„London calling” – czyli jest nieźle…

Plan miałem nader sprytny: najpierw wizyta na Millwall – Norwich (Championship), potem powrót na chatę mojego londyńskiego kumpla, Russella – tam odpalam retransmisję z Niecieczy i ekscytuję się naszym „championshipem” na stadioniku pośród „pól malowanych zbożem rozmaitem”.

Davíð Ólafsson

Był tylko jeden drobiazg: nie poznać za wcześnie wyniku! Teoretycznie wystarczyło odciąć się od neta… Tyle teorii, bo w praktyce najpierw Mama na Whatssapie, że „wygrywamy 1:0”, potem kolejni Kumple, że „dobrze nam idzie”, a na koniec jeszcze Syn, że „nic nie gramy, a już 3:0 dla nas”. Zatem – gdy w końcu dotarłem do tej retransmisji – emocje miałem jak na grzybach. Ale co tam, przy takim wyniku na wyjeździe człowiek się tak bardzo nie przejmuje tym cholernym Whattsapem!

W ostatniej „Wioseczce” pisałem, że „jest dobrze!” – oczywiście miałem już „na końcu klawiatury”, że u nas zawsze „co się polepszy, to się popieprzy”, ale odpuściłem: oj tam, czasem można dać się ponieść optymizmowi, co nie? No to się dałem – i zaraz, naturalnie, przyszła „siedlecka trauma” – w Siedlcach albowiem wcale „dobrze” nie było, wróciła „stara Polonia” i dawna impotencja w ataku…

Czego spodziewałem się po Niecieczy? A diabli wiedzą. Wyszło jednak znakomicie – i mam wrażenie, że rysuje się nam jakaś „tendencja” – jeśli rywal proponuję naszym grę w piłkę – jesteśmy w stanie przyjąć wyzwanie – i punktować. Jeśli natomiast postawi zasieki – jak Pogoń – zaczynają się problemy i monotonne bicie głową w mur. Jednym słowem, w skrócie: drużynę buduje się od tyłu – i my te tyły mamy. Gorzej z kreacją w ataku. Dobrze przynajmniej, że z kontry idzie naszym przyzwoicie – problem w tym, że awans zdobywa się (albo przegrywa) często w takich właśnie Siedlcach – jeśli nie będziemy umieli ogrywać „drewniaków”, to słabo to widzę…

No ale cóż, sezon dopiero się rozkręca, jesteśmy w czubie tabeli, a inni faworyci też mają problemy. Czy zatem nadal „jest dobrze”? Może nie do końca, ale chyba jest nieźle?

Doman Nowakowski

Author: Kwikster

Barwy moro, ciemny kaptur, Kwik to dziwny bywa stwór, o swej Polonii marzy dzień i noc i w Gwiezdnych Wojen wierzy moc [wierszyk z czasów ogólniaka... niezmiennie na czasie ;)]

1 thought on “„London calling” – czyli jest nieźle…

Dodaj komentarz