmy ważnym ogniwem klubu. Budżet Polonii do awansu potrzebuje na chwilę obecną 2,5 mln. zł (trzeba maksymalnie zminimalizować ryzyko). Aby się utrzymać, zapewne wystarczy połowa tej kwoty. Bez obecności kibiców nasz klub nie uzyska tych środków. Mogę powtórzyć za Enigmą: – Skończcie fochy i zacznijcie chodzić na mecze! Jeśli ten czarny materiał z biało-czerwonymi symbolami jest dla Was ważny, to nie szukajcie sobie do cholery wymówek, tylko ruszcie cztery litery i przyjdźcie na stadion. Bez kibiców nie ma piłki, a co za tym idzie, nie ma też i warszawskiej Polonii. Piszę Wam to ja, przyjezdny, z pochodzenia Pilźnianin! To my jesteśmy mecenasami tego klubu i jego główną dźwigną marketingową. Zarząd klubu nie załatwi sponsora, bo nie ma kart przetargowych. Nie ma cyferek, którymi może operować. Jeśli chcemy, żeby było lepiej, musimy sami o to zawalczyć. Obecny skład osobowy piłkarzy nam tego nie zagwarantuje, bo jest za słaby. Wyciągają z siebie sporo, ale jest po prostu za słaby, żeby dać nam II ligę. Musimy na nią zarobić sami!

Piłkarze są tylko ludźmi. Słabymi ludźmi, którzy po tym, jak jeden z moich felietonistów ważył się ich nazwać „wkładami do koszulek”, postanowili zrobić mały strajk. Demonstracja sił? Spoko. Mała scenka rodzajowa. Panowie piłkarze, jak ja w realnym życiu coś spartolę i szef wzywa do tłumaczenia, to muszę iść. Rozumiem… nie uważacie mnie za swojego szefa (choć i tu mała dygresja: po drodze do szefa kilku innym osobom pewnie też w razie skuchy będę musiał się tłumaczyć). Jest nim prezes, zarząd, bo Wam płaci… ale wiecie, z czego Wam płaci? Budżet klubu składa się też z naszych karnetów! I co śmieszne, też kupiłem (ba, nawet dwa), więc któryś z Was zakupy w warzywniaku robił za mój wkład. Dlatego też mam prawo oczekiwać tego, że po parszywym meczu wyjdziecie i powiecie, że jest Wam choć trochę przykro. Tylko tyle! Nikomu nie jest łatwo przepraszać… Mam świadomość, że nie robicie tego specjalnie, ale, i tu dochodzę to tego, co bolało mnie, czytając komentarze i wyrzuty pod tekstem Mountasa, piłka to też gra emocji. Wkurzony kibic po meczu jest targany sporą dawką przeżyć. Takiego ładunku zapewne żaden z Was nigdy nie czuł, bo po meczach kadry jesteśmy obrażeni mniej niż po piłce klubowej. To dla nas naprawdę sporo znaczy i nawet najwięksi socjologowie w tym kraju tego nie rozumieją. To tajemnica futbolu, futbolu to tajemnica…

Także drodzy czytelnicy… Na chwilę obecną DS wróci do formatu pisanego. Proszę w tym momencie o zrozumienie. Gdy Wy już siedzicie w domach i popijacie piwko, my rozpoczynamy konferencję prasową trenerów. Czas spędzony na stadionie po przegranym meczu jest wyjątkowo podły. Czekasz wkurzony na szkoleniowca, którego szanujesz i lubisz, a musisz go zapytać czemu jego podopieczni zrobili coś nie tak… Samo czekanie trwa zwykle od 15 do 45 minut… Potem przesłuchanie i chwila czekania na piłkarzy, którzy nie informują o tym, czy się zjawią, czy nie. Kolejne kilkanaście minut przesłuchań i powrót do domu do pracy nad przeróbką surówki na to, co widzicie na YouTubie… Lubię to, bo długo siedząc na południu, marzyłem o takiej możliwości, ale na razie mi się po prostu nie chce znosić fochów i obraz Panów, którzy dają się ogolić Ruchowi Wysokie Mazowieckie.

Verner Lička i Igor Gołaszewski

Im dłużej patrzę na piłkę z bliska, dochodzę do wniosku, że według większości piłkarzy prawdziwi kibice nie istnieją… Wydaje mi się, że ich zdaniem prawdziwy kibic to taki, który tuli i cieszy się po zwycięstwie i tuli i płacze z nimi po porażce, powie: nic się nie stało, etc. Tyle tylko, że Ci sami piłkarze na Łazienkowskiej, Bułgarskiej, Reymonta, prostych i pełnych zrozumienia rozmów z kibicami po porażkach by nie mieli. Kulturalna publika Polonii jest wyrozumiała. My jako media też się staramy. Do końca życia pozostanie mi w pamięci obraz konferencji (i tu specjalnie zniżam się do poziomu nie-Ekstraklasy) po meczu wyjazdowym z Radomiakiem Radom, gdzie radomskie pismaki „grillowały” trenera Vernera Ličkę. Czeski szkoleniowiec to nie byle hetka-pętelka. To gość, który wraz z selekcjonerem Dušanem Uhrinem, w 1996 roku minimalnie uległ w finale mistrzostw Europy Niemcom (1:2, gol „nagłej śmieci” w dogrywce, którego autorem był Olivier Bierhoff). Jeśli ja bym sobie na takie pytania i uwagi pozwolił na K6, to bym mnie ochrona wyniosła z sali konferencyjnej i nigdy więcej do niej nie wpuściła… a tymczasem w Radomiu to norma… Także może zbyt bardzo miękko traktujemy i oczekujemy…

Muszę więc chwilę odpocząć i zająć się czymś przyjemniejszym, w ciepełku domowym. Wrócę, gdy dojdę do wniosku, że będę chciał marnować weekend na czekanie na poważne traktowanie. Panowie piłkarze, jeśli macie ambicję grać wyżej, to może jednak trafi się ktoś gorszy od DS, kto będzie bardziej krytyczny i co wtedy? Też go olejecie?

Reasumując, my będziemy Was dopingować, a Wy grajcie… My też nie lubimy jak przegrywacie, ale wiecie co? Jak oddacie serca, będziecie jeździć na czterech literach i pokażecie, że fartem nie poszło, to nikt nie będzie miał pretensji i nawet ci źli za kamerami Was nie skrytykują. Do przemyśleń…