Pik, pik*… budzę się… choć właściwie po kilku nieprzespanych nocach mogę powiedzieć, że po prostu otwieram szerzej zmęczone oczy. Mimo tego, że ten cholerny kaszel i gardło dokazują mi od meczu z Radomiakiem nie wkurzam się mocno…

Stefan Szczepłek i Igor Gołaszewski

Stefan Szczepłek i Igor Gołaszewski (fot. Robe6)

Wygrana w tym spotkaniu rekompensuje mi w pewien sposób tę cholerną chrypkę i suchy kaszel. Wracając jednak do pikania. Widzę jakiś komunikat na smartfonie „Hej czy widziałeś felieton Szczepłka na MZPN?”. No, to pospane…

Pan Stefan Szczepłek jest cenionym dziennikarzem w Polsce. Pisał w czasach gdy o oglądaniu meczów na K6 mogłem tylko marzyć. Teraz już nie marzę, bo jestem na miejscu i wiem co się na Polonii dzieje.

Dziennikarz „Rzeczpospolitej” za pierwszym razem został mi przedstawiony jako sympatyk Polonii. Chwilę później oczywiście wiedzę uzupełnił fakt, że widywany jest też na Ł3. Podczas meczów domowych Pana Stefana na trybunie prasowej nie widuję. Zwykle siada niżej… z VIP-ami i byłymi pracownikami klubu.

Po tym przydługim wstępie trzeba przejść do wspomnianego tekstu redaktora Szczepłka zatytułowanego „Tęsknota za skórzaną piłką”, w którym w dość osobisty sposób nostalgicznie wyjaśniana jest różnica między dwoma warszawskimi klubami, na których mecze stale uczęszcza.

Z wywodu wnioskuję, że panu Stefanowi fajnie się na Ł3 patrzy na piłkę, ale wkurza go nieziemsko słuchanie festiwalu bluzgów z „Żylety” i to, że nie może z kolegami wymienić na bieżąco uwag dotyczących oglądanego spotkania. Stadion to nie teatr, ale wiadomo, inteligenta zawsze rażą słowa powszechnie uważane za wulgarne.

W opozycji redaktor miał mecze Polonii, które ogląda w towarzystwie. Tu pada konkretne wyliczenie: – szarzy kibice, Jerzy Engel, Jan Englert, Marek Jurek [jedyny, poza prezesem, stały bywalec z całego pogrubionego zestawu – przyp. DS], Janusz Zaorski, Stefan Friedmann… Jest tak, jak w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Można z każdym porozmawiać, wziąć autograf, zrobić sobie zdjęcie. W tym miejscu zastanawiam się czy pan Stefan chce się ogrzać w blasku sławy starych gwiazd czy przychodzi na K6 dla starych znajomych. Polonia w końcu była znana z takich sytuacji. Ludzie nie mający czasu spotkać się w tygodniu zawsze znajdą chwilę na rozmowę podczas przeżywania wspólnej pasji…

Nie wiem… bo w kolejnych akapitach widzę, że pan Stefan narzeka na pogorszenie standardów na K6: – Mecze na Łazienkowskiej to zazwyczaj półtorej godziny  bluzgów. Im lepszy lub bardziej utytułowany przeciwnik przyjeżdża do Legii, tym bardziej jest atakowany. Do niedawna Polonia różniła się od Legii tym, że w sytuacjach, w których na Łazienkowskiej się gwizdało, na Konwiktorskiej słychać było brawa. W ten sposób witano gości i dziękowano im po meczu. Doszło nawet do sytuacji niezwykłej : pewien klub spod Płocka był tak zauroczony przyjęciem w Warszawie, że poprosił aby rewanż, którego był gospodarzem, odbywał się także na Polonii. Przywiózł swojego spikera, kibiców – było super.

Stadion Amatora Maszewo (fot. Kormoran Łąck)

Komentowany przeze mnie felieton ukazał się po meczu z Radomiakiem (zgoda Legii – to tak dla niewtajemniczonych), natomiast opowieść pana redaktora dotyczy oczywiście Amatora Maszewo. Żeby zobrazować sprawę zerknijcie na obiekt ówczesnego rywala [tutaj więcej fotek]. Wiem, że wymiar IV ligi był fajny. Przyjęcie Amatora było świetne, ale użycie logiki nie boli. Obiekt zespołu z Maszewa nie nadawał się na przyjęcie kibiców Polonii, którzy w tamtym czasie licznie jeździli za zespołem. KS Łomianki, które gościły jako pierwsze „Czarne Koszule” przeznaczyły 10 albo 20 wejściówek dla fanów Polonii. Ich stadion miał 300 krzesełek. Obiekt w Maszewie o 100 mniej. Przykro mi, że odzieram tą opowieść ze swojego piękna, ale rozegranie domowego meczu w Warszawie Amatorowi było po prostu na rękę. Nam zresztą też, bo w końcu nie trzeba było jechać pod Płock…

Drugą sprawą jest ten „tragiczny” mecz z Radomiakiem. Czy pan redaktor na serio nie zdawał sobie sprawy, że gdy kibice pojawili się na sektorze gości to będzie festiwal „wzajemnej miłości”. Kibice Radomiaka i Legii uprzejmie dopingujący na stadionie Polonii? Nie! To za duży Matrix nawet w dzisiejszych czasach, w których większe brednie są wygłaszane. Z kronikarskiego obowiązku redaktorowi Szczepłkowi przypomnę od czego goście zaczęli swój piątkowy doping. Pierwszym skandowanym hasłem było „J**ać Polonię”. Także chamstwo nie pojawiło się na K6… ono przyszło, a technicznie rzecz ujmując przyjechało…  Panie Stefanie to nie fair używać takich argumentów w stosunku do Polonii w takim meczu. Radomiak to nie Amator… to nie ta skala.

Pan tęskni za skórzaną piłką. Ja już nie tęsknię, bo – i tu uwaga do sztabu i całego zespołu – moja Polonia wreszcie zagrała jak z nut! Nie wierzyłem w zwycięstwo, mimo obstawienia 4:0 u buka nie wierzyłem. Nie wierzyłem też w to co widziałem. Formę i postawę piłkarzy uważałem za fatamorganę. Na całe szczęście w sobotę po przebudzeniu wynik się nie zmienił… Radość i chrypka pozostały, a ja w naszym retro nadal czekam na więcej.

* Pozdrawiam Ojca Scholastyka, który od 5 rano tak ochoczo lajkuje mi twitty 🙂 Niech moc będzie z Tobą na Teutatesa!
Share