Dziś był mecz do szybkiego odfajkowania z wygraną. Rozgrywaliśmy go po naszych konkurentach więc wyniki były znane i w większości przypadków korzystne.

Wyszliśmy w składzie: Mateusz Tobjasz – Marcin Bochenek, Daniel Choroś, Piotr Augustyniak, Przemysław Szabat – Mariusz Marczak, Piotr Kosiorowski, Donatas Nakrošius, Mariusz Wierzbowski, Bartosz Wiśniewski – Krystian Pieczara. Na zmianach: Marcin Kluska (za Wierzbę), Piotr Petasz (za Szabiego), Karol Worach (za Chorego) i Mateusz Małek (za Manolo). Pojawili się od początku Szabi i Wierzba (czyżby efekt porad Mountasa?), zadebiutował Petasz.

Krystian Pieczara (fot. Robe)

Krystian Pieczara (fot. Robe)

Zgodnie z przewidywaniami mecz od początku toczył się pod dyktando Polonii, choć trzeba stwierdzić, że skazywani na porażkę goście nie padli na kolana i próbowali się odgryzać przy każdej okazji. Z naszych, zgodnie z oczekiwaniami prym w grze do przodu wiedli Manolo, Wierzba, Pieczi i Kosior. Kolejne akcje kończyły się strzałami, lecz były one niecelne lub bronione przez dobrego bramkarza gości, Dawida Kręta. Szczególnie dobrze prezentował się… oczywiście najmłodszy z tego grona. Ten chłopak ma papiery na grę. Akcja z 27 minuty to popis. Mariusz wpadł z lewej strony w pole karne, okiwał trzech obrońców i chytrze strzelił leciutkim lobem z bardzo ostrego kąta. Bramkarz odbił w pole, a dobitka Donka poszła w bok. Kolejna perełka to ponowne wejście od lewego skrzydła i precyzyjne podanie do Wiśni, niestety przecięte wślizgiem przez obrońcę. Dwie minuty później Wierzba próbował już sam strzelić, z dosyć niewygodnej pozycji, toteż strzał poszedł ponad poprzeczką. Niemiło mogło się zrobić w 42 minucie. Najlepszy gracz Błękitnych, Kamil Majkowski, mający za sobą grę choćby w Legii, pobiegł z kontrą, ściągnął na siebie naszych obrońców i pięknie wyłożył do zupełnie nie atakowanego kolegi w połowie pola karnego. Tamten strzelił obok rozpaczliwie interweniującego Tobiego, jednak strzał poszedł sporo obok słupka. Mieliśmy wagon szczęścia.

Druga połowa rozpoczęła się w tych samych składach lecz jakże dobrze dla nas. Do wrzucanej w pole karne piłki skoczyło kilku naszych, ale dopadł jej Pieczi i trafił do bramki. Asysta oczywiście dla Manola. Mieliśmy kołyskę dla Michała Zapaśnika, a w zasadzie jego dopiero co urodzonej córeczki. Gratulacje Zapas! Manolo szedł za ciosem i sam próbował strzelić dwie minuty później, niestety za lekko i bramkarz stał na posterunku. Po małych kilku minutach znowu akcja rozpędzonego Piecziego – tym razem leciutki spalony. Co się odwlecze… W 56 minucie doskonałe prostopadłe podanie w pole karne, do którego ruszył wszędobylski Pieczi wychodząc na sam na sam z bramkarzem. Krystian nie dał mu szans i precyzyjnym strzałem zdobył swoja drugą bramkę w tym meczu. Napór trwał jeszcze kilka minut, a Pieczi polował na hat-tricka. Nie udało się, a po 70 minucie gra się wyrównała. Wprowadzony Kluska nie grał na poziomie Wierzby, poza tym błędy zaczęła zaliczać nasza formacja obronna. Kilka obcinek miał dziś Donek, mylili się obaj boczni. Ożywił się Wiśnia, dobrą, choć krótka zmianę dał Mały, ale goście starali się zrewanżować. Na dokładkę ich bramkarz zaczął wyrastać na bohatera meczu, broniąc kilka groźnych strzałów. W 87 minucie stało się. Nasza defensywa była najwyraźniej przekonana, że gracz gości jest na pozycji spalonej. Czy był? Nie wiem, ale sędziowie nie reagowali. Napastnik Błękitnych mógł zapytać Tobiego gdzie strzelać i został by mu czas jeszcze na jakiś posiłek. Tobi robił pajacyki, ale gracz gości rzucił piłkę pod jego nogami , obiegł go i strzelił do pustej bramki. I zrobiło się nerwowo. Goście uwierzyli, że nie wszystko stracone, nasi zaczęli być elektryczni. Efekt to kartka w końcówce dla Piecziego oraz nieprzyjemne uderzenie półlobem obronione przez Tobiego. Chwile później sędzia gwizdnął po raz ostatni i skończyło się szczęśliwie.

I co teraz napisać? Że odrobiliśmy dwa punkciki do Lechii i jeśli ją ogramy w środę to jesteśmy wiceliderem? Że ważne są wygrane , a nie sposób w jaki się je osiąga? To wszystko prawda, tylko że styl wygranych nie powala. Dziś było odwrotnie niż ostatnio, nie musieliśmy gonić wyniku, tylko go dosyć rozpaczliwie bronić. A nic nie ujmując gościom, to wirtuozami futbolu oni nie byli, co nie przeszkodziło im na prowadzenie dosyć otwartej gry. W sumie to jednak wole byle jakie wygrane niż piękne porażki. Ale weryfikacja wszystkiego nastąpi w ciągu już tego tygodnia. Bo w środę wspomniany wyjazd do Tomaszowa, a za tydzień mamy u siebie lidera z Aleksandrowa. Te dwa mecze pokażą nam wszystko, choć ciągle pozostanie jeszcze wyjazd do rozpędzonego (dziś wygrana) ŁKS-u.

Oceny

  • Tobi na plus. Miał parę strzałów i je bronił, przy bramce bez szans.
  • Obrona (zaliczam do niej także Donka) dziś słabawo. Dobry mecz zagrał Chory, przyzwoity August. Donek sporo pomyłek i kiksów, to samo dotyczy obu bocznych. O grze Piotra Petasza i Worego dziś specjalnie dużo nie da się powiedzieć, byli za krótko.
  • Pomoc. Chyba nieco lepiej niż ostatnio. Więcej ruchu, więcej gry do przodu (czyżby efekt felietonu Mountasa 😉 ?). Manolo ruchliwy kolejne dwie asysty. Jak byśmy strzelali gdyby nie jego dogrania?! Wierzba wyrasta na gracza pierwszoplanowego. Tylko pozostaje pytanie jak długo go jeszcze będziemy oglądać, bo podobno był już dzisiaj obserwowany. Kosior też pozytywnie. Mały – bardzo dobra zmiana. Grał króciutko, ale zrobił w tym czasie sporo dobrego. Kluska bez wyrazu, do Wierzby sporo mu brakuje.
  • Atak. Pieczi – co można powiedzieć o gościu, który strzela dwie bramki i jest bliski jeszcze co najmniej jednej? Odpowiedź jest jedna – dobrze. Wiśnia według mojej oceny przez długi czas pasywny, ożywienie w ostatnim kwadransie gry, tylko nie mogę pojąć dlaczego on nie strzela w dobrych sytuacjach tylko koniecznie chce podawać nawet jak ma przed sobą tylko bramkarza? Odwagi Bartku!

Sędziowie z Płocka z p. Łukaszem Matlęgą jako głównym. Dla mnie bez zarzutu. Osobiście nie dostrzegłem żadnego ich błędu. Obie kartki dla naszych zasłużone.

Teraz przed nami decydujący tydzień, dwie wygrane zdecydowanie zbliżyły by nas do awansu. A czy wygramy? Za tydzień o tej porze będziemy to już wiedzieć. Trzeba wierzyć.