A potem przyjechał ŁKS…

Była piękna wygrana z Wieczystą, seria bez porażki przedłużona do dziesięciu meczów… a potem? A potem przyjechał ŁKS…

Dani Vega Cintas

Osobiście bałem się tego spotkania – ostatecznie nawet w owym w Sosnowcu wyglądało to momentami „średnio”, obrona czasem rozpaczliwa, w pewnych sytuacjach nawet „hokejowa” („sztuczny tłok” przed bramką – i piłka trafiająca w któregoś z naszych), a już Dave Gnaase wybijający przewrotką z linii na poprzeczkę… dawno czegoś takiego nie widziałem…

Wtedy jednak Opatrzność była po naszej stronie, a w końcu „liczy się to, co w sieci”, za wrażenia artystyczne punkty nie przysługują…. Było się z czego cieszyć!

Tym niemniej, mówię, przed ŁKS-em… owszem, liczyłem (jak to kibic), że „może jednak”, ale gdzieś z tyłu kołatała myśl, iż w sumie to „heroiczne 0:0 po epickiej walce” nie będzie takie znowu złe… Wiadomo wszak, że „magia K6” z jakiegoś powodu premiuje zwykle naszych gości, można to uznać za rodzaj fatum – mnie się jednak wydaje, iż wytłumaczenie jest bardziej racjonalne: po prostu nie lubimy roli faworyta i związanego z nią ataku pozycyjnego. Nawet z tym Mielcem długo się męczyliśmy, z Pruszkowem tym bardziej, a ŁKS jest wszak dużo lepszy…

No i był lepszy, nie żeby jakoś nas mega zdominował, lecz to nasze bicie głową w mur… nader przygnębiający widok… I tym razem, niestety, „to co w sieci” wpadło akurat nie tam, gdzie powinno, zaś Opatrzność najwyraźniej uznała, że „już wystarczy” – i „podwójna setka w jednej akcji”, czyli strzał Daniego Vegi i dobitka Simona Skrabba – w „sieć właściwą” nie wpadły…

Szkoda, była szansa na umoszczenie się na drugim, „biorącym” miejscu, a tak to kisimy się na czwartym, barażowym…

Co dalej? W sumie nic. Robić swoje! Teraz Grodzisk – i tam już nie będziemy takimi murowanymi faworytami, więc… powinno pójść łatwiej? Oby! Później Miedź i chwila oddechu, „drugie biorące” nadal w zasięgu – i liczę, że to na nim właśnie przetrwamy przerwę na reprę.

Bo właściwie: dlaczego nie? Coś tam w sumie gramy, prawda?

Doman Nowakowski

Author: Kwikster

Barwy moro, ciemny kaptur, Kwik to dziwny bywa stwór, o swej Polonii marzy dzień i noc i w Gwiezdnych Wojen wierzy moc [wierszyk z czasów ogólniaka... niezmiennie na czasie ;)]

Dodaj komentarz