Runda jesienna za nami. Emocje boiskowe już opadły. Postanowiliśmy więc na chłodno podsumować co wydarzyło się w pierwszej części sezonu 2014/15.

Polonia WarszawaZapraszamy do lektury, z której dowiecie się jak redaktorzy „DS” oceniają poczynania „Czarnych Koszul”, co myślą o karuzeli trenerskiej, opowiedzą o największych emocjach tej rundy i swoich oczekiwaniach na wiosnę.

  • Co myślisz o końcowej lokacie i potencjale kadrowym drużyny?

Kwikster: Przed rozpoczęciem sezonu słyszeliśmy: „Bijemy się o awans”. Wzmocnienia dawały nadzieję na sukces. Adam Czerkas, Grzegorz Arłukowicz i dwaj byli poloniści Grzegorz Wojdyga oraz Wojciech Szymanek dawali nam takie odczucia. Po odejściu Piotra Dziewickiego wszystko się rozjechało. Zawodnicy, którzy mieli dać jakość byli byle jacy. Frustracja trybun doprowadziła do zmiany szkoleniowca, który pokazał, że ze swoich podopiecznych jest w stanie wyciągnąć dużo więcej od swojego poprzednika. Patrząć przez pryzmat Szczechowicza… jesteśmy tu gdzie powinniśmy być. U Dźwigały… i wspominając czasy „zgranego” Dziewickiego? Jesteśmy zdecydowanie za nisko!!!

21.06.2014: Polonia po meczu z Bzurą (fot. Polonia Warszawa)

21.06.2014: Polonia po meczu z Bzurą (fot. Polonia Warszawa)

Trickywoo: Chyba nie będę oryginalny jeśli odpowiem, że liczyliśmy na dużo, dużo więcej. Plan był taki, że mieliśmy walczyć o awans „z marszu” do II ligi. W tym celu sprowadzono kilku ogranych zawodników, mających nam ten awans ułatwić. Niektóre z rozegranych meczów wyraźnie pokazywały, że siły na walkę o awans rzeczywiście mamy. Cóż z tego skoro w następnej grze oglądaliśmy jakby inną drużynę. Jestem przekonany, że przy odpowiednim zmotywowaniu i ustawieniu piłkarzy, mimo słabego początku, zajmiemy jakieś przyzwoite miejsce.

Diesel: Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu duet trenerski Piotr Dziewicki – Emil Kot prawdopodobnie postawił sobie za główny cel przygotowanie drużyny pod względem taktycznym, motorycznym i technicznym do podbicia III ligi, zgodnie z realizacją planu rokrocznego awansu. Niestety, drużyna nie została dobrze przygotowana mentalnie. Bynajmniej nie przez trenerów. Kolejno powstające konflikty wewnątrz klubu, a także odejście kilku zawodników stanowiących o sile zespołu czwartoligowego oraz duetu trenerskiego, moim zdaniem nie sprzyjały budowie dobrej atmosfery wokół całej drużyny. Kolejne wzmocnienia młodymi talentami i zastąpienie niektórych graczy lepiej ogranymi, i bardziej doświadczonymi zawodnikami, miały stanowić gwarancję sukcesu. Jak brutalnie zweryfikowała rzeczywistość, same nazwiska pokroju Czerkasa, Szymanka, Ligienzy, Lemanka, Pieczary, itd., które miały wnieść do zespołu nową jakość w połączeniu z doświadczeniem, w zupełności nie wystarczyły. Pewien impuls tchnął polonistów po przyjściu nowego trenera, co pokazuje, że tylko stabilizacja w klubie oraz w samej drużynie, będzie stanowić o jakimkolwiek sukcesie. Potencjał jest i trzeba go wykorzystać w następnej rundzie.

Lugher77: Kadrowo, jak to było mówione wiele razy, mamy potencjał, aby bić się o awans. Wymieniona została w gruncie rzeczy większość drużyny i w założeniu nowi zawodnicy mieli tylko zwiększyć jakość w zespole. Tymczasem pozycja w tabeli i dorobek punktowy są jakie są i jest to oczywiście duże rozczarowanie. Ostatnie dwa spotkania pokazały jednak, że 15ste miejsce to nie jest wynik słabości kadrowej, a innych czynników.

Grzegorz Wojdyga

Grzegorz Wojdyga (fot. Substancja)

Luk: Końcowa lokata na zakończenie rundy jest dla mnie bardzo dużym rozczarowaniem. Przed sezonem wraz z trenerami Dziewickim i Kotem szykowaliśmy się na podbój 3 ligi i walkę o awans. Potwierdzały tą teorię bardzo dobra atmosfera na linii klub-kibice, oraz bardzo dobre wyniki w meczach sparingowych przed sezonem. Dodatkowo patrząc na skład kadrowy naszej ekipy, 15 miejsce w tabeli wygląda jeszcze bardziej zaskakująco. Zawodnicy pokroju Czerkasa, Szymanka, Wojdygi, Ligienzy, Lemanka, Arłukowicza czy Pieczary wsparci najlepszymi z poprzedniego sezonu i zdolną młodzieżą na papierze wyglądali na murowanych faworytów do awansu. Niestety w piłce same nazwiska nie grają, a sytuacja w klubie odcisnęła piętno na ligowej tabeli. Zmiana na stanowisku trenera ogłoszona przed pierwszym meczem sezonu, niesnaski na linii klub-kibice, w końcu brak zapowiadanego przejęcia władzy przez mającą powstać Spółkę, to wszystko miało negatywny wpływ na to, co działo się w tym sezonie. Nasza pozycja odzwierciedla niestety to wszystko, co wydarzyło się w klubie w rundzie jesiennej. Jestem jednak święcie przekonany, że wiosna będzie nasza. Oczywiście pod warunkiem, że wszystkie sprawy około klubowe się wreszcie unormują.

  • Jaki wpływ na drużynę miały zmiany trenerów w trakcie rundy?

Trickywoo: Być może, że zmiana trenera jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, z awaryjnym zaproszeniem Piotra Dziewickiego na mecz w Sieradzu, była przyczyną późniejszych problemów. Możemy nie do końca zdawać sobie sprawę z jakości przygotowania zespołu do sezonu, może zawodnicy byli trochę zajechani i nie mieli świeżości, ale w drużynie był „duch”! Team spirit, którego później już niestety nie oglądaliśmy. Nowy trener zupełnie sobie nie radził, nie reagował na sytuację na boisku, dziwnie ustawiał skład meczowy, nie dokonywał zmian mających poszczególne mecze ratować. Drużyna wyraźnie się posypała. Dodatkowo jeszcze zawirowania formalne pomiędzy różnymi frakcjami klubowymi. W tej sytuacji możemy powiedzieć, że lepiej późno niż wcale i Dariusz Dźwigała pojawił się jako zbawca. Tylko dlaczego dopiero na dwie ostatnie kolejki, skoro zespół dostawał bęcki nawet od ligowych słabeuszy przez cały czas?!

Piotr Szczechowicz

Piotr Szczechowicz (fot. Jareczek / ekstraklasa.net)

Diesel: Dla wielu z nas szokiem było odejście trenera Dziewickiego i zastąpienie go Piotrem Szczechowiczem. Z perspektywy zwykłego kibica trudno orzec, co było bezpośrednią przyczyną zwolnienia popularnego „Chrumka”. Jedno jest pewne – zastąpienie go dotychczasowym trenerem Pogoni Siedlce kompletnie nie wypaliło. Swoimi błędnymi decyzjami i konsekwentnym rotowaniem pozycjami w składzie, równie konsekwentnie prowadził drużynę w kierunku strefy spadkowej. Zupełnie nową jakość wniósł Dariusz Dźwigała, któremu udało się tchnąć nowego ducha i wolę walki w organizm, który zdawał się być kompletnym wrakiem na granicy wyczerpania. W meczu z Radomiakiem nowy trener pokazał, jak walczyć do końca i stawiać czoła lepszym od siebie.

Lugher77: Trzeba sobie jasno powiedzieć, że pomysł MKS-u z zatrudnieniem trenera Szczechowicza był zupełnie nietrafiony. Kwestia zwolnienia Piotra Dziewickiego nie jest jednak do końca klarowna. Ciężko mi się ustosunkować do zarzutów MKS-u pod adresem „Chrumka”, jednak strzelili sobie w stopę zwalniając Piotrka jeszcze przed rozpoczęciem rundy. Gdyby zespół pod wodzą Dziewickiego osiągał podobne rezultaty jak pod wodzą Szczechowicza, to wtedy pan Olczak miałby namacalny dowód na poparcie tezy, jakoby Dziewicki popełnił błędy w przedsezonowych przygotowaniach. Zatrudnienie Szczechowicza natomiast wprowadziło chaos w drużynie i efekty tego były katastrofalne. Można tylko żałować, że tyle czasu zwlekano z zastąpieniem go Dariuszem Dźwigałą.

Luk: Rozwiązanie umowy z Piotrem Dziewickim na dzień przed pierwszym meczem było dla wszystkich olbrzymim szokiem. Kolejnym zaskoczeniem możemy uznać wybór na szkoleniowca trenera Szczechowicza, za którym ciągnęła się niezbyt przychylna opinia z klubów, w których do tej pory pracował. Niestety przekonaliśmy się na własnej skórze, że nie była to trafiona decyzja i jego warsztat trenerski – „delikatnie mówiąc” nie potrafił wykorzystać potencjału naszej drużyny. Ciągłe rotacje zawodników na pozycjach, brak publicznych wystąpień trenera, który nie do końca potrafił przyjąć odpowiedzialność za wyniki, niechęć kibiców, wreszcie kolejne słabe występy drużyny i porażki z niżej notowanymi rywalami musiały doprowadzić do kolejnej zmiany na stanowisku trenera. Dariusz Dźwigała wydaje się być właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Związany emocjonalnie z klubem, posiadający olbrzymie doświadczenie piłkarskie oraz autorytet wśród zawodników, a dodatkowo uchodzący za jednego z najlepiej znających realia piłki na Mazowszu. Już w debiucie z Radomiakiem widzieliśmy, że wszystko wraca na właściwe tory, a piłkarze znowu chcą umierać za klub i trenera. Miejmy nadzieję, że popularny „DD” zostanie z nami jak najdłużej.

Dariusz Dźwigała

Dariusz Dźwigała (fot. Włodzimierz Sierakowski)

Kwikster: Zamiany Dziewickiego na Szczechowicza nie spodziewałby się nikt. Nie można tu powiedzieć, że „Chrumek”zdezerterował. Odszedł w złym momencie, zniszczony sytuacją i wewnętrznymi tarciami. Moim zdaniem z nim byłoby dużo lepiej niż ze Szczechowiczem, który nie miał pomysłu na zespół i stwarzał wrażenie wystraszonego całą sytuacją. Dźwigała to powrót normalności i mam nadzieję początek marszu, który przez zadyszkę w tym sezonie zatrzyma nas w III lidze.

  • Który mecz oceniasz jako najlepszy, a który był najsłabszy w tej rundzie?

Diesel: Najlepszego meczu nie było. Za to dużo pokazały spotkania przeciwko ŁKS-owi i Radomiakowi. Pierwsze, że nie należy odpuszczać i trzeba kontrolować grę z pełną koncentracją do końca, drugie zaś, że warto walczyć do ostatniej minuty. Na pewno mogły nas ucieszyć mecze z Legią II (stoczona ambitna walka na boisku) i Sokołem (grad bramek dawno nie widziany na K6).

Najgorsze widowisko poloniści z pewnością zafundowali nam dwukrotnie: z Pilicą Białobrzegi i z drużyną Omegi Kleszczów. Zwłaszcza ten ostatni zapadnie nam w pamięć jako wręcz modelowy przykład dezorganizacji w drużynie.

Lugher77: Najlepszy mecz to moim zdaniem spotkanie z Radomiakiem. Gra jak równy z równym z liderem na wyjeździe i wywalczony remis na pewno były miłą odmianą po serii katastrofalnych meczów pod wodzą trenera Szczechowicza.

Za najgorszy mecz natomiast uznałbym ostatni przed wspomnianym wyjazdem do Radomia. Porażka z Pilicą Białobrzegi 3:4 na własnym boisku i pokaz frajerstwa (tracenie bramki natychmiast po wyrównaniu) przelały czarę goryczy i chyba definitywnie przesądziły o pożegnaniu trenera Szczechowicza.

Luk: Osobiście najlepiej oceniam ostatni mecz rundy z Sokołem. Mecz, w którym poza pierwszymi piętnastoma minutami drugiej połowy mieliśmy całkowitą dominację na boisku, a wynik 5:1 tylko to potwierdza. Byłą walka, akcje z pomysłem i skuteczność. Tak powinniśmy grać w każdym meczu.

Jeśli chodzi o najsłabsze mecze to w tej rundzie było ich kilka. Fatalnie oglądało się pierwszy mecz w sezonie w Sieradzu, gdzie praktycznie pozbawieni trenera zawodnicy biegali zagubieni niczym dzieci we mgle, wynik 2:0 dla gospodarzy i całkowita bezradność naszych w ofensywie. Ciężko patrzyło się również na porażkę 3:0 ze Startem w Otwocku, gdzie zostaliśmy wykartkowani przez sędziów, ale co również trzeba oddać z naszej strony było niewiele zagrożenia pod bramką gospodarzy. Równie ciężko przyjąłem porażkę na K6 z Pilicą Białobrzegi, kiedy po każdej zdobytej przez nas bramce, dosłownie od razu dostawaliśmy kontrę i skończyło się na 3:4 dla przyjezdnych.

Adam Czerkas

Adam Czerkas (fot. Lugher / dumastolicy.pl)

Kwikster: Najlepszy był pewnie ten którego nie widziałem, a mianowicie derby z rezerwami Legii lub Sokołem Aleksandrów Łódzki. Na własne oczy widziałem mecz nr 3, czyli grę z Ursusem.

Najsłabszy? Bolało mnie serducho gdy patrzyłem na kopanie się po czołach w meczu z Pilicą Białobrzegi i Omegą Kleszczów.

Trickywoo: Dobre mecze? Z ŁKS, z Radomiakiem, z Sokołem, z Bronią, no może jeszcze z Legią II. W tych grach widzieliśmy drużynę walczącą.

A te najgorsze? Wieluń, Targówek i wreszcie „perła w koronie” – Kleszczów. Pokaz niezdarności, rozkojarzenia, brak utrzymania wyniku. Szybko zapomnieć!

  • Który z naszych zawodników prezentował się najlepiej w tej rundzie, a którego oceniasz najniżej?

Lugher77: Ciężko wyróżnić kogoś za tę rundę. Żaden piłkarz nie błyszczał i nie można powiedzieć, żebyśmy mieli w tej rundzie lidera, który pociągnąłby drużynę w słabszym momencie. Jeśli już jednak miałbym kogoś wskazać, to postawiłbym na Dominika Lemanka. Odnoszę wrażenie, że prezentował on najrówniejszą formę. Wprawdzie nie pokazał nic nadzwyczajnego w tej rundzie, jednak w porównaniu z kolegami, którzy prezentowali nadzwyczajnie złe zagrania, Dominik zasługuje na pochwałę.

Największym rozczarowaniem jest natomiast dla mnie Marcin Stańczyk. Zawodnik, który przychodził w zastępstwie za Michała Strzałkowskiego zupełnie zawiódł pokładane w nim oczekiwania. Grał bardzo rzadko, a jak już pojawiał się na boisku, to był zupełnie niewidoczny i bezproduktywny.

Luk: Ciężko wyróżnić najlepszego gracza przy tak kiepskiej dyspozycji całej drużyny w rundzie. Najskuteczniejszy Adam Czerkas (6 goli) swoją grą wcale nie rzucał nas na kolana. Adrian Ligienza (5 goli) w większości meczy był wyróżniającą się postacią, niestety to jego fatalny błąd w derbach z rezerwami Legii kosztował nas utratę bramki na 1:2. Dlatego wyróżniam Aleksandra Tomaszewskiego. Młody chłopak, który bez kompleksów umiał znaleźć swoje miejsce w drużynie. Imponował walecznością, pomysłem na grę, przebojowością i dobrymi akcjami kombinacyjnymi. Myślę, że pod okiem Dariusza Dźwigały jego talent rozwinie się jeszcze bardziej i będzie z niego wiele pożytku.

Aleksander Tomaszewski

Aleksander Tomaszewski (fot. Łukasz Chmielewski)

Największe rozczarowanie rundy to w moich oczach Wojciech Szymanek. Niestety, ale liczyliśmy na o wiele więcej od gracza, który jeszcze w poprzednim sezonie biegał po boiskach ekstraklasy. To nie ten sam Wojtek, którego pamiętamy. Brak formy, a może po prostu wiek odcisnęły piętno na jego szybkości i zwrotności. Miejmy nadzieję, że to tylko słabsza runda i pod okiem „DD” Wojtek będzie mógł wnieść jeszcze sporo do drużyny. Olbrzymim niewypałem okazał się również Marcin Stańczyk. Napastnik, z wieloletnim doświadczeniem w Dolcanie Ząbki, a także imponujący skutecznością w poprzednich sezonach w Targówku w barwach Polonii nie zaliczył ani jednego dobrego występu. Co prawda wpisał się raz na listę strzelców, ale poza tym nie zapadł niczym pozytywnym w pamięci. Jego czas na K6 wygląda na policzony.

Kwikster: Najlepszy zawodnik zespołu nr 15? Brzmi dość groteskowo… Dla mnie Olek Tomaszewski, gdyż wyróżniał się najbardziej. Jest młody, przebojowy…

Najgorzej? Wojciech Szymanek! To już nie to samo co kiedyś. Coś się popsuło i naprawdę ciężko. Serce się kraja, ale rozum wrzeszczy najsłynniejszy one-liner Andrzeja Kmicica…

Trickywoo: Tutaj sytuacja nie jest zbyt oczywista – przy słabo grającej drużynie trudno wskazywać liderów. Skoro mam już kogoś wytypować, to stawiam, w przekroju całej rundy, na Piotrka Augustyniaka. Ten człowiek jawił mi się przeważnie jako ostoja naszej obrony. W poszczególnych meczach pokazywali się i inni, cóż z tego skoro niwelowali ten efekt w kolejnej grze.

Piotr Augustyniak

Piotr Augustyniak (fot. Lugher77 / dumastolicy.pl)

Analogicznie jest z rozczarowaniami. Skoro gracze byli rzucani na przypadkowe pozycje, skoro cała drużyna dawała się ogrywać, to można by powiedzieć, że winni są wszyscy po trochu. Tak naprawdę to mam jednak swoich cichych „faworytów”, a są nimi niestety dwaj napastnicy: Marcin Stańczyk, sprowadzany jako nowa siła, zawodnik mający zastąpić z przodu „Strzałę”, a który nie pokazał nic, aż wreszcie nawet u niefortunnego trenera zniknął ze składu meczowego. Drugim jest – i przykro mi to pisać, Marcin Kruczyk (jakieś fatum tego imienia?!). Dlaczego Kruczyk? Otóż on mnie rozczarował. Pozostała jego waleczność, ale doprowadzała do rozpaczy łatwość seryjnego marnowania „setek”, praktycznie w każdym meczu. Ten chłopak był ogrywany w poprzednim sezonie i naprawdę byłby już najwyższy czas, żeby przestał się spalać psychicznie. Tymczasem mamy tu do czynienia chyba z „syndromem Daniela Sikorskiego”. Ja trzymam za niego kciuki, bo zadatki ma, pozycje zdobywa – niech wreszcie zacznie strzelać!

Diesel: Bardzo dobrym starem zaimponował młody pomocnik z akademii MKS-u, Aleksander Tomaszewski. Umiejętnie, bez kompleksów, potrafił wkomponować się do drużyny. Swoimi celnymi zagraniami niejednokrotnie decydował o sile ofensywnej Polonii. Z całą pewnością jest to perspektywiczny zawodnik na przyszłość.

Nie wypalił, niestety… Marcin Stańczyk. Gdy przychodził do klubu liczono na jego dobrą grę na skrzydle i doświadczenie wyniesione z I i II ligowych boisk. Do siatki rywala trafił zaledwie raz, niczego nie wnosząc do zespołu, co być może będzie przyczyną końca jego przygody z Polonią.

  • Czego oczekujesz od Polonii w rundzie wiosennej?

Luk: To, co chyba w tej chwili jest najważniejsze, czyli uporządkowanie spraw w klubie. Spokój na linii klub-kibice i przejęcie seniorów przez Spółkę, która będzie w stanie utrzymać drużynę i zagwarantować ciągłość pracy kadry szkoleniowej. Jeśli to porozumienie zostanie wreszcie osiągnięte, to jestem pewien, że na wiosnę będziemy oglądali Polonię grającą co najmniej tak dobrze jak w dwóch ostatnich meczach rundy jesiennej. Niestety awans nam w tym sezonie już raczej nie grozi, więc trzeba zbudować solidne fundamenty pod walkę o awans w przyszłym sezonie.

Krystian Pieczara

Krystian Pieczara  (fot. Lugher77 / dumastolicy.pl)

Kwikster: Praca u podstaw. Budowa szkieletu, który za rok powalczy o II ligę. Drugie to przejęcie klubu od MKS-u i odbudowa klimatu polonijnego!

Trickywoo: Oczekuję, że na wiosnę zobaczymy prawdziwą Polonię. Drużynę, która da nam sporo radości i satysfakcji z kibicowania. Może nie wygramy wszystkiego, ale liczę, że będziemy walczyć. Wierzę w trenera, wierzę w umiejętności naszych chłopców. Awans jest mrzonką, ale miejsce w pierwszej piątce? Why not? Dobra wiosna, spokój w klubie, koniec wojenek, powrót kibiców na stadion – to byłaby świetna podbudowa pod awans w przyszłym sezonie.

Diesel: Będziemy oczekiwać dużo lepszej gry. Do tego może doprowadzić tylko zgoda na linii klub-kibice celem odbudowy atmosfery polonijnej, budowa solidnego trzonu drużyny i przejęcie zespołu seniorów przez najbardziej stabilną organizację.

Lugher77: Jestem optymistą. Dwa ostatnie spotkania pokazały, że w tej drużynie faktycznie tkwi olbrzymi potencjał i wydaje się, że Dariusz Dźwigała wie, jak ten potencjał z piłkarzy wydobyć. Dlatego liczę na dobrą wiosnę i miejsce w górnej połowie tabeli.