Może to, co się miało popieprzyć jest już za nami – a od teraz…? – tak zakończyłem ostatnią wioseczkę – nieco pokrzepiony wymęczonym, ale i pewnym zwycięstwem nad Chrobrym. Cóż, po Gdyni wypada ów delikatny optymizm tym bardziej podtrzymać.
Rozstrojeni futbolową huśtawką narodowej ekipy Urbana („Polonia znaczy Polska”, skąd my to znamy…?) z pewną taką nieśmiałością czekaliśmy na październikowe, ligowe otwarcie. Na początku wychodziło, że „nieśmiałość” była nader uzasadniona. Oto Henrich Ravas, który miał nam wszak rozwiązać „problem golkipera” znowu wystąpił w naszej bramce i… chyba to „w bramce” wziął nieco zbyt dosłownie – jednak łatwiej broni się strzały, gdy stoi się przed bramką (albo chociaż na linii), a nie tak całkiem „w”…
Cóż, wszystkim nam chyba w tamtym momencie „witki opadły”, na szczęście chłopaki na boisku zanadto się nie przejęli. Uf! Wzięli sprawy w swoje ręce i dość szybko okazało się, że o ile my mamy problem z bramkarzem, to Arka ma taki sam z prawym obrońcą. Defensora owego zabrakło i Robert Dadok mógł spokojnie przymierzyć z kilku metrów po dynamicznym nabiegnięciu na piłkę, która wcześniej przeleciała nad całą obroną Gdynian…

1:1 i – chwilami – naprawdę fajna gra naszych. No ale legendarna truskawka na szczycie owego nadmorskiego tortu pojawiła się dopiero w 88 minucie: oto Kacper Kostorz przymierzył z woleja i… Gol! Strzelił! Strzelił gola – napastnik Polonii strzelił gola – po prawie pełnych dziesięciu meczach (plus jedenasty w Pucharze), gdy siatkę rywali dziurawili wszyscy – poza „dedykowanymi goleadorami”. Czyżby jednak istniało „życie po życiu”? (czytaj: po Łukaszu Zjawińskim?).
Oczywiście, pompowanie balonika w naszym przypadku to może nie zbrodnia, ale głupota na pewno. Wiadomo: co się polepszy, to… etc. Tym niemniej: zawsze istnieje szansa, że może tym razem to nie jest pojedynczy (podwójny? Bo Chrobry…) przebłysk, a początek jakiejś fajnej serii?
Już pisałem: tabela płaska jak naleśnik, wyścig żółwi czy tam ślimaków, kto się pierwszy ogarnie, zrobi parę zwycięstw z rzędu, ten ustawi się na solidnym pole position przed rundą wiosenną. Czy Polonia Warszawa jest w stanie być „tym kimś””? W sobotę gramy u lidera – będzie mecz prawdy.
Do boju „Czarne Koszule”! Podtrzymuję credo! (a quia absurdum – po Gdyni – już nieco drobniejszym druczkiem… 🙂

No to zacznę dywagacje o meczu z Grodziskiem od pytania – odczarowaliśmy stadion Znicza, czy nie? Jak sobie nasi poradzą z diabelską szybkością z jaką Pogoń gra? No i te podteksty – Pogoń i Pan Stokowiec…. Jest o czym spekulować, do roboty Panie i Panowie.
Ciekawy temat poruszyles.
Mam nadzieje ze trener Stakowiec tak ustawi druzyne zeby szybkosc PGM na poczatku meczu wyeliminowac a potem przechylic mecz na nasza strone czysto pilkarskimi umiejetnosciami…jezeli tego nie zrobi to mozemy tez tak uwazam miec problemy bo mecz z Arka I nie tylko pokazal ze wejscie w mecz mamy zulwie wiec licze ze tym razem trener wyciagnie wnioski I zabiespieczy ten nasz mankament!
Mecz z PGM widzi sie jako mecz rundy dla nas ? Moim zdaniem Pogoń gra niezwykle szybko, wszystko im wychodzi. Kluczem jak juz napisaliście „spowolnienie” meczu. Blizej soboty napiszemy coś więcej.
Mecz z Pogonią Grodzisk Mazowiecki (pomyślmy: nie z ŁKS, nie z Ruchem, nie z Lechią, nie z Miedzią, czy też inną Termalicą, jeno z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, będzie dla nas meczem „założycielskim” trenera Stokowca.
Uzasadnienie: dotąd można było mówić o braku czasu na przygotowania, o kontuzjach i innych, takich, tam rzeczach, które są solą piłki nożnej, ponieważ zdarzają się i już.
Teraz, moim zdaniem nie ma przeproś. Chcemy, jak wielokrotnie podkreślał Nitot znaleźć się w pierwszej dwójce ligi, bo baraże, to loteria – to my musimy tam wygrać. Na Arce mogliśmy zremisować. Tu- nie.
I nie ma się co pieprzyć w tańcu i gadać jacy oni to nie są mocni. Należy wygrać i pokazać nie Pogoni GM, lecz pozostałym, że z nami nie ma żartów.
Jeśli to wykorzystamy, to będziemy mieć przewagę psychologiczną. Jeśli nie, to pozostaniemy słodziutkim ligowym dżemikiem, którego każdy o każdej porze w dupę kopnąć może, w radosnych podskokach.
AU!
Hm Arka w srefie spadkowj a PGM liderem ..kto przed sezonem by tak by wytypowal? Ja sie przyznaje ze postawil bym dokladnie odwrotnie.
Ta liga pokazuje co znaczy serducho I jazda na 4 literach.
Mam nadzieje ze tym razem pilkarze nie spiepsza tego meczu I w koncu po tym meczu trybuny na K6 sie wypelnia!