Nie będzie wujka z Ameryki. Wszystkie ręce na pokład?

Wczoraj w „Czarnej Koszuli” odbyło się spotkanie kibiców z prezesem Piotrem (nie Peterem, jak mogliśmy wnioskować z Twittera, ani Pjoterem – jak ostatnio modnie się pisze w memach o naszych rodakach) Kalubą. Szef stanął przed dość ciekawym zadaniem (lub jak sam powiedział wyzwaniem) i zrobił zdecydowanie bardzo miłe PR-owe wrażenie. 

Wygadany i elokwentny nie krył się z sytuacją klubu i nie stronił od odpowiedzi na trudne pytania zatroskanych zgromadzonych. W trakcie spotkania prosił o nie tłitowanie przekazu, ani o to by sprawozdanie nie dotarło do szerszej publiki. Miało pozostać między nami.

Budowanie napięcia na spalonej polonijnej ziemi jednak nikomu nigdy nie służyło. Polonię odbieram jako ewidentny szkic naszego ówczesnego społeczeństwa (obraz ten mogę porównać do pozytywistycznego Powiśla odmalowanego tak dokładnie w „Lalce” Bolesława Prusa). Poloniści jak i Polacy, są zdecydowanie najmocniejsi w momentach kryzysowych. Skłócone, już mitycznie, środowisko „Czarnych Koszul” zawsze potrafiło porzucić animozje w trosce o dobro idei, którą jest warszawska Polonia.

Ten moment ewidentnie znów nastał. Klub wyniszczony konfliktami przegrał w iście bajeczny sposób batalię o II ligę. Po spadku dzięki oszczędnej polityce Janusza Kopcia udało się nie zwiększyć długu pozostawionego po erze Jerzego Engela. Kopeć jako gospodarz, niestety bez dopływu gotówki pozbawiony został szans na realną walkę z rozpędzonym Widzewem Łódź.

Po wybitnym strzelcu niższych lig pozostało coś bardzo ważnego. Dzięki temu przekonać do współpracy udało się Krzysztofa Chrobaka – trenera, którego nie da się nie lubić. Chrobak szybko zabrał się do pracy i przekonania zniszczonych mentalnie graczy, że piłka nożna to fajny sport. Zespół po niefartownej jesieni (seria parszywych remisów) zaczął prezentować miły dla oka futbol, przy którym przynajmniej się nie przysypia.

Wzmocniony zimą bajecznie skutecznym Krystianem Pieczarą zespół powoli odzyskuje swój wartościowy charakter i buduje podwaliny do zajęcia najbardziej prestiżowego z miejsc, wśród zespołów walczących o utrzymanie, a może… choć w to nie dowierzam… sprawienia niespodzianki. Polonii zawsze lepiej szło gdy było źle. Pytanie tylko czy znajdą się chętni do tego, żeby zabierać Widzewowi punkty. My na razie możemy tylko gonić peleton…

W tym miejscu mogę wyjaśnić kwestię mojego pojmowania celów Polonii na ten sezon oraz dlaczego walka o każde inne miejsce niż pierwsze jest walką o utrzymanie. Argument jest prosty. Awansuje tylko jeden zespół. Spadają trzy (lub więcej). W tym układzie zastanówmy się jaką różnicę robi nam to, czy zakończymy sezon na trzecim, piątym czy dziesiątym miejscu? Samopoczucie? Prestiż? Tu nie ma kasy za miejsce. Nie ma żadnych bonusów. Powiecie, że łatwiej będzie gadać ze sponsorami. Szerzej napiszę o tym niżej, ale czwarty poziom rozgrywkowy… hmm… tiaaa…

Dla mnie najważniejsze jest by Chrobak zbudował zespół na przyszły sezon i powalczył o II ligę… tyle. Skoro w tym roku piłkarze nie spinają się na awans, to zróbmy wszystko by w przyszłym nikt nam go nie sprzątnął sprzed nosa.

Problemem jest jednak to, że nie wiadomo czy my dojedziemy do końca. Z natury, mimo pesymistycznych wstawek jestem optymistą, więc powiem: – Dojedziemy. Polonia jest zbyt atrakcyjna i tak łatwo nie zginie. Kasa zawsze się znajdzie. A jaki pomysł ma na tę chwilę Kaluba? Po budowie wybujałego, ociekającego bogactwem projektu Polonia przez prezesa Engela, nadal jesteśmy na etapie rewitalizacji klubu.

Program Kaluby czytam jako kontynuację działań Kopcia, czyli zmniejszanie wydatków i aktywizację środowiska. Oszczędności słusznie należy szukać w wydatkach stadionowych, które są horrendalne. Jaki bowiem normalny samorząd w Polsce, poza tym warszawskim z pełną świadomością zarzyna ponad stuletnią tradycję takimi stawkami za obiekt. 15 000 zł za obiekt, to rozbój w biały dzień!

Skoro Miasto Stołeczne Warszawa nie chce partycypować w budżecie swojej najstarszej futbolowej córy, to niech nie przeszkadza. Echem odbija się w kraju informacja, że zarabia się na tragedii Polonii. Po cichu liczymy jednak na rozumność stołecznego magistratu i zastosowanie sprawiedliwszych stawek za ten mocno już wysłużony obiekt.

Frekwencja na obecny moment musi być naszą mocną stroną. Jest ona zdecydowanie czynnikiem, który pomoże pomóc Polonii. Krótkofalowo chodzi oczywiście o budżet – grosz do grosza i mamy szansę, żeby klub przetrwał, zaś długofalowo zamknie usta sceptykom, którzy powątpiewają w sens modernizacji tego obiektu.

Wracamy poniekąd do quasi modelu socios. Z tą różnicą, że obecnie jest to trochę wymuszone. Pamiętajmy jednak, że stojąc nad przepaścią trzeba szukać jakiegokolwiek ratunku. Boli mnie ten moment, bo wyciąganie ręki do kibiców uważam za słabe, ale dla dobra Polonii i ja muszę odpuścić. Borussię Dortmund czy Glasgow Rangers w momentach kryzysowych ratowali fani i pokazali potencjał środowiska.

Otoczeni przez wrogów i ludzi nieprzychylnych musimy zdać sobie sprawę, że na placu boju zostaliśmy sami. Posiłki mogą się pojawić tylko w momencie gdy neutralne do nas otoczenie zda sobie sprawę, że my nie odpuścimy i jesteśmy silni. Oczekując od innych ludzi musimy zadać sobie magiczne pytanie, czego oni oczekują od nas. W tym biznesowym ujęciu jesteśmy ważną kartą przetargową. Klub może się rozwinąć tylko dzięki naszemu zaangażowaniu. Sponsor przyjdzie gdy zobaczy potencjał i ten fajny klimat, który stworzyliśmy już za czasów Krokodyla, a następnie po świńskiej degradacji. Czy ten efekt można osiągnąć jeszcze raz? Odpowiedź na to pytanie musi zadać sobie każdy z nas.

Najskuteczniejszy polonijny marketing opierał się zawsze o ludzi, tych szarych prostych sympatyków. – Stary idziesz na mecz? – Idę, a idzie Miecio? – Nie wiem, ale jak zadzwonisz do niego, to pójdzie… Taki wariant znamy wszyscy? Bez ryzyka nie ma wyników. To nasza pasja. Jeśli sami o nią nie zawalczymy, to prezes Kaluba, polonista… z Bydgoszczy, sam nas nie zbawi. Może mieć mega pomysły, ale na końcu i tak jesteśmy my… fani. Na realizację pomysłów absolwenta szkoły Realu Madryt sądzę, że jeszcze poczekamy. Na razie ważne by była przestrzeń do działania.

Rozmowy sponsorskie się toczą. Na ich finalizację trzeba czasu. Przetrwanie Polonii prezes widzi w nas – w mistycznym zakupie karnetów i gremialnym przychodzeniu na stadion. Czy nie warto odrzucić animozje? Można je raczej na chwilę schować. Lepiej wyjąć z szafy szalik, zapakować żonę i dzieciaki, a następnie skierować swoje kroki na K6. A co dalej? Rzecz jasna przypomnieć światu polonijny klimat z IV ligi. Fantastyczny i fanatyczny doping, czarnych kulturalnych (sąsiadkę pozdrówmy okazyjnie na Świcie lub Sulejówku – ale nie pierwsi – oni w końcu to nie nasz poziom), szacunek dla rywali – czyli to co zaprowadziło piłkarskich turystów na nasz stadion i powodowało zainteresowanie mediów i pozytywny oddźwięk.

Przychodzimy tu, bo tego co jest na Polonii w Polsce już nie ma. Ten klimat jest nasz… Otwórzmy się na innych i zaprośmy do współpracy. Bogaty wujek z Ameryki już tu nie trafi. Jeden już był… To czy Wasze pociechy będą za kilka lat cieszyły się tak jak Wy zależy już tylko od nas.

Author: Kwikster

Barwy moro, ciemny kaptur, Kwik to dziwny bywa stwór, o swej Polonii marzy dzień i noc i w Gwiezdnych Wojen wierzy moc [wierszyk z czasów ogólniaka... niezmiennie na czasie ;)]

15 thoughts on “Nie będzie wujka z Ameryki. Wszystkie ręce na pokład?

  1. Nie zgodzę się tylko z tym, że pozycja w tabeli nie ma znaczenie. Dla mnie ma. Jeśli przegramy tylko z Widzewem, będę uważał sezon za udany i nie będę miał poczucia niedosytu, które pojawi się przy każdym miejscu niższym niż drugie.

  2. Quasi socios. Może ci wszyscy, którzy doprowadzili do tego, że klub jest gdzie jest, pomimo ostrzeżeń, że polityka Engela musi nas tu doprowadzić, przynajmniej umorzą swoje akcje. Albo oddadzą? Socios to jest wtedy, jak kibice mają udziały i wpływ. Jak udziałowcy pompują kasę w klub to albo przez pożyczki, albo przez podwyższenie kapitału. Dlaczego kibice mają dawać hajs i nic w zamian? Hrabina, Siwczyk oraz cała świta od Engela za każdy grosz zebrany przez kibiców niech umarzają akcje albo przekazują organizacjom kibiców. Na dobry początek. Zobaczmy, czy zrozumieli, do czego doprowadzili. Taką mam propozycję, to może za kilka lat Spółka będzie realnym tworem sportowo biznesowym, bo jak na razie to są tylko propozycje na krótki okres, a pomysłu jak wyjść z tego pata na przestrzeni jakoś nikt jeszcze nie ogłosił.

    1. Zgoda, niestety…

      ja na spotkaniu nie usłyszałem skąd mają się pojawić kibice, jaka jest wizja Zarządu. Usłyszałem, ze środowisko jest podzielone i że jak nie bedzie podzielone to będzie nas więcej na stadionie (okrągłe zdania). I ze zdziwieniem prezes usłyszał o tym, ze był list wspólny stowarzyszeń do miasta (czyli jednak trochę by sie przydało wiedzieć co się u nas działo w ostatnich latach)
      To ja pomogę Panu Prezesowi: quasi socios to my nie potrzebujemy bo w tej chwili jest spółka akcyjna, a namiastka socios to była w IV lidze – były tłumy, był magazyn, były biuletyny robione przez kibiców i elementy dodatkowe zachęcające do przychodzenia (np strefa małego kibica – teraz jest na koszu, organizowana przez sympatyków i członków WP).
      Może warto by się Pan Prezes wyraźnie odciął od działań duetu E&E i spróbował nawiązać kontakt także z WP, bo te 2-4,5 tys na IV lidze to nie był przypadek. Teraz mamy 800-1200 przy w sumie fajnej dla oka (jak na poziom) piłce…

    2. Taaaa uwielbiam takie działania, wszyscy ratowali klub, wpłacali nierzadko spore pieniądze, i tak im podziękowano że przyszedł mentalny beton najpierw z MKS-u potem od Engela i wszystko zrujnował, co niektórzy byli tak bezczelni że wręcz „napluli” kibicom w twarz swoją butą, mnóstwo osób się obraziło na Polonię. Teraz nagle nie ma winnych, wszyscy czmychnęli, wycofali się, klub zdycha a nie ma winnych… I znowu kibicu ratuj, wszystkie ręce na pokład… zbieranie kasy itp. A może najpierw rozliczenie ? podsumowanie tych wszystkich miernot które do tego doprowadziły ? choćby po to że jak klub stanie na nogi żeby taki np: Engel, Fedorczuk czy inna hrabina nie miała już nic do powiedzenia.

      Nie będzie żadnego sociosu czy powtórki do tej atmosfery z IV ligi jeśli klub nie otworzy się na kibiców, jest to im winny. Natomiast kolejna zbiórka czy inne zaangażowanie kibiców, bez niczego w zamian od klubu to będzie zwykła mrzonka.

    3. @Havok – niektóry nawet napluli kibicom w twarz zupełnie dosłownie, bez cudzysłowu…

  3. Jeśli redaktor naczelny w swoim artykule ( skądinąd zgrabnie napisanym) zawarł całe clou wypowiedzi Piotrusia Pana to jesteśmy w ciemniejszej dupie niż myślałem.
    Wsiadaj Piotruś Pan na motor i odjedź w siną dal, bardzo proszę.

    @ Adolf Dymsza- 100000% racji.
    Nic się nie zmieni dopóki ci ludzie będą u sterów decyzyjnych dlatego złamanego grosza nie będę na nich płacił bo de facto płacąc te koszmarne daniny, kupując debilne „pamiątki” na „okrągłe” rocznice utrzymujecie „udziałowców” i ich figurantów typu Piotruś Pan.
    Udanego weekendu życzę wszystkim, na zdrowie.

  4. Ja tambylem i nie wiem co myśleć. Jedyna racja w której popieram Prezesa i frekwencja ale już karnety, styl amerykański itp to niekoniecznie.
    I pytam się po co facet w miarę ustawiony nawet finansowo, pcha się doPolonii za półdarmo ? Wyzwanie ?
    I pamiętajcie – Prezes został namaszczony przez akcjonariuszy nie kibiców. Komu będzie służył a komu nie powie całej prawdy ? Ale elokwentny jest i zna sztuczki pr.

  5. Styl amerykański – widowisko sportowe jest mniej ważne niż jego otoczka; najlepiej ustalmy przed meczem cyrk i wesołe miasteczko , ludzie przyjdą a mecz … No cóż. Prezes traktuje Klub Polonię jako przedsiębiorstwo biznesowe – może to i lepiej dla rozmów z biznesem ale czy nas nie pochłonie ? Polonia to Tradycja i Zwyczaje a Prezes tego czuje wogole mam obawy o jegoswiatopoglad.

Dodaj komentarz