Zaczynamy od ciekawej informacji z Twittera Dawida Suta. Możemy na niej przeczytać, że EToto, firma bukmacherska, która jest głównym sponsorem Polonii zamierza zaangażować się w nasz klub jeszcze bardziej.

Rafał Kosiec

EToto na koszulce Rafała Kośca (fot. robe6)

Logo firmy EToto do tej pory mogliśmy zobaczyć na tyle trykotów „Czarnych Koszul”. Główny sponsor klubu posiada też swoje reklamówki na stadionie i w programie meczowym.

Wywiadu dla kspolonia.pl udzielił Krystian Pieczara. Popularny „Pieczi” bardzo żałuje okazji z meczu ze Świtem.

Opowiedział o tym dlaczego nie wykonuje rzutów karnych. – W tamtym sezonie było inaczej. Teraz przed meczami ćwiczymy jedenastki. Z każdym kolejnym konkursem mam coraz lepsze statystyki, jestem w czołówce. W spotkaniu z Nerem wywalczyłem rzut karny, ale to „Chory” był wyżej w ostatnim rankingu strzelców i to on miał okazję egzekwować jedenastkę. Wychodzi mu to bardzo dobrze. Pamiętaj, że najważniejsze jest dobro drużyny. Jeśli ja będę dobrze wykonywał ten element najlepiej podczas treningów, to będę podczas meczów podchodził do piłki ustawionej na jedenastym metrze. Póki co specjalistą jest Daniel i to on staje przed bramkarzem w tym kluczowym momencie gry – powiedział dla kspolonia.pl.

Pieczara chwali Jacka Kosmalskiego. To według niego nadal bardzo dobry piłkarz. Jest przygotowany do gry, trenuje z nami i nadal prezentuje się wybornie. Podczas gierek wewnętrznych gdy pojawia się na boisku mogę obserwować jego umiejętności, nadal ma to coś. Przed przyjściem do Polonii słyszałem, że był wielkim talentem, teraz mogę to potwierdzić. Kosmal jest poza tym bardzo dobrym człowiekiem. Często nam podpowiada, można sporo nauczyć się od niego.

Marek Papszun

Marek Papszun (fot. Luk)

Dwa ciekawe wywiady zamieścił blog „Gramy bez bramkarza”. Zacznę od zaległego z Markiem Papszunem. Trener Świtu pokusił się o ocenę Adama Czerkasa. – Są zawodnicy, którzy wyłamują się z szablonów. To indywidualiści. Trzeba ich traktować troszeczkę inaczej, uginając się w pewnych sprawach. I wiedzieć o jednej rzeczy. Jeżeli trener porozumie się z takim piłkarzem, on odda później dwa razy więcej na boisku (…) Najlepszy okres miał u mnie, w Legionowie. Mówiło się, że nie trenował. Bzdury! On trenował, tylko indywidualnie (…) [w Polonii – przyp. red.] miał inny układ. Ktoś się zgodził na to, żeby trenował 3 razy w tygodniu. U mnie nie było przyzwolenia, żeby nie przyjeżdżał na treningi. Przyjeżdżał, ale ćwiczył indywidualnie. Wrzucając go do jednego worka i traktując jak innych zawodników, nie mielibyśmy z niego żadnego pożytku w meczu – mówi i twierdzi, że gdyby miałby go w składzie Świtu, to dysponowałby najlepszym atakiem w III lidze.

Mało kto zdaje sobie sprawę, ale Papszun miał szansę na grę w zespole „Czarnych Koszul”. – Swego czasu byłem dosyć mocno testowany przez Polonię Warszawa, w ekstraklasie, jak Stefan Majewski był trenerem. Kurczę, nie było szału. Nie byłem tym wystraszony. To nie był wcale poziom, który by mnie przerastał. Tak samo zresztą jest dzisiaj. Ale ja nie byłem szkolony. Zawsze bazowałem na fizyczności i cechach charakteru, ale z profesjonalizmem nie miało to nic wspólnego. U nas przychodził pan z harcerstwa, rozstawiał sobie krzesełko i rzucał nam piłkę. Nie chciało mu się nawet ustawić bramek, więc graliśmy tak, że trzeba było postawić piłkę na linii. Tak wyglądało szkolenie. Ale my wtedy spędzaliśmy dziennie na boisku więcej godzin, niż dzisiaj piłkarz spędza przez cały tydzień – wspomina Papszun.

Szkoleniowiec Świtu dość ciekawie ustosunkował się do kilku byłych/obecnych zawodników Polonii. – Jest sporo niezależnych czynników i nie zawsze chodzi o to, że głowa „nie dojeżdża”. Mateusz Sołtys. Chłopak, który ma problemy z funkcjonowaniem w meczu. Na treningu robił cuda, a przychodził mecz i koniec. Hubert Kosim, który w Targówku, w okręgówce, strzelił 30-ileś bramek. Trafił do Polonii Warszawa, do Libora Pali, który go zamordował. Koniec, po zawodniku. Później miał jeszcze kontuzję barku. Przykład pecha i tego, że nie trafił tam gdzie trzeba. Z kolei Grzegorz Wojdyga to idealny przykład dobrej pracy. Kompletnie bez talentu, a zobaczcie, ile ma występów na poziomie pierwszej ligi. Do piłki zero. Zero! Na początku grał w ataku i zamiast do bramki, biegł na chorągiewkę. Jest lewonożny, więc jak miał obrońcę z prawej strony, to co mógł zrobić? Uciekał do chorągiewki. Później został obrońcą, bo jak nie masz talentu, możesz grać tylko w obronie – ocenił szkoleniowiec Nowodworzan.

Piotr Klepczarek

Piotr Klepczarek (fot. Tadeusz Janiec)

Drugiego wywiadu dla „Gramy bez bramkarza” udzielił Piotr Klepczarek, były obrońca Polonii. Trafił na ul. Konwiktorską dzięki trenerowi Waldemarowi Fornalikowi. Klepczarek po niedługim czasie był światkiem tego jak Polonia przeszła fuzję z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski.

W zespole, który zagrał w Ekstraklasie miejsca dla Klepczarka już nie było. – Była ogromna rywalizacja. Przyjechała cała Dyskobolia, wicemistrz Polski. Ja z nową drużyną trenowałem do końca okienka transferowego. Miałem wprawdzie propozycję ze Znicza Pruszków, ale zaryzykowałem i zostałem, by powalczyć o pozostanie w nowej Polonii. W obronie było wtedy tak ciasno, że nie wcisnąłby szpilki. Igor Kozioł, Łukasz Skrzyński, Błażej Telichowski, Marek Sokołowski, Radek Mynář, Vlade Lazarevski, Tomasz Jodłowiec… Nie zmieściłem się w kadrze, a na przejście do Znicza zabrakło już czasu. Pół roku musiałem przesiedzieć w rezerwach, które grały wtedy w bardzo mocnym składzie: Mariusz Pawlak, Grzesiek Piechna, Kamil Kuzera, Jacek Moryc– wspomina obrońca Dolcanu Ząbki.

Klepczarek ma za złe Józefowi Wojciechowskiemu, że nie otrzymał do tej pory części poborów. Tamto pół roku było ciężkie, bo na bieżąco nie dostaliśmy ani złotówki. Jako starsi zawodnicy byliśmy na cenzurowanym, nie mogliśmy się spóźnić ani minuty. Klub czekał na jakiekolwiek nasze potknięcie. To był taki Klub Kokosa, ale dwa lata przed jego przyjściem do Polonii. Jak widać, „Kokos” nie był wcale pierwszy. Dogadywaliśmy się, kto i kiedy pójdzie na zwolnienie lekarskie, robiliśmy zapisy. Ja odpowiednio wcześniej zaklepałem sobie trzy tygodnie urlopu, bo wiedziałem, że urodzi mi się dziecko.

Źródło: własne / kspolonia.pl / Twitter / Gramy bez bramkarza