Kilka słów o kolorze wyjazdowym

W ostatnią niedzielę byliśmy świadkami pechowej przegranej naszych piłkarzy w meczu wyjazdowym z Pelikanem Łowicz. Mecz jak mecz, widać, że walczą, prawie udało się wyrwać kolejny punkt, ale…

Cezary Sauczek
Cezary Sauczek (fot. Tadeusz Robaszyński-Janiec)

Tym razem moje wypociny nie będą dotyczyć samych wyników, a w każdym razie nie bezpośrednio. To, co zdziwiło nie tylko mnie, kolegów z redakcji Dumy Stolicy, ale również pozostałych kibiców, jest notoryczne omijanie symboliki i tradycji na meczach wyjazdowych.

Mecz z Pelikanem był kolejnym meczem rozegranym w czerwonych strojach. Sprawa wydaje się być z pozoru błahą, lecz dla wielu kibiców, zwłaszcza tych starszej daty i z dłuższym stażem na trybunach, czerwone barwy wywołują konotacje negatywne. Przede wszystkim historyczne. W czerwonych koszulkach Polonia Warszawa, pod nazwą nadaną zgodnie z patronatem, grała jako drużyna Kolejarza. W trakcie tego epizodu udało się polonistom zdobyć Puchar Polski (1952 r.). Później jednak starano się wrócić do tradycyjnej symboliki i występów w czarnych trykotach, białych spodenek i czarnych getrów. Oczywiście z nieodzownym „atrybutem”, czyli biało-czerwonym herbem na tarczy po lewej stronie. W takim zestawieniu barw starano się grać jak najczęściej, by móc kultywować przedwojenne tradycje na przekór stalinowskiej nomenklaturze.

Na problem w trakcie rozmowy z kolegami redakcyjnymi zwrócił uwagę honorowy prezes „Czarnych Koszul” Jerzy Piekarzewski. Wyraził dezaprobatę dla gry w czerwonych strojach: – Polonia zawsze grała w czarnych koszulkach, białych spodenkach i czarnych getrach. Na koszulkach nosili biało-czerwone tarcze. Dlaczego teraz się o tym zapomina? – zapytał przed meczem.

Mistrz Polski 1946

Trudno też się dziwić takiej reakcji. Polonia znana jest jako „Czarne Koszule”. Budując i rozwijając markę powinniśmy nawiązywać do chlubnej tradycji przedwojennego etosu i inteligenckiego sznytu. Nie mamy się czego wstydzić. W swój pierwszy mecz z Koroną Warszawa w 1911 r. rozegraliśmy na biało-czarno, ale po tym jak wiosną 1912 r. Janusz Mück nabył czarne trykoty w Łodzi ten element stał się naszym znakiem rozpoznawczym. W takich strojach piłkarze zdobywali legendarne „mistrzostwo na gruzach” w 1946 r. i w 2000 r. Nie udało się tej tradycji pogrzebać władzy ludowej, nie rezygnujmy z niej sami. Stąd apel do osób odpowiedzialnych za dobór kompletu strojów wyjazdowych – stawiajmy na kolor czarny!

Kolor ten był przeważnie kolorem szczęśliwym. W nim nasi piłkarze osiągali dobre wyniki w derbach jeszcze za czasów gry w Ekstraklasie, jeszcze niedawno w tych strojach rozegraliśmy dobry mecz barażowy z Górnikiem Wałbrzych, którego wynik dał nam awans do II ligi. Zwyczaj wyboru koszulek zawsze należał do drużyny przyjezdnej. Korzystajmy z tego przywileju i prezentujmy się w czerni, jak przystało na prawdziwą drużynę warszawską.

Author: Diesel

12 thoughts on “Kilka słów o kolorze wyjazdowym

  1. Oczywiście przy K6 czarne trykoty to powinien być standard niech się przyjezdni i sędziowie dopasują do tego stanu rzeczy. Z resztą mało jest zespołów w konkurencyjny barwach wiec i na wyjazdach spokojnie mogą częściej grac na czarno. Są trzy komplety i wszytki trzy wypadało by wykorzystać w sezonie w końcu i tego technicznego sponsora jakoś trzeba zadowolić, NB pewnie chciało by wypromować je na tyle żeby się także sprzedawały.

  2. Pamiętam, gdy jako dziecko zaczynałem swoją przygodę z Polonią – od czasu awansu do II ligi i meczu u siebie ze szczecińską Arkonią – Polonia nie grała w czarnych koszulkach. Dziwiło mnie, jak ojciec dopingował: Do boju Czarne Koszule – a ja się dziwiłem, że żadnych czarnych piłkarze nie nosili. Nie rozumiałem, a ojciec dopowiadał, abym głupio nie wnikał.
    Czarne koszulki wróciły o ile pamiętam dopiero w czasach Polamu, a to już była druga połowa lat osiemdziesiątych.
    Zresztą tej sytuacji nie powinno być. Obowiązkiem zarządu klubu jest obligatoryjny nakaz ubierania czarnych koszul, a jedynie w meczach wyjazdowych, w przypadku konfliktu barwowego z gospodarzami można by od czarnego koloru odejść do białego. Nigdy zaś do czerwonego.
    Nie zgodzę się z Prezesem Piekarzewskim i Dieslem: czarne koszule i białe spodenki – tak, ale getry czerwone.

    1. Też uważam, że getry czerwone. Tak, jak pisałem już w komentarzu kilka dni temu.

  3. Że getry czerwone to mnie małolatowi „wyjaśniali” ówcześni kumaci na protoplaście obecnej, szpetnej Kamiennej – wtedy jeszcze zwanej „stojącą” – czyli wale ziemnym, z betonowymi krawężnikami oddzielającymi stopnie i zasypanymi żużlem.

    1. Czerwone skarpetki jak widać, to już czasy nowożytne. Do ekstraklasy wracaliśmy jeszcze z czarnymi getrami…
      W październiku będę miał może więcej czasu, to siądę i historię naszych strojów postaram się przygotować.

  4. czarne getry miewali zazwyczaj sędziowie i drużyny ze śląska. jakiemuś nadgorliwcowi z miodowej to przeszkadzało. dzisiaj kalosze sędziują na żółto lub zielono, dlatego, podobnie jak Pekin, popieram czarne getry – bo to styl i elegancja, bo tu Stolica jest.

Dodaj komentarz