Po ostatnim artykule trafił do nas kilka tekstów typu – krytykować łatwo, zrobić samemu trudniej. Fakt, zatem oto próba merytorycznej odpowiedzi z obrazkami.
Historia nie jest archiwum. Historia może pracować na klub codziennie
W poprzednim tekście o „polonijnym portfelu” próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego sprzedaż karnetów Polonii od kilku sezonów dochodzi do podobnego poziomu i zatrzymuje się. Wniosek był stosunkowo prosty: baza około 1200 osób jest stabilna, ale żeby pójść wyżej, nie wystarczy kolejny raz przekonywać tych samych ludzi. Trzeba dotrzeć do warszawiaków, którzy dziś o Polonii nie myślą wcale. To nie jest już zadanie wyłącznie dla drużyny.
To zadanie dla marketingu.
Postawiliśmy również tezę, że największego wyróżnika Polonii nie trzeba wymyślać. Klub ma rok 1911, Konwiktorską, przedwojenną Warszawę, własny język wizualny i ponad sto lat historii, której konkurencja nie może kupić ani skopiować. Problemem nie jest więc brak materiału. Problemem jest to, że elementy te pojawiają się jako pojedyncze akcje, zamiast tworzyć konsekwentnie rozwijaną markę.
Teraz spróbujmy zrobić krok dalej.
Jak mogłaby wyglądać Polonia, gdyby naprawdę uznała Warszawę, historię i Konwiktorską za swoją strategię marketingową?
I. Nie potrzeba więcej akcji. Potrzeba jednej opowieści
Na pierwszy rzut oka wokół Polonii dzieje się przecież dużo.
Są specjalne koszulki. Są jubileusze. Są filmy historyczne. Jest Puchar Pamięci Małego Powstańca. Były autobusy miejskie. Są plakaty. Jest Radio Kampus. Są współprace gastronomiczne. Powstają produkty rocznicowe (o tym kto podszedł do tego lepiej – wspomnimy jeszcze, ale traktujemy o sprawie jako całości) . Klub wykorzystuje stadion, neon, fontannę i historyczne odniesienia w materiałach fotograficznych.
Problem polega na tym, że odbiorca rzadko dostaje sygnał: „to wszystko jest częścią tej samej Polonii„.
Powinien.
Przygotowana wcześniej koncepcja marketingowa właściwie sprowadza się do jednego zdania: Polonia powinna sprzedawać nie tylko futbol, lecz także Warszawę, Konwiktorską, historię, emocje i poczucie przynależności.
Dlatego potrzebny jest nadrzędny komunikat.
POLONIA TO WARSZAWA.
Nie oznacza to, że każdy plakat musi zawierać te trzy słowa. Oznacza, że każda kampania, produkt, partnerstwo i wydarzenie powinny być kolejnym rozdziałem tej samej historii.
Raz opowiemy ją tramwajem. Innym razem kaszkietem. Za miesiąc starym zdjęciem. Potem meczem. Filmem. Ciastkiem. Programem meczowym. Restauracją. Historią konkretnego kibica.
Ale język pozostaje ten sam!

II. Retro nie może być filtrem na Instragramie
Największy błąd byłby taki: uznać „retro” wyłącznie za stylistykę. Dodać pożółkły papier, stary font, czarno-białe zdjęcie i uznać sprawę za załatwioną.
Nie.
Retro powinno być systemem identyfikacji marki.
Załączone projekty bardzo dobrze pokazują, jak szeroko można go rozumieć. Przedwojenne afisze. Art déco. Warszawskie gorseciki. Dawne tramwaje i autobusy. Kaszkiety. Poszetki. Fontanna przed stadionem. Neon POLONIA. Czerń, biel, czerwień, kremowy papier, mosiądz i stare warszawskie szyldy.

Gal Andrzeja /Czarne Koszule – twórcy tej grafiki
Do tego można dołożyć jeden bardzo charakterystyczny warszawski motyw: latarenki adresowe i dawne tablice uliczne. Wyobraźmy sobie całą serię znaków:

POLONIA × KONWIKTORSKA 6
jako tabliczkę adresową.
POLONIA × WARSZAWA
jako miejski znak jakości.
I trzeci wariant:
POLONIA × [PARTNER]
używany przy prawdziwych kolaboracjach.
Blikle. Warszawskie przedsiębiorstwa komunikacyjne. Restauracja. Rzemieślnik. Producent odzieży. Muzeum. Instytucja kultury.
Nie piętnaście przypadkowych logotypów. Jeden system.
Konwiktorska 6 mogłaby przy tym funkcjonować jako osobna marka kulturowa – dokładnie tak, jak zakłada przygotowana wcześniej strategia K6: K6 Matchday, K6 Vintage, K6 Stories czy K6 Business.
III. A co z historycznym herbem?
To temat, który warto potraktować poważnie.
Jeżeli prawa do któregoś z historycznych znaków Polonii są poza klubem albo ich status wymaga uporządkowania, warto przynajmniej policzyć, ile warta byłaby możliwość pełnego komercyjnego wykorzystania takiego herbu.
Nie dlatego, że obecny herb należy wyrzucić.
Historyczny znak mógłby stać się podstawą linii POLONIA DZIEDZICTWO / 1911.
Na kaszkiecie. Na eleganckim szaliku. Na poszetce. Na plakacie. Na porcelanie. Na modelu tramwaju. Na numerowanym znaczku. Na bilecie kolekcjonerskim. Na koszulce retro. To nie byłoby kupowanie rysunku.
To byłoby pozyskanie kolejnego aktywa marki.
Dobrym przykładem tego, że rynek na takie produkty istnieje, jest obecna seria Retro 115 Oficjalnego Sklepu Kibiców. W sprzedaży są m.in. koszulka retro inspirowana wzorem z 1913 roku, szalik w opakowaniu Retro oraz numerowane odznaki przygotowane z okazji 115-lecia.
Oficjalny sklep kibiców Polonii Warszawa
Na moment pisania – sprzedane 61 ze 105 dostępnych online odznak (w 10 dni od startu sprzedaży) Info o szalikach czy koszulkach jest poza naszym zasięgiem, ale kto widział CK z wydawaniem paczek lub kolejne numery zamówień na swojej paczce wie że sprzedaż ma się dobrze. Odznaka z nr1/115 w licytacji osiągnęła cenę 700 złotych!!!
Tu widać prawdziwy potencjał. Kibice sami pokazują, że chcą kupować historię. I to historię dwojako – piękne karty i dobrze skrojoną opowieść. Ceny również nie odstraszają i kibice chcą wyrażać swoje wsparcie. EU potrafiła to przekuć w sukces.
Teraz pora aby i Klub nauczył się odpowiednio grać kartami jakie ma…

IV. Gadżet nie powinien mówić: „Kupiłem coś w sklepie klubowym”
Powinien mówić: „mam kawałek Warszawy„.
To fundamentalna różnica.
Chustka z panoramą Warszawy może być prezentem.

Poszetka z warszawskimi gorsecikami może zainteresować człowieka, który nigdy nie założy koszulki piłkarskiej.

Kaszkiet może funkcjonować poza stadionem.
Metalowy model przedwojennego tramwaju w barwach Polonii może stać na biurku prawnika albo architekta.
Brelok z tramwajem czy autobusem jest dostępny cenowo dla nastolatka.
Do tego dochodzą naszywki na rzep, emaliowane piny, pocztówki, plakaty, retro budzik, notesy, zakładki do książek, plany lekcji dla dzieci, zestawy vlepek stylizowane na warszawskie szyldy, kolekcjonerskie szaliki czy repliki dawnych proporczyków.
Nie chodzi jednak o wyprodukowanie stu przedmiotów.
Chodzi o KOLEKCJE.
- „Warszawa jedzie na mecz”.
- „Konwiktorska 6”.
- „1911”.
- „Trybuna Kamienna”
- „Warszawskie Gorseciki”.
- „Polonia × Warszawa”.
Każda seria z własną historią, numeracją, opakowaniem i krótką kartą opisującą, skąd pochodzi motyw.
Tylko starzy ludzie żyją przeszłością i nie ma pola dla najmłodszych? Jasne, SI potrzymaj nam piwo…

Życie to nie bajka, widzieliśmy co się stało z gniotkiem – który z pięknego konceptu skończył jako Deyna. Zdajemy sobie sprawę, iż realizacja niektórych elementów ma swoje wymagania.
Tylko z dobrą strategią jest tak, że nawet najprostsze rzeczy współgrają.
Budżetowo – Plan lekcji:

Wtedy merchandising przestaje być magazynem gadżetów. Staje się częścią opowieści.
V. Najważniejszym gadżetem jest… bilet
W epoce kodów QR brzmi to niemal archaicznie. I właśnie dlatego może działać. Bilet fizyczny powinien wrócić jako pamiątka, nawet jeżeli właściwe wejście odbywa się telefonem. Masz długopis-to wystarczy by po meczu poprosić strzelca zwycięskiej bramki o autograf. U nas zbicie piątki z drużyną po meczu to standard, a to jedna z najwspanialszych rzeczy jakie robią wrażenie na osobach małych, ale i tych dużych też które przyszły pierwszy raz!
Następnego dnia chwalą się opowiadając jak doświadcza się piłki na K6, a u innych tak nie ma!

Każdy mecz może mieć własną grafikę. Datę. Rywala. Numer spotkania. Krótki fragment historii. Inny motyw Warszawy.
Po sezonie siedemnaście domowych spotkań tworzy siedemnaście kart jednego albumu. To samo dotyczy karnetu.
Karnet powinien być przedmiotem, który kibic zachowuje po sezonie, a nie plastikowym kluczem, który przestaje działać po ostatniej kolejce


Do tego dochodzi program meczowy. Nawet niewielki. Cztery, osiem, czy dwanaście stron. Rozmowa. Historia rywalizacji. Archiwalne zdjęcie. Sylwetka dawnego zawodnika. Mapa K6. Informacja o partnerach. Kolekcjonerska okładka.

Za dziesięć lat takie programy nadal będą istnieć. Te z dawnych lat do dziś znajdują swoich miłośników i kolekcjonerów. Post na Facebooku nie.
VI. Warszawa powinna widzieć Polonię także wtedy, gdy nie ma meczu
W poprzednim felietonie dobrze oceniliśmy sam pomysł obecności Polonii w autobusach miejskich i na słupach ogłoszeniowych. Problemem była ciągłość. Reklama konkretnego wydarzenia szybko się dezaktualizuje. Artykul-o-polonijnym-portfelu_2…
Dlatego kolejna miejska kampania nie powinna mówić wyłącznie:
POLONIA – ŁKS, SOBOTA, 19:11.
Powinna sprzedawać markę.
Na jednym plakacie przedwojenny tramwaj: „WARSZAWO, JEDZIEMY NA POLONIĘ.”
Na drugim para ubrana w stylistykę lat 30.: „WARSZAWO, ZAKOCHAJ SIĘ NA NOWO W POLONII.”
Na trzecim Kamienna: „TU WARSZAWA KIBICUJE OD POKOLEŃ.”
Na autobusie: „JEDŹ Z NAMI NA KONWIKTORSKĄ.”
A dopiero kod QR prowadzi do najbliższego meczu.
Dzięki temu kampania może wisieć miesiącami. Zmienia się tylko jej cyfrowy cel.
Te same motywy pojawiają się jednocześnie na ekranach w metrze i komunikacji miejskiej, w mediach społecznościowych, sklepie, programach meczowych i materiałach partnerów.
Wtedy powstaje to, czego brakuje pojedynczym akcjom: rozpoznawalność przez powtarzalność.
VII. Współpraca ma działać w dwie strony
Tu dochodzimy do bardzo dobrego przykładu: A. Blikle.
Stoisko ze specjalnymi polonijnymi słodyczami podczas meczu jest atrakcyjne. Powstaje zdjęcie, kibic kupuje produkt, partner ma obecność na stadionie.
Ale najważniejsze pytanie brzmi: co dzieje się następnego dnia?
Polonijne ciastko można kupić nie tylko na Polonii, produkt Bliklego został pokazany kibicom Polonii.
Warszawiak wchodzi do cukierni Bliklego i tam spotyka Polonię.
Przez dwa tygodnie przed wybranym meczem w kilku cukierniach pojawia się „Polonijne 1911”. Do opakowania dołączony jest kod rabatowy na pierwszy mecz. Na ladzie stoi mała stylizowana tabliczka „A. Blikle × Polonia Warszawa„. Polonia pokazuje historię warszawskiej cukierni. Blikle pokazuje historię warszawskiego klubu.
Tu mamy kolaborację jakiej potrzebujemy!
Podobnie z gastronomią.
Karafka, Pyzy Flaki Gorące, Gruby Josek i kolejne lokale mogłyby tworzyć mapę K6 PARTNERS.
Kibic okazuje bilet (albo aplikację) – otrzymuje korzyść. Klient restauracji otrzymuje korzyść przy zakupie pierwszego biletu na Polonię.
Polonia przyprowadza partnerowi klienta X Partner przyprowadza Polonii kibica.
Tak wygląda wymiana wartości.
VIII. Radio Kampus: Dobry partner, któremu trzeba dać format
Współpraca z Radiem Kampus od początku miała logiczne założenie. Klub oficjalnie podkreślał, że dzięki niej chce docierać do warszawskiej młodzieży, studentów i zachęcać ich do odwiedzenia Konwiktorskiej.
Home – Oficjalna strona Polonii Warszawa
I właśnie ten cel trzeba przekuć w powtarzalny format.
Nie „czasem powiemy o Polonii„. Tylko np. stałe „3 minuty z K6„.
Krótka historia Polonii.
Zapowiedź weekendu.
Jeden konkurs biletowy.
Jeden zawodnik albo kibic.
Jedna ciekawostka o Warszawie.
W tygodniu meczowym mocniejsza obecność antenowa. Raz w miesiącu audycja z Konwiktorskiej. Studencki reporter Radio Kampus przygotowujący materiał zza kulis.
W zamian Polonia faktycznie promuje radio: na stadionie, w aplikacji, w social mediach, w programie meczowym i na ekranach.
Współpracy nie mierzymy liczbą logotypów, statystyką zamieszczonych suchych postów.
Mierzymy liczbą osób, które dzięki niej odkryły drugą stronę.
IX. Aplikacja powinna nagradzać zachowanie, którego klub potrzebuje
Poprzedni tekst wskazywał bardzo konkretny problem: obecny system punktowy nie premiuje dostatecznie regularnej frekwencji i masowego angażowania kibiców, a część najwyższych punktacji związana jest z drogimi pakietami i sponsoringiem. Artykul-o-polonijnym-portfelu_2…
Można to odwrócić.
Aplikacja nie powinna być programem lojalnościowym podobnym do programu linii lotniczej.
Powinna stać się Paszportem Polonisty.
Przyszedłeś pierwszy raz? Dostajesz pierwszy stempel.
Przyprowadziłeś osobę, która nigdy wcześniej nie kupowała biletu? Kolejny.
Byłeś na pięciu meczach? Nagroda gwarantowana.
Odwiedziłeś partnera K6? Punkt.
Obejrzałeś wystawę historyczną albo zaliczyłeś quiz o Polonii? Punkt.
Dziecko przyszło na swój pierwszy mecz? W aplikacji pojawia się cyfrowa karta „Mój pierwszy mecz na K6”, a fizycznie dostaje pamiątkowy bilet.
Nagrodą nie musi być koszulka za kilkaset złotych.
Może być pocztówka niedostępna w sprzedaży. Wstawiliście znaczki zbierane w socjalach, można pomysł rozwinąć –
Patch. Różne naszywki mają ludzie przy ubraniach, plecakach, czapkach – dlaczego nie ma takich polonijnych. Nie znaleźliśmy, ale nic nie szkodzi. Proszę bardzo.

Pin.
Wejście na trening.
Zwiedzanie stadionu.
Możliwość wcześniejszego zakupu produktu.
Drobny przedmiot kosztuje klub kilka złotych, ale sprawia, że kibic widzi sens dalszego uczestnictwa.

Chcecie nagrody która Klubowi zwróci się z nawiązką? Proszę bardzo, dla osoby która zdobyła najwięcej punktów po ostatnim spotkaniu jako nagroda przejazd na mecz zabytkową Warszawą. Dlaczego taka? Bo to przyciąga wzrok postronnych na ulicy, zaznacza obecność, tworzy przestrzeń by się pochwalić!!!
Zrobić sesję na starówce w stylizowanych strojach – będzie promocja, materiał na socjale, podkład do materiałów promocyjnych, elementy na gadżety i budowanie ducha zespołu w zawodnikach. W jednym ruch!
Pamiętacie akcję „polonijny influencer”? Klub chciał zrobić ruch w Internecie, bazując na treściach tworzonych przez kibiców. To był dobry kierunek, ale lepszym sposobem dotarcia jest dostarczcie ludziom treść i to zadziała!

X. Turysta nie musi wiedzieć, kto gra na lewej obronie
Musi dostać odpowiedź na inne pytanie: „Co ciekawego mogę zrobić dziś w Warszawie?”
I tutaj Polonia ma ogromną przewagę.
Starówka – spacer – historia Warszawy – stara gastronomia – przejazd zabytkowym autobusem lub tramwajem – Konwiktorska – stadion – mecz.
To jest produkt turystyczny.
Nie trzeba udawać Realu Madryt.
Należy sprzedać coś innego: „Zobacz warszawski futbol od strony, której nie znajdziesz w przewodniku.”

Anglojęzyczna stron „Matchday at K6„.
Pakiet dla hoteli i hosteli.
Materiały dla przewodników.
Możliwość zwiedzania stadionu przed meczem.
Krótka opowieść o historii klubu.
Jedzenie u lokalnego partnera.
Mecz. Pamiątkowy drukowany bilet. Może szalik.
Turysta nie kupuje wtedy 90 minut piłki.
Kupuje warszawskie doświadczenie.
Takie właśnie myślenie było już zawarte w przygotowanej strategii: grupą docelową mają być nie tylko kibice, ale również warszawiacy zainteresowani kulturą i gastronomią, rodziny, młodzi oraz turyści.


XI. Najlepsze przykłady już mamy
Co istotne, nie trzeba wszystkiego wymyślać.
„Mecz o Warszawę. Historia Czarnych Koszul” jest dokładnie takim materiałem, jaki powinien znaleźć się w centrum tej strategii. Film powstał w ramach warsztatów młodzieżowych, opowiada nie tylko o klubie, ale również o Warszawie i Juliuszu Kuleszy – powstańcu warszawskim, grafiku, pisarzu i kibicu Polonii. Home – Oficjalna strona Polonii Warszawa
To jest gotowy content marketing.
Pokaz na Konwiktorskiej jest dobrym początkiem – klub zaplanował spotkanie z twórcami i bohaterami filmu. Home – Oficjalna strona Polonii Warszawa
Ale dlaczego na jednym pokazie kończyć?
Film może żyć w szkołach. Domach kultury. Kinach studyjnych. Muzeach. Na wydarzeniach miejskich. Podczas spotkań z przewodnikami. I słyszymy że to się właśnie dzieje! Każdy pokaz jest okazją, by człowiek, który nie zna Polonii, po raz pierwszy zetknął się z jej historią.
Podobnie wygląda Puchar Pamięci Małego Powstańca. W 2026 roku ponownie połączono sport dzieci z edukacją historyczną, a w turnieju uczestniczyły akademie z Polski i zagranicy. Home – Oficjalna strona Polonii Warszawa
To nie są poboczne wydarzenia.
To są najlepsze dowody na to, czym Polonia może być jako marka.
Chcecie wydarzenia? Pokażcie się na tych już istniejących jako rozwinięcie, wzbogacenie repertuaru. Na, a może zwłaszcza na cyklicznych wydarzeniach „nowości” są pożądane dla rozwoju i podtrzymania zainteresowania. Jest „Noc Muzeów” – nie mamy muzeum, ale my mamy dziedziniec z fontanną, zróbmy potańcówkę pod Neonem.
Przystanek na trasie popularnego ogórka.
Polonia to więcej niż mecze piłkarskie. Nie o tym opowiada Prezes?
XII. Służewiec pokazuje, że to nie jest fantazja
W poprzednim artykule jako przykład wskazaliśmy Tor Służewiec.
Nie dlatego, że klub piłkarski powinien kopiować wyścigi konne.
Dlatego, że Służewiec zrozumiał rzecz fundamentalną: sport jest rdzeniem produktu, ale nie musi być całym produktem.
Wielka Warszawska od lat świadomie wykorzystuje stylistykę starej Warszawy. W 2022 roku impreza w klimacie lat 30. zgromadziła około 18 tys. widzów. SportMarketing.pl
Co jeszcze ciekawsze, to podejście nadal jest rozwijane. Według danych opublikowanych we wrześniu 2026 roku frekwencja na Torze wzrosła rok do roku o 14,9%, przychody z biletów o 72%, a wartość umów sponsorskich o 45%. Obiekt poszerza produkt o gastronomię, hospitality, sponsoring i wynajem przestrzeni. SportMarketing.pl
I to jest właściwa lekcja dla Polonii.
Nie „zróbmy teraz jedną imprezę retro„.
Tylko: budujmy przez lata jedno rozpoznawalne doświadczenie.
XIII. Konwiktorska jest wadą tylko wtedy, gdy próbujemy udawać nowoczesny stadion
Nowoczesnego obiektu nie trzeba się bać. Polonia potrzebuje modernizacji.
Ale do czasu jej wykonania można przestać przepraszać za to, co mamy.
Stare restauracje nie reklamują się hasłem: „niestety mieścimy się w kamienicy z 1911 roku”.
Mówią: „klimatyczne wnętrze”.
Konwiktorska może być sprzedawana dokładnie w ten sposób.
Trybuna.
Kamienna.
Brama.
Fontanna.
Neon.
Historia.
Nie sterylność nowej areny. Tylko miejsce z charakterem.
Poprzedni artykuł stawiał właśnie taką tezę: niedoskonałość K6 można przekształcić w część klimatu miejsca, zamiast udawać, że jej nie ma.
XIV. Autor też jest medium
Jeżeli zawodnicy poruszają się klubowym autokarem po Polsce,
dlaczego ma wyglądać jak każdy inny autobus klubowy?
Może wyglądać jak ruchomy warszawski afisz.
Czerń. Stara Biel. Głęboka Czerwień .
POLONIA WARSZAWA.
KONWIKTORSKA 6.
Stylizowany detal warszawskiej tablicy ulicznej.
Na tylnej części jedno zdanie: „WARSZAWA JEDZIE Z NAMI.”
Każdy wyjazd staje się reklamą. Każde zdjęcie pod stadionem rywala wzmacnia markę.
I znowu – ten sam język pojawia się na plakacie, bilecie, koszulce, autobusie i opakowaniu gadżetu.
XV. Jak wyglądałaby taka kampania w praktyce?
Wyobraźmy sobie Warszawę przed początkiem rundy.
Na słupach pojawiają się plakaty w jednej stylistyce – dokładnie takiej jak załączona seria retro.
W metrze krótka animacja starego tramwaju zmieniającego się we współczesny tramwaj. Na końcu tylko:
1911 → 2026
WARSZAWA WCIĄŻ JEŹDZI NA POLONIĘ.
W autobusach miejskich:
Albo trochę bardziej przewrotny „Następny przystanek: Konwiktorska”

W cukierniach partnera specjalny produkt Polonia × Warszawa.
W restauracjach mapa K6 Partners. W hotelach pocztówka z kodem QR: „Tonight in Warsaw – football since 1911”.
Radio Kampus opowiada historię jednego miejsca przy Konwiktorskiej.
Sklep wypuszcza numerowany tramwaj.
Dzieci dostają plan lekcji. Dorośli mogą kupić poszetkę albo kaszkiet.
W aplikacji rusza Paszport K6. Karnet przychodzi w eleganckiej kopercie stylizowanej na dokument z okresu międzywojennego.
Na pierwszy mecz drukowany jest program.
A zawodnicy prezentują koszulki przed charakterystyczną fontanną i neonem stadionu.
To nie jest piętnaście kampanii.
To jest jedna kampania wyrażona na piętnaście sposobów.
XVI. I dopiero wtedy marketing zaczyna się sam napędzać
Największym zasobem małego lub średniego klubu nie jest budżet reklamowy.
Są nim ludzie, ale trzeba dać im coś, co chcą pokazywać.
Ładny bilet ląduje na Instagramie. Numerowana odznaka zostaje sfotografowana. Kaszkiet pojawia się na ulicy. Plakat trafia na ścianę mieszkania.
Turysta wrzuca zdjęcie z Konwiktorskiej. Restauracja pokazuje specjalne menu.
Kibic prezentuje komplet programów z całego sezonu. Rodzic fotografuje dziecko z pamiątką „Mój pierwszy mecz”.
Wtedy kibice nie są odbiorcami marketingu. Stają się jego dystrybutorami! Tam znajdziecie zasoby do których zorganizowany marketing nie ma szans dotrzeć.
I dokładnie to powinno być celem aplikacji, gadżetów, dnia meczowego i współprac.
XVII. Klub to ludzie
Jest jeszcze jedna sprawa która w kontekście kibiców istnieje, a wygląda jakby nikt nie chciał jej dostrzec. Oprawy! Patrząc jako postronni kibice – w socjalach klubu co chwila pojawiają się zdjęcia trybun.
A co się stanie, jeśli oprawa choćby co jakiś czas będzie spójna graficznie ze stylistyką którą wykorzystuje klub? Nastąpi synergia. Widz z trybuny głównej dostanie na meczu jeden przekaz – Polonia jest klubem Warszawiaków!
Spokojnie. Nasze grupy i kibice nie wyświetlają się co chwila w kronice kryminalnej, więc nawet zakupem materiałów malarskich nie ryzykujecie zarzutów o „finansowania patologii czy przestępców”
Ostatnio kibice sami nawiązali do akcji marketingu – pokazując pocztówkę z wizytówką Warszawy w nawiązaniu do albumu ze znaczkami z wyjazdów.

XVIII. Nie chodzi o nostalgię. Chodzi o współczesną markę
To warto podkreślić na końcu.
Nikt nie proponuje zamiany Polonii w muzeum. Najciekawsze marki wykorzystują historię właśnie dlatego, że potrafią przedstawić ją współcześnie.
Polonia może mieć nowoczesną aplikację. Nowy stadion. Reelsy. TikToka. Nowoczesne koszulki. E-commerce. CRM. I jednocześnie przedwojenny sznyt.
Jedno nie wyklucza drugiego.
Przeciwnie – właśnie kontrast może być największą siłą. Bo aplikację może stworzyć każdy klub. Nowy stadion może (dobra, sami wiecie o co chodzi) wybudować każdy odpowiednio bogaty właściciel. Nowy autokar można kupić. Influencera wynająć.
Ale 1911 roku, Konwiktorskiej i ponad stu lat warszawskich historii kupić się nie da.
Polonia już posiada najtrudniejszą część marketingu:
opowieść.
Teraz trzeba tylko sprawić, żeby było ją widać w całej Warszawie.
I żeby każdy plakat, tramwaj, kaszkiet, ciastko, bilet, film, program meczowy, restauracja, aplikacja i sobotni mecz mówiły dokładnie to samo:



No, autorze – pełen szacun!
świetne !!! gratulacje !!!
a dla nie lubiących historii może wersja alternatywna
Polonia to Przyszłość
nowy stadion, metro, biurowce z logiem, drony i rakieta a jak szalejemy to dodatkowo trener robot,
ale nie umiem tego narysować lub skompilować w sieci