Uwagę mediów skupiła dzisiaj sprawa transferu Pawła Wszołka do Hannoveru i Łukasza Teodorczyka do Lecha Poznań. Zacznijmy chronologicznie od kwestii Wszołka, który jednak wybrał grę w Niemczech. 

W „Fakcie” Edward Kowalczuk, trener przygotowania fizycznego zdradza tajemnicę sukcesu negocjacji. – Zobaczył, jak bardzo nam na nim zależy skoro stawiliśmy się w Warszawie osobiście – mówi. Jörg Schmadtke dodaje, że fiasko początkowych rozmów leżało po stronie Jarosława Kołakowskiego, menadżera zawodnika. – Chłopak chyba się trochę wystraszył tej sytuacji. Widocznie menedżer zawodnika zbyt mocno forsował ten transfer – przekonywał sam Schmadtke.

Kowalczuk zdradza dodatkowe motywy przyjazdu do Warszawy. – Chodziło nie tylko o rozmowy z samym piłkarzem, lecz również z właścicielem Polonii Ireneuszem Królem, a także z byłym właścicielem Józefem Wojciechowskim.

W tym miejscu warto przypomnieć, że prezes Król twierdził, iż kartę zawodniczą młodego skrzydłowego wykupił. Jeśli Niemcy nie kłamią, to rysują się przed nami dwa warianty. Pierwszy polega na tym, że Wojciechowski nadal jest w jej posiadaniu. Może być też częściowo jej nabywcą albo zostawił Wojciechowskiemu szansę na zarobienie na przyszłym transferze zawodnika.

Pewne jest to, że kwota za jaką Wszołek odejdzie do Hannoveru nie zostanie na razie zdradzona. Kowalczuk twierdzi, że nalega na to Polonia. Nieoficjalnie – za pierwszym razem – mówiło się o 1,5 mln euro. Po drugiej rundzie negocjacji ta kwota mogła delikatnie się zwiększyć…

„Fakt” w rozważaniach dotyczących kontraktu skrzydłowego twierdzi, że pierwsza umowa gwarantowała Wszołkowi zarobki na poziomie 300 tys. euro za rok. Ostatecznie przekroczy pół miliona, co daje zarobki wyższe niż 80 tys. zł na miesiąc. Transfer stanie się pewny po testach medycznych, które odbędą się w środę.

Światło na sprawę rzuca „Przegląd Sportowy”. Według informacji gazety Wszołek ma inne oferty, które są lepsze od tej z Hannoveru. Pojawiły się z Bundesligi i Serie A.

Nie tylko Hannoverowi zależy, by transfer doszedł do skutku. Władze Polonii zdają sobie sprawę, że za pół roku zawodnik może odejść za „grosze”. Na podstawie prawa Webstera będzie mógł wykupić swój kontrakt, gbltłacając do kasy klubu równowartość swoich zarobków do końca trwania umowy, czyli do 30 czerwca 2014 roku. Skrzydłowy Polonii zarabia obecnie 11 tysięcy złotych miesięcznie, więc musiałby wyłożyć 132 tys. zł. Właściciel „Czarnych Koszul” dopiero co stracił szansę, by zarobić poważne pieniądze na transferze Teodorczyka, nie chce wypuścić z rąk okazji, by wzbogacić się na sprzedaży Wszołka.

Los Teodorczyka ma rozstrzygnąć się dzisiaj. Działacze Lecha przyjadą do Warszawy, aby rozwiązać problem pracy napastnika wiosną. Przypomnijmy, że „Teo” podpisał kontrakt z „Kolejorzem” od 1 lipca, a do 30 czerwca formalnie jest piłkarzem „Czarnych Koszul”.  „Fakt” twierdzi, że za Teodorczyka Lech odstąpi Polonii Jacka Kiełba, który do Polonii jest tylko wypożyczony. W Poznaniu według „Przeglądu” zarabiać będzie miesięcznie 50 tys. zł.

Menadżer zawodnika Marcin Kubacki twierdzi, że pod uwagę nie była brana oferta Polonii. „PS” uważa, że Król powinien być zadowolony jeśli uda się zarobić na Teodorczyku 200 tys. euro, które Lech jest w stanie zapłacić teraz.

Wspierać snajpera próbuje były kolega za drużyny. – Każdy zawodnik inaczej do tego podchodzi, ale Łukasz jest bardzo otwartym człowiekiem, więc nie powinien mieć problemów, by zaaklimatyzować się w Poznaniu – mówi „PS” Łukasz Trałka.

Lech sonduje także transfer innego piłkarza Polonii. Według naszych informacji Poznanianie chcą pozyskać jeszcze Đorđe Čotrę, który także jest na „wylocie”. Zarabia za dużo i jeśli prezes się zgodzi, to odejdzie.

Według „Faktu” trener Piotr Stokowiec nie będzie długo rozpaczał po transferze Wszołka. Już szykuje miejsce dla Miłosza Przybeckiego, który zdaniem szkoleniowca ma wielki potencjał.

Większy problem może zrodzić się po odejściu Tomasza Brzyskiego, który według „Faktu” jest bliski podpisania umowy z Legią. Na Łazienkowskiej oferują mu 2-letni kontrakt gwarantujący mu pobory na poziomie 60 tys. zł na miesiąc. Legia za „Brzytwę” nie zapłaci nic. Król ze względu na wysokie zarobki piłkarza chce się go pozbyć za darmo. Jeśli znajdzie sobie klub to rozwiąże z nim umowę za porozumieniem stron.

Szansę na pozostanie ma Władimir Dwaliszwili, który po raz ostatni usiadł do stołu z prezesem Królem. Piłkarz do piątku czeka na ruch ze strony właściciela „Czarnych Koszul”. Najprawdopodobniej chodzi o spłatę zaległości.

Po trzynastu latach Marcin Baszczyński znów zagra w Ruchu Chorzów, w którym chce zakończyć karierę. Podpisał kontrakt ważny do końca tego sezonu, z opcją przedłużenia o rok. – Chcę, aby Ruch wrócił na właściwie tory, czyli miejsce w górnej połowie tabeli. Postaram się pomóc chłopakom na boisku. Cicha ma znów się stać twierdzą, jak to było dawniej – mówi „Dziennikowi Zachodniemu” 36-letni obrońca, który rozwiązał kontrakt z Polonią Warszawa. „Baszczu” dostał koszulkę z numerem 44.

Źródło: własne / Fakt / Przegląd Sportowy / Dziennik Zachodni / Niebiescy