Jak podaje Przegląd Sportowy wczoraj upłynął wyznaczony przez Komisję ds. Licencji Klubowych PZPN termin złożenia przez Polonię Warszawa (której prezesem jest Ireneusz Król) licencji na grę w II lidze. Oznacza to, że klub stracił prawo ubiegania się o licencję na grę w II lidze!

Od kiedy prezesem PZPN został Zbigniew Boniek Komisja ds. Licencji Klubowych zaczęła surowo karać kluby, w których doszło do nadużyć lub mają problemy z płynnością finansową. Pierwsza przekonała się o tym doprowadzona do ruiny przez Ireneusza Króla Polonia Warszawa, której odmówiono prawa do gry w T-ME. Przewodniczący KL Krzysztof Sachs zapewnia jednak, że dołoży wszelkich starań aby w przyszłości nie dochodziło do takich sytuacji.

Dotychczas nie było szans na reakcję w takich sytuacjach. Teraz komisja będzie starała się realnie wykonywać nadzór finansowy, który dotąd był fikcyjny. Wreszcie mamy do tego narzędzia. Ale pamiętajmy, że Komisja Licencyjna sama nie zbawi świata. Na przykład tak często postulowane obecnie wstrzymanie płatności z Canal+ w sytuacji analogicznej do Polonii, wymaga umowy pomiędzy klubami a spółką Ekstraklasa. Trzeba szybko pomyśleć nad mechanizmem, aby zapisy w tej umowie pozwoliły na zablokowanie wypłaty, np. na podstawie sygnałów organów licencyjnych lub dyscyplinarnych PZPN – przekonuje w wywiadzie z „Rzeczpospolitą” Sachs.

Miłosz Przybecki (fot. Zbigniew Luchciński/ksppolonia.pl)

Miłosz Przybecki (fot. Zbigniew Luchciński/ksppolonia.pl)

Obszerny tekst o Miłoszu Przybeckim, który bliski jest podpisania kontraktu z Zagłębiem Lubin opublikowało dzisiejsze Stołeczne wydanie Gazety Wyborczej.

Fizjoterapeuta Jarosław Stec z firmy SpOrtopedic współpracujący przez kilka lat z Polonią takiego zawodnika na Konwiktorskiej nie widział. – Kiedyś porównałem go do Jacka Kosmalskiego, ale to nie to samo. Podejrzewam, że nie ma w Polsce innego zawodnika o takich możliwościach szybkościowych – mówi Stec.

Przez cały poprzedni sezon regularnie co miesiąc przeprowadzał piłkarzom „Czarnych Koszul” badania szybkościowe. Na typowo piłkarskich dystansach – 5 m, 10 m, 30 m. – Przeprowadziliśmy je nawet w kwietniu, kiedy wiedzieliśmy, że drużyna się rozpadnie. Chcieliśmy jednak zobaczyć z całym sztabem, jak wygląda efekt naszej pracy. W Polonii mieliśmy warunki takie, jakie mieliśmy, ale mimo to okazało się, że po całym sezonie nasi zawodnicy o 15 procent poprawili swoją dynamikę – opowiada fizjoterapeuta.

Wyniki szczegółowe to tajemnica trenerów i fizjoterapeuty „Czarnych Koszul”. Rywalizacja między piłkarzami odbyła się tylko na dystansie 5 m. Tu najszybszy na ogół bywał Paweł Wszołek, po piętach deptał mu Adam Pazio i Tomasz Hołota. Między 5 a 10 świetnie radził sobie Daniel Gołębiewski, ale pozostałe „konkurencje”, szczególnie pod koniec sezonu wygrywał Przybecki. Na 30 m do jego czasu nikt nie mógł się zbliżyć. W lutym przed rozpoczęciem rundy wiosennej miał 3,71, w kwietniu 3,70.

Szybkość jednak dla byłego już zawodnika Polonii okazała się nie lada problemem. Dwukrotnie zrywał już więzadła krzyżowe w kolanie. – Proszę zwrócić uwagę na jego sylwetkę. Wydaje się, że ma nadwagę, ale to nieprawda, on jest nabity, silny, trochę jak Cristiano Ronaldo. Podczas biegu generuje tak dużo siły, że nie jest w stanie wyhamować. Tak zresztą doznał poprzednich urazów. Zrobił mocne odejście do przodu, próbował zmienić kierunek biegu, nie utrzymał nogi i ona mu uciekła. Dlatego trzeba bardzo inteligentnie go prowadzić. W Polonii zindywidualizowaliśmy mu trening, nastawiliśmy się na kształtowanie siły ekscentrycznej, tak, żeby noga miała większą stabilizację – tłumaczy Stec.

Przez całą rundę wiosenną udało się Przybeckiemu przejść bez kontuzji. Strzelił trzy gole, miał sześć asyst. Okazuje się jednak, że posiada nie tylko talent piłkarski, czy lekkoatletyczny. Ze swoją skocznością świetnie nadawałby się do koszykówki albo siatkówki. Problem tylko w tym, że mierzy tylko 176 cm. – Wsadu do kosza jednak nie zrobię, ale niewiele mi brakuje – opowiada.

Szybkość i skoczność to są cechy skorelowane. Przykładem może tu być Carl Lewis. Ja sam przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy pracowałem z Miłoszem po kontuzji zerwania więzadła. Skakał mi bez problemu w poprzek mojej sali. Wynik trójskoku jednonóż miał 8,24! Przez 10 lat mojej pracy rekordzista skoczył 7.50. Kiedy przeprowadzaliśmy badania w Instytucie Sportu „Miłemu” wyszło 120 cm z naskoku, czyli tyle co Michael Jordan, z miejsca skakał około 70 cm. Według mnie są to parametry sportowego giganta – mówi Stec.

Bardzo obszerny wywiad z prowadzącym bar Czarna Koszula Pawłem Puchalskim ukazał się w dzisiejszym wydaniu Stołecznej Gazety Wyborczej. Zachęcamy do lektury, tekst jest dostępny m.in. na profilu facebook Czarnej Koszuli.

Źródła: własne / Przegląd Sportowy / Gazeta Wyborcza / Wp.pl / Rzeczpospolita