Polonijnym portfelu słów kilka. Karnety, fale sprzedaży i marketing, którego nikt nie dopina

Karnety, fale sprzedaży i marketing, którego nikt nie dopina. Felieton o tym, ile naprawdę jest wart kibicowski portfel na Konwiktorskiej – i o zasobie, który leży na wierzchu od 115 lat, czekając, aż ktoś się po niego schyli.

Od kilku lat śledzimy sprzedaż karnetów i biletów na Konwiktorskiej.

Nie z nudów – to najuczciwszy licznik odbudowy Polonii, jaki mamy.

Karnet to nie kliknięcie w mediach społecznościowych i nie serduszko pod postem. To pieniądze wyłożone z góry, w ciemno, na dziesięć miesięcy naprzód. Kibic, który go kupuje, mówi klubowi: wierzę wam na tyle, że płacę, zanim zobaczę.

Na tę decyzję wpływa oczywiście wiele czynników. To banał – i właśnie dlatego warto przyjrzeć się poszczególnym aspektom uważniej, zamiast poprzestać na westchnieniu.

Sześć sezonów, sześć lekcji

Korzystając z oficjalnych informacji, zacznijmy od historii.

2021/22 – 661 karnetów

Trzecia liga, ale nastroje jak przed awansem. Za nami czwarte miejsce w pierwszym sezonie po przejęciu klubu przez Grega, 81 punktów, 26 zwycięstw, z tego 15 u siebie.

Prezes zakładał 1000 karnetów. Wyszło 66 procent planu.

Sezon zakończył się awansem do drugiej ligi.

Boom.

2022/23 – 1043 karnety

Wyniki i awans nakręciły rynek. Oczekiwania podniesiono do 1300.

Na Konwiktorskiej więcej remisów (9) niż zwycięstw (7), ale tylko jedna porażka – sportowo dowiezione.

Wiara kibiców dostała namacalny dowód, że projekt odbudowy stoi na solidnych podstawach.

80 procent planu i awans do pierwszej ligi.

Kolejny skok.

2023/24 – 1268 karnetów

Entuzjazm rozbudzono do 1500. Osiągnięto nieco ponad 84 procent.

I to była ostatnia dobra wiadomość tego sezonu.

Nastąpiła bowiem brutalna weryfikacja siły drużyny i talentów trenerskich Trenera Smalca. Polonia wygrała na Konwiktorskiej dwa – słownie: DWA – razy.

O utrzymanie walczyliśmy do ostatniej kolejki, wręcz do ostatniej minuty. Kibice zaliczyli długie miesiące oglądania drużyny bez jakiegokolwiek zwycięstwa.

Zostaliśmy w pierwszej lidze.

Trener też został – co ostudziło zapał wielu, którzy liczyli na lepszą grę i dalszy rozwój.

2024/25 – 1176 karnetów

Plan na Kick-Offie okrojono do 1300.

Po fatalnym początku i zmianie trenera gra i nadzieje odżyły: szóste miejsce, jeden mecz w barażach i porażka z triumfującą Wisłą Płock.

Lepsza gra, a przede wszystkim urealniony cel, dały 90 procent realizacji.

Warto to zapamiętać – o obniżonym celu jeszcze będzie mowa.

2025/26 – 1194 karnety

Tu trzeba wspomnieć o „niesnaskach” na linii Prezes – Enigma, przeciągających się na przerwę między rozgrywkami.

Kto cokolwiek wie o trybunach Polonii, do tarć na tym polu zdążył się przyzwyczaić. Zaowocowały one wymowną ciszą o karnetach na nieoficjalnych stronach i w mediach społecznościowych.

Poprzedni sezon pozwalał jednak liczyć na odbudowę trendu, więc Greg wyznaczył cel: 1500.

Na wiosnę zamknięto pomysł „Kumple z Trybun”, uszczelniając sprzedaż.

Finalnie 79,6 procent planu – procentowo słabiej, choć w rzeczywistości to utrzymanie bazy na poziomie bliskim 1200.

2026/27 – około 958 karnetów

Stan na 10 sierpnia 2026 roku.

Wyraźne wsparcie sprzedaży na – nomen omen – kanałach kibicowskich.

Dla porównania: na zeszłorocznym Kick-Offie było 965.

Dla pełnego obrazu warto dodać, że tamten wynik notowano po sezonie z udziałem w barażach, czyli po pierwszym namacalnym sygnale ekstraklasowych ambicji, i przy pierwszym meczu rozgrywanym u siebie.

Obecny cel to 1400.

O tym, co klub robi, żeby go dowieźć, napiszemy osobno.

Czy się uda? Trzymamy kciuki.

Karnet kupuje się za nadzieję, a przedłuża za wyniki.

Skok następuje po awansie, plateau – po sezonie bez zwycięstw w domu.

I widać jeszcze coś, o czym trzeba pamiętać przy dalszej lekturze.

Baza trzyma się w okolicach 1200 od trzech sezonów. To oznacza, że te same osoby raz na rok podejmują tę samą decyzję.

Żeby ruszyć z 1200 na 1400, nie wystarczy lepiej ich poprosić.

Trzeba wyjść po ludzi, którzy dzisiaj o Polonii nie myślą wcale.

To już nie zadanie dla wyników drużyny.

To zadanie dla marketingu.


Fale, które powracają co roku

Sprzedaż karnetów nie jest przypadkowa.

Ma swój rytm, powtarzalny do tego stopnia, że można go opisać jak rozkład jazdy.

I. Zaraz po ogłoszeniu sprzedaży dla przedłużających

Zwyczajowo koniec czerwca, w tym roku 25 czerwca.

Około 250–300 karnetów w ciągu 48 godzin.

Marketing odpala, kibice, którzy czekali na ten dzień, chętnie chwalą się zakupem.

To największa z fal.

II. Pod koniec sprzedaży zamkniętej

Sprzedaż zamknięta trwała do 2 lipca.

Zbliżający się termin motywuje niezdecydowanych.

W tym roku było około 650 karnetów, z czego blisko 270 na sektor A1 i 118 na „młyn” w sektorach F, G, H.

Rok wcześniej w tym samym czasie było to 785 – ponad 300 na A1 i ponad 180 na młynie.

III. Pierwszy tydzień sprzedaży otwartej

Przez kolejny tydzień właścicieli znajduje 50–60 karnetów.

Część stałych bywalców dopiero teraz jest gotowa na zakup.

Powód jest prozaiczny: popularny termin wpływu wynagrodzeń.

Niby błahostka – ale patrzeć trzeba przez pryzmat całego przekroju społeczności.

IV. Przed pierwszym meczem domowym

Urzeczywistnienie terminu spotkania na K6 skutecznie przypomina o zakupie.

V. Przełom sierpnia i września

Koniec wakacji, powrót do Warszawy i myślenie o konkretach poza wypoczynkiem.

VI. Nowa runda

Fala najmocniej uzależniona od wyników i gry.

Jeśli jesień była udana albo poziom sportowy dał nadzieję, sprzedaż drgnie w dobrym kierunku.

Fale jak w naturze: pierwsze najwyższe, kolejne rozchodzą się coraz szerzej i coraz niżej.

Po co o tym piszemy?

Bo zrozumienie rytmu daje szansę na działanie w odpowiednim momencie.

Oczywiście pod warunkiem, że jest ktoś odpowiedzialny i zaangażowany w generowanie rosnącej frekwencji.

Tyle o statystyce.


Kogo klub chce ściągnąć na stadion?

Poziom rozgrywkowy i postawa drużyny mają ogromne znaczenie – ale zainteresowanie i marketing mają to wzmacniać.

Wyniki są, zatem pole do promocji ograniczają tylko wyobraźnia i pieniądze.

Wiadomo, że tych drugich, z wyboru Prezesa, „ni ma i nie będzie, a jedyna uczciwa cena to za darmo, ewentualnie za własne”.

Popatrzmy więc na kilka działań marketingu.

Miejsca dla partnerów i sponsorów

Blisko 200 miejsc w tym sezonie na sektorach B i C poza regularną sprzedażą. Część wyznaczona dla rodzin piłkarzy i dzieciaków z akademii.

I tu pojawia się pytanie, po co w ogóle podajemy liczbę sprzedanych biletów.

Pięćset niewykorzystanych wejściówek na mecz to wynik ponadprzeciętny – średnio 25 procent, choć realnie, pomijając bilety zamrożone w gabinetach, wracamy do trzymających się normy 10–15 procent.

Co sprawia, że tyle osób mających dostęp przez swoje firmy jednak nie przychodzi?

Zapytajcie odpowiedni dział – zapewne przeprowadzono analizę tej sytuacji…

Dla nas ma to bardzo realne przełożenie marketingowe:

Informujmy o faktycznej frekwencji, a nie o sprzedanych biletach.

Inne drużyny podają statystyki korzystne dla siebie, a my z takimi danymi konkurujemy.

Te liczby trafiają potem do zestawień, a z zestawień – do świadomości potencjalnych kibiców i inwestorów.


Autobusy miejskie

Współpraca z ZTM w 2024 roku to był świetny pomysł, który odbił się szerokim echem: wśród fanów Czarnych Koszul, wśród zadeklarowanych przeciwników, a co prawdopodobnie najważniejsze – dotarł do odbiorców spoza tych dwóch grup.

Była dyskusja.

Była rozpoznawalność.

Zabrakło dbałości.

Naklejki szybko się zdezaktualizowały i promowały minione wydarzenia, a kiedy już się opatrzyły, przekaz zmieniono na ogólny – czyli znacznie mniej „wzywający do działania”.

Dobry pomysł nie wystarczy, jeśli nie ma ciągu dalszego.


Plakaty na słupach

Również akcja na plus – kolejna próba przybliżenia Polonii szerokiej publiczności.

Kampania się skończyła.

Jako część szerszej, ukierunkowanej strategii zyskałaby na synergii i pozwalałaby wracać do tego formatu co jakiś czas, z coraz lepszym efektem.

Pomysł był.

Efekt nie poraził.

I znów zaczęło się szukanie nowego pomysłu.


Radio Kampus

Jak z większością naszych działań: pomysł dobry, brak przemyślanej strategii i kontroli nad realizacją.

Niesprawiedliwe?

Dokładnie taki jest odbiór, jeśli ktoś słuchał tego radia kilka dni przed meczem i w dniu meczowym.

Na początku współpracy zdarzały się wywiady na antenie.

Ostatnio brzmiało to raczej jak przegląd stołecznych wydarzeń sportowych – trochę o koszykówce, trochę o sąsiadce spod trójki.

Nie chcemy zrzucać winy na radio.

Takie współprace wymagają dostarczania treści i monitoringu, choćby po to, by reagować i usprawniać przekaz.


Aplikacja – dla kogo właściwie?

Z założenia wygląda na ukłon w stronę szerokiego grona: budowanie społeczności i angażowanie kibiców.

Sprawdziliśmy więc, co w tym systemie ma najwyższą wartość.

20 pkt – kupno karnetu VIP Elite
10 pkt – karnet VIP Gold
+30, +15, +7 pkt – sponsoring

A za frekwencję?

+5 pkt – karnet Główna
+3 pkt – Kamienna
+1 pkt – obecność na meczu

Wyróżnienie dla najzagorzalszych, obecnych na wszystkich meczach rundy: +1.

Za komplet 17 spotkań w sezonie: +1.

Może więc pomysłodawcy zależy na budowaniu bazy?

Czytamy regulamin akcji „Poloniści”: niezależnie od liczby dodatkowo kupionych biletów w danej kolejce – czyli realnego podbijania frekwencji – +1 pkt.

Trochę lepiej wygląda to przy ściąganiu nowych osób i kolejnych zakupach przez „Kumpli z trybuny”, gdzie punkty przyznawane są za każdy bilet.

Wniosek jest niewesoły:

Magiczna grywalność jest nakierowana na tych, którzy udziału w niej nie biorą.

Żaden kibic z sektora VIP się nie zarejestrował.

Najlepsi uczestnicy zebrali dotąd po 12 punktów.

Znalezienie sponsora? Owszem, ale takiego ze średniego sektora, bez wybujałych wyobrażeń o udziale w życiu klubu.

Brak choćby drobnych, ale gwarantowanych nagród dla każdego uczestnika sprawia, że nie ma efektu masowości ani mobilizacji do wytrwałości.

Na sektorze VIP frekwencji się nie buduje.

Przewidziane nagrody nie są atrakcyjne dla osób z sektora B, które z piłkarzami albo Prezesem mają szansę porozmawiać na trybunach, bilet VIP już kupiły, szalik dostały, a w opcji Elite również koszulkę meczową w pakiecie z karnetem.

Voucher na 200, 300, nawet 500 złotych po wydaniu 4–7 tysięcy za karnet – serio?

Dodajmy do listy ostatnie warsztaty historyczno-filmowe dla młodzieży.

Bo trzeba to powiedzieć wyraźnie:

Wokół klubu dzieje się dużo i pomysłów na promocję Polonii nie brakuje. Problem leży gdzie indziej.


O tożsamości Polonii dużo się mówi

O wspaniałej historii i rodowodzie mówi się, pisze, odwołuje się do nich przy każdej okazji.

Tylko gdzie to ma odzwierciedlenie w marketingu?

W tym miejscu dygresja.

Ile osób interesują wyścigi konne?

Znikoma liczba?

Popatrzcie na tłumy przewijające się przez Służewiec: 13 000 widzów na inauguracji w kwietniu tego roku, a najbardziej znana impreza – Wielka Warszawska – od 2022 roku przyciąga komplet 18 000.

Nawet zwykłe dni wyścigowe to od 1500 do 3000 widzów.

Tak nie było zawsze.

To efekt pracy z ostatnich siedmiu lat: od 5500 ludzi w 2018 roku, przez 9000 w 2019 (2020 – pandemia, bez publiczności), 11 000 w 2021, po kolejne lata z kompletem przewidzianym przez organizatora.

Dane za SportMarketing.pl.

Jak to zrobiono?

Poza podniesieniem jakości samego widowiska ofertę skierowano do młodych – Instagram, TikTok, Spotify, treści wideo.

Równocześnie angażowano influencerów, by stworzyć wrażenie modnego miejsca na kulturalnej mapie Warszawy.

Czerpano pełnymi garściami z zamiłowania do Stolicy: Stowarzyszenie Gwara Warszawska, Fundacja Warszawiaki, Stacja Praga, Na winklu, Po warszawsku, Sterkowski – rzemieślnicy od nakryć głowy ze stuletnią tradycją zakładu – czy Gruby Josek, knajpa na Szembeka z typowo warszawskim menu.

Dorzucono charakter retro: wystawy zabytkowych samochodów, pokazy mody.

A w dniu wyścigów bezpłatna linia autobusowa nr 300 z Wilanowskiej albo 266 z Centrum na Tor Służewiec.

Wspominamy o tym z pełną premedytacją.

Tor Służewiec aktywnie promuje się i funkcjonuje w świadomości stołecznych rodaków jako „klimat starej Warszawy”.

Brzmi znajomo?


Czy można zrobić marketing na słabościach?

Oczywiście.

Pogoń Szczecin nie ma w gablocie tytułów – i żaden problem.

„Zero tituli” stało się praktycznie ich hasłem reklamowym.

My mamy stadion, jaki mamy, z mankamentami wskazywanymi milion razy.

Ale zauważcie:

Knajpki w starych kamienicach nazywa się klimatycznymi.

Konwiktorska właśnie taka jest – i tak można ją śmiało anonsować.

Atrakcyjne cenowo, dostępne bilety, brak „kibolskiej” otoczki wokół klubu i zaangażowani sympatycy, będący naturalnymi ambasadorami, tylko podbiją ten efekt.

Wymaga to pomysłu – a takowe są – oraz tego, co następuje po wdrożeniu:

kontroli, analizy, kontynuacji.

Bez tego każdy, nawet najlepszy pomysł, ląduje na śmietniku, a zainwestowane pieniądze przepadają bez wieści.

Czy można zrobić marketing „za darmo”?

Tak, ale tylko w pojedynczych przypadkach.

Długofalowa wizja i budowanie trwałej marki wymagają nakładów i ludzi skoncentrowanych na celu.


Retro nie czeka na wynalezienie. Czeka, aż ktoś da mu działać

Zacznijmy od pytania, które w klubowym marketingu powinno wisieć na ścianie:

Co takiego ma Polonia, czego żaden inny klub w Warszawie nie może sobie kupić?

Nie stadion – większy i nowocześniejszy da się wybudować.

Nie budżet – tu przegrywamy z definicji.

Nie transfery, nie akademię, nie ekran nad trybuną.

Zostaje jedno:

1911, Konwiktorska i przedwojenny sznyt.

Tego nie da się dokupić, dofinansować ani skopiować, bo albo się to ma, albo nie.

My mamy.

I jest to jednocześnie jedyny zasób, którego nie trzeba tworzyć od zera.

On już istnieje, jest opłacony i leży na wierzchu.

To nie hipoteza.

Rynek odpowiedział na nią kilka razy, dobitnie.

Koszulki stylizowane na przedwojennych trykotach

Cena 1911 zł – zawrotna jak na polskie warunki.

Wyprzedane.

A w drugim obiegu próżno ich szukać.

Samo nawiązanie do tego trykotu

W zapowiedzi Sklepu Enigmy wywołało poruszenie w polonijnej społeczności.

Jeszcze nie produkt.

Już reakcja.

Detal upamiętniający obchody Roku Generała Sosnkowskiego

Na zeszłorocznych koszulkach – chwalony wielokrotnie, choć to tylko detal.

Grupa rekonstrukcyjna i przejazd generała Packardem wokół murawy

Z tamtego sobotniego wieczoru ludzie pamiętają nie wynik, a właśnie to.

Cztery razy klub przypadkiem dotknął tego nerwu.

Cztery razy zadziałało.

Trudno o czystszy sygnał, czego kibic chce.

I trudno o wyraźniejszy dowód, że nie chodzi tu o gust wąskiej grupy zapaleńców od historii.


Reszta elementów też jest gotowa – tylko w cudzych rękach

W przestrzeni medialnej działają portale o historii rozgrywek, początkach piłki nożnej i dawnej Warszawie.

Po Starówce, piętnaście minut od stadionu, chodzą przewodnicy z grupami.

W mieście pracują ci sami pasjonaci Stolicy, z których pełnymi garściami czerpał Służewiec.

Obok Konwiktorskiej stoją restauracje z tradycyjną kuchnią.

Nikt tego nie chowa.

Nikt za to nie każe płacić kroci.

Wszystko to tworzy wartość, z której Klub nie chce albo nie umie czerpać.

Bo brakuje jednej rzeczy.

Nie pomysłu.

Nie pieniędzy.

Nie zgody kibiców.

Brakuje kogoś, kto uzna retro za strategię, a nie za jednorazową akcję.

Służewiec zaczynał od 5500 widzów i doszedł do kompletu na 18 000 przez siedem lat konsekwentnej pracy na tym samym motywie: „klimat starej Warszawy”.

Nie wymyślił nowej dyscypliny.

Wybrał jedną opowieść i nie przestał jej opowiadać.

Jak to mogłoby wyglądać u nas?

Bez rewolucji i bez wielkich nakładów.

Spójna stylistyka rodem z przedwojennych afiszy – jedna, konsekwentnie trzymana przez cały sezon, nie osobna dla każdej akcji.

Zabytkowy „ogórek” kursujący w dniu meczowym z Placu Zamkowego.

Ludzie wsiądą dla frajdy przejechania się zabytkiem, a część zechce dopełnić przeżycie i zostać na spotkaniu Czarnych Koszul.

Konwiktorska w ofercie warszawskich przewodników.

Dziś prowadzi tam swoje grupy niewielu, jeśli ktokolwiek.

Okoliczne knajpy jako partnerzy dnia meczowego.

Mamy food trucki, brakuje reprezentacji lokali z sąsiedztwa, a poza Karafką i pobliską lodziarnią trudno w okolicy znaleźć informację o Polonii.

Każda z tych rzeczy jest do zrobienia w jeden sezon.

Żadna nie wymaga awansu.

Kontrargument, który zawsze się pojawia:

„To zainteresuje tylko starszych”.

Otóż nie.

Do masowej świadomości przebiły się Peaky Blinders, 1670 i Bridgertonowie.

Młode pokolenie kupuje dziś przeszłość chętniej niż kiedykolwiek, o ile jest podana z klasą i bez zadęcia.

Znacznie ryzykowniej jest proponować to samo, co większe i nowocześniejsze stadiony w mieście.

Tam zawsze będziemy drudzy.

Retro nie jest kostiumem na jubileusz.

Jest jedyną konkurencją, w której Polonia startuje z pierwszego miejsca.

A nie będzie naszym atutem dokładnie tak długo, jak długo nikt nie postanowi uznać nie tylko tej przewagi, ale również wartości, jaką dla klubu generuje.


115 lat i jedno pytanie

W tym roku przypada 115. rocznica założenia Polonii.

Kluby na jubileuszach podbijają wyniki: to gotowy pretekst do sięgnięcia po wszystko, o czym wyżej – datę, herb, archiwum, afisz, opowieść.

U nas wygląda to, jakby była to przykra konieczność i kolejny problem zamiast szansy.

Historia nie ma terminu ważności, ale okazje owszem.

115-lecie zdarza się raz.

I na koniec rzecz, którą warto powiedzieć wprost, bo bywa używana jako wymówka:

Upragniona przebudowa i stworzenie godnych, nowoczesnych warunków nie pozbawi nas tej tożsamości ani marki, którą można na niej zbudować.

Nie musimy czekać na nowy stadion.

Nie musimy czekać na Ekstraklasę.

Nie musimy czekać na wielki budżet.

Nie musimy nawet wymyślać Polonii od nowa.

Trzeba tylko chcieć ją zbudować.

Feonor_76

Dane: oficjalne komunikaty klubu. Sezon 2026/27 – stan sprzedaży na 10 sierpnia 2026. Udziały sektorów za 2025/26 podane w źródle jako wartości przybliżone. Frekwencja na Torze Służewiec za SportMarketing.pl.

Author: F76

32 thoughts on “Polonijnym portfelu słów kilka. Karnety, fale sprzedaży i marketing, którego nikt nie dopina

  1. co Wy ciągle z tym marketingiem? Zobaczcie sobie casus Piasta Gliwice.

    Zrobili analizę i wyszło im, że lepiej:
    – 1. zwolnić cały dział marketingu (parę osób)
    – 2. zlikwidować budżety reklamowe (reklama na autobusach, plakaty, etc.)

    bowiem koszt roczny 1+2 to grubo ponad 1 milion PLN.

    A ten zaoszczędzony 1 milion PLN to ekwiwalent zakupionych biletów na cały „wirtualny” sektor kibiców wypełniony po brzegi…

    1. Ciekawy artykuł, myślę że jest to szansa dla nas – podążanie tą drogą. Zwłaszcza że ciągle w produkcji są seriale pokazujące życie Warszawy w latach 1920-1950.
      Moje spostrzeżenie do Tomasza.
      Piast może sobie pozwolić na redukcję marketingu ponieważ na terenie Gliwic dominuje.
      My niestety nie dominujemy nawet w jednej dzielnicy. Wiele osób nie interesujących się piłka nożna nawet nie wie że jest drużyna Polonii.
      Dlatego musimy się reklamować aby trafić do świadomości osób mieszkających w Warszawie.
      Na dziedzińcu w dniu meczu powinien lecieć Grzesiuk. Takich rzeczy można wymieniać bez końca. Do oferty sprzedaży gastronomii dorzucilbym pajdę chleba ze smalcem. Stoisko z napojami ? Postawmy saturator na którym będzie super przebitka ale ludzie kupią to z klimatu.

    2. Super pomysły.
      Szczerze to o wiele chętniej napił bym się kompotu lub wody z sokiem z saturatora niż tego co jest wszędzie.

  2. Mam pytanie do autora co znaczy słowo „plateau”? Trochę dużo obcych słów w felietonie. Nie idźmy śladem skompromitowanej dr hab. Barbary Gorgoń. Język polski jest piękny, więc go używajmy dla dobra naszej ojczyzny.

  3. A mnie się artykuł podoba.
    mam wprawdzie swoje zdanie ale szanuje to co Kwikster tu zaprezentował.

    Jedno jest pewne nie może być głośno o Polonii tylko przez chwilę, tylko dla tego że awansowała, spadła czy zmieniła właściciela o Polonii powinno być głośno non stop.

    TYLKO KSP!!!

    1. Uszanowanie,
      ciekawi jesteśmy zdania – szczególnie jeśli jest odmienne.

      Ta akcyjność jest jednym z podstawowych mankamentów na które zwracamy uwagę.

      Pomysł -> natychmiastowy efekt (niezależnie od sukcesu lub jego braku) -> nowy pomysł… i tak w kółko!
      Pomysły oczywiście muszą być NOWE bo żaden ze starych nie zrobił oszałamiającego wyniku na miarę pełnego stadionu/wyprzedanego asortymentu.

    1. Śp. Prof. Kopaliński naszym przyjacielem jest! 😉

      Z czeskiego mamy hańbę, z tureckiego czajnik, a z włoskiego pomidor czy makaron – można używać? Gwarą warsiaską też strach nawijać, bo tam to dopiero heca. Język się zmienia, a najlepszy zaawansowany język programowania rzeczywistości (w skrócie zwany polskim) szanujemy zawsze!

      Wracając do meritum – chodziło o efekt powrotu to zbudowanej bazy kibiców kupujących karnet na K6. Faktycznie mogliśmy użyć „powrót do stabilnego poziomu” lub coś podobnego, ale zaraz „korpo bełkot” 🙂

  4. Drogi Kwiksterze,

    Kto w Klubie to przeczyta ? Kto zacznie się zastanawiać do czego chcesz przekonać ?
    Ale nie – budujmy dalej najbardziej uśmiechnięty klub w Polsce , ble, ble, ble itd.
    Wycięliśmy swoje korzenie , a ta „nowa” Polonia jak kwitnie to widać.
    Jak na nowo zbudować klimat starej Warszawy na Polonii ?
    I żeby jeszcze go móc pokazywać na zewnątrz bez dostania po gębie od wiadomo kogo.
    A może przenieść nasz mecz na 19.11.2026 – gramy ze Stalą Mielec. Na godz 19.11.
    Może od tego trzeba zacząć.

    1. Nie wiem. Mam nadzieję, że publikując tekst kibica (zapraszam wszystkich chętnych do publikacji w przyszłości) ktoś w klubie skorzysta na tych słowach.

    2. Ale jedno drugiemu nie przeczy. Ja bym promował Polonię jako stary klub z tradycjami i warszawskim klimatem, jednocześnie klub rodzinny, uśmiechnięty, bez chamstwa, bez troglodytów.
      Moim zdaniem Gregowi o nic więcej nie chodzi, a tak na marginesie hasło „czarni kulturalni” pamiętam jeszcze sprzed 25 lat.

    3. Z akcji kibic? Śledziłem wtedy tylko z Polonii 'Ole, ale przyznaję, że nie kojarzy mi się to hasło. W mojej świadomości jest najwcześniej dopiero z okolic 2007. Choć bardziej bym je utożsamiał z grą w Ekstraklasie od 2008 r.

    4. Mi się wydaje, że to hasło funkcjonowało już dużo wcześniej a koło 2008 zostało podłapane przez klub i chyba nawet wpisane do urzędu patentowego.
      To jest osobny wątek, natomiast konkluzja jest taka, że hasło jest stare. To trochę odwraca popularną narrację, według której „Czarni Kulturalni” to pomysł Grega i wymysł współczesnego marketingu Polonii.

  5. Żeby wziąć, trzeba najpierw włożyć. Instytucja, która na wszystkim oszczędza daleko nie jedzie. Marketing zawsze będzie na czerwono w Excelu, a korzyści, które generuje umykają w innych tabelkach.

    Podoba mi się porównanie z wyścigami na Służewcu. Tak właśnie trzeba robić, wychodzić na zewnątrz.

    Swoją drogą – jak klub ma zarabiać, skoro wewnątrz, na samym stadionie jest konkurencja?

  6. Szacunek za artytuł, ale prawda jest taka że organizacja dnia meczowego to jest żart. Pezes narzeka że kibice nie wydają tyle ile by chciał, a na meczu z Lechią jak mój 5-latek zgłodniał to okazało się że kiełbasek nie ma, dostalismy kajzerkę, jak w 2połowie kiełbasa dojechała to po odstaniu 20minut okazało się że tym razem nie ma kajzerek. Poza tym gięta jest ok, ale dlaczego nie można zrobic z tego a la hotdoga w bułce, wtedy nie trzeba szukać miejsca do siedzenia, z tym jest zawsze problem.

    Zostawiłem 200 złotych na szaliki i nawet nie dostałem torebki z logo klubu bo takich nie ma, w ogóle żadnych torebek nie mieli. To jest cyrk dla fanatyków i tak zostanie.

    1. A jak zadałem pytanie o relacje ze zgrupowania i sparingów to prezes na kick off stwierdził że za to musiałby zapłacić, kur… Zawisza Bydgoszcz jakoś przełknęła ten ogromny wydatek, a jak chcesz budować zaangażowaną społeczność?
      Czemu nie ma konferencji przed meczami? Unia Skierniewice daje radę to zorganizować. Jak do tego dorzucisz brak bazy treningowe, wiem trudne itd, ale jakby politycy tak mówili przez 6 lat to by dawno zostali pogonieni, to organizacyjnie nasz klub plasuję właśnie gdzieś pomiędzy, Skierniewicami a Grodziskiem Mazowieckim.

    1. Też mi się tak wydaje.
      A pamiętacie IFC i „Zygmunt chodzi na Polonię, a Ty Warszawiaku?”.

  7. Na wstępie gratuluje tekstu, mam nadzieje, że ktoś z klubu się tym zainteresuje.

    Powtarzam to od lat, że klub jest kiepsko zarządzany, i to nawet nie chodzi o kasę, za JW, była gigantyczna kasa, a klub był fatalnie zarządzany i do dziś zostało po tym jedno wielkie dziadostwo.

    W klubie niby są jakieś pieniądze, ale marketing nie działa, organizacja jest niczym z 3 ligi, skauting nie istnieje, poszukiwanie sponsorów jest żadne, o kwestii miejsca pod bazę to chyba nie ma co wspominać. To jest naprawdę śmieszne opowiadać w mediach, że się chce ekstraklasy, stadionu, bazy a potem wymagać, że wszystko będzie działać w ramach wolontariatu.

    Czasami czytam (i mam niezłą uciechę) że na Polonii jest jakieś fatum, klątwa, że jesteśmy przeklęci, nic się nie udaje, hur-dur … to nie jest żadne fatum to zwykły b*rdel, tu nic nie działa, zatrzymaliśmy się w latach 90-tych, tu zamiast rozbudowywać kadry, pion sportowy, marketing, to my cofamy się w rozwoju, robimy jakieś konsolidacje stanowisk, robimy Olczaka dyrektorem i dziwimy się że upadający klub Lechia Gdańsk jest wstanie na cito zakontraktować przyzwoitych piłkarzy, którzy spuszczają nam wp*erdol, to tylko pokazuje gdzie my jesteśmy organizacyjnie a gdzie oni.

    Tak na marginesie dzięki za wyjaśnienie, bo od dłuższego czasu zastanawiałem się jak to możliwe, że co mecz jakieś 500-600 osób upoważnionych do wejścia, nie przychodzi na mecz.

    1. „i dziwimy się że upadający klub Lechia Gdańsk jest wstanie na cito zakontraktować przyzwoitych piłkarzy, którzy spuszczają nam wp*erdol, to tylko pokazuje gdzie my jesteśmy organizacyjnie a gdzie oni. ”
      eee
      My też zakontraktowaliśmy przyzwoitych piłkarzy. Czy z tego będzie przyzwoita drużyna to nie wiem (raczej tak), ale jeśli chodzi o CV piłkarzy to na papierze wygląda to nieźle. „Tylko” tego napastnika do rywalizacji brakuje.
      Po drugie nie wiem czy akurat Lechia jest dobrym punktem odniesienia jeśli chodzio dobrą organizację klubu. Inna sprawa, że jak sprzedali tego Bobczka to może się u nich sytuacja unormować.
      Po trzecie tydzień wcześniej coś podobnego mógł napisać
      ten koleś co wykłada kasę na Niecieczę. Jak to jest, że my Termalica, spadkowicz z ekstraklasy z dobrą kadrą, trenerem i kasą przegrywamy z Polonią, która wymieniła 2/3 składu.
      Chyba po prostu taka jest 1 liga.

    2. Ja osobiście nie jestem zadowolony z transferów, CV to nie wszystko, multum piłkarzy ma dobre CV, ważniejsza jest dyspozycja/aktualna forma, no a z tym trochę średnio.

      Dałem przykład Lechii dla kontrastu, Lechia jest obecnie w polskiej piłce synonimem upadku, pismaki ciągle się rozpisują jaki tam b*rdel, dziadostwo itp. A jednak, uruchomili jakieś kontakty, znajomości, i dali radę jakoś to pozbierać, podejrzewam, że już nie będą tak łatwo rozdawać punktów. Z drugiej strony jest Polonia, w której oficjalnie wszystko jest ok, wszystko działa… ale nie do końca. Oglądam sobie jakąś powtórkę meczu i komentatorzy dyskutują jakie to Polonia zapowiada mocarne plany, że idziemy na awans bezpośredni, żadne baraże, i w ogóle co to będzie… słucham tego i się za głowę łapie, co za pacan w klubie takie informacje puszcza do mediów. A potem po jednej z kompromitacji widzę załamanego Stokowca (który też wszystkiego powiedzieć nie może, musi też być lojalny wobec pracodawcy) i słyszę, że mamy braki na niektórych pozycjach (wiadomo, gdzie) że niektórzy piłkarze nie są w dobrej dyspozycji, że niektórzy piłkarze nie są jeszcze przygotowani w pełni do sezonu, że brakuje jakości itp. Wiedzieliśmy, że Zjawiński odchodzi, był czas, żeby poszukać kogoś kto mógłby go zastąpić, nie zrobiono tego (albo zrobiono za mało) o tym, że sprowadziliśmy pół bramkarza (bo żaden z rezerwowych się nie nadawał) już nie wspominam.

      No ja tak nie uważam, co by nie mówić Polonia jest czołowym klubem 1 ligi, a spadkowicze muszą zwykle się zaaklimatyzować do nowych realiów, to nie jest tak że spadkowicz z automatu rozwala pół ligi, zwykle jest odwrotnie. Wbrew temu co piszesz, mimo że trochę przewietrzyliśmy szatnie, to kręgosłup drużyny jest podobny, gramy też podobnie jak w minionym sezonie.

      Drużyna tak naprawdę dopiero się buduje i trzeba było to powiedzieć wprost a nie pompować balon.

  8. Bardzo trafne uwagi na temat słabości kadry zarządzającej Polonią. Brak ludzi znających się na piłce. Większość to pracownicy korporacyjni z SII, którzy nie mają pojęcia o klubie piłkarskim. Ja tego nie rozumiem. Chodzi pewnie o jak najmniejsze koszty. Tyle, że odbija się to na klubie. Ten cały dział skautingu jest bezradny i nie ma pojęcia jak rekrutować piłkarzy, bo to nie korporacja (cv i rozmowa kwalifikacyjna). Tu trzeba zatrudnić profesjonalistów, a nie pracowników SII, którzy nie mają pojęcia jak działa rynek futbolowy.

    1. Wszystko fajnie tylko w dziale skautingu nie ma żadnych byłych ani obecnych pracowników sii.

  9. Do 19.11.2026 dwa miesiące – już teraz nie można spytać o to ligi i Stali Mielec?
    Powstanie Warszawskie – kto wie, że Stadionie Polonii były walki, żę to może jedyny stadion w Polsce na których ginęli Polacy za Polskę. Jak my rozgrywamy tzw. polityke historyczną ?
    Marketing prowadzący ludzie z SII , którzy pewnie Polonię mają głęboko gdzieś ? (bo Prezes im kazał). To powinni być kibice , którzy kochają ten Klub a przy okazji znają się nieco na marketingu. I były takie osoby ale im podziękowano.
    Dobrze, że jest reklama Polonii w metrze, może jest w autobusach w tramwajach.
    Darmowy autobus na K6 w trakcie meczu ? Ciekawe kto do niego wsiądzie i jak się zakończy ta podróż ? Strach się bać. Ale styl retro i jakiś powiew szlachetności byłby odmiennością w stosunku do wiadomo kogo. Mamy coś czego nie ma Cwks.
    Nas poza Mazowszem się toleruje, my jesteśmy z lepszej części Warszawy. Nie obchodzimy się ze stołecznością (no , przynajmniej robimy to w sposób akceptowalny). Możemy mieć sympatię osób żyjących w Warszawie pochodzących spoza niej. Jest potencjał ale uśpiony. Nawet ten przestrzały stadion można przekuć w jakiś atut. Tylko trzeba to opakować. Używany samochód też się szykuje do sprzedaży.
    Ach gdyby Prezes przeczytał ten artykuł – a może zrobić list otwarty do Grega ? I zebrać z 1000 podpisów kibiców ? Niech nie traktuje nas jako stado baranów , którzy w jego mniemaniu tylko rozrabiają i mało płacą na Polonię. A może okrągły stół (choć się źle kojarzy).
    Inaczej na nic nasze i Grega wysiłki.

    1. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby się spotkać z pracownikami klubu przy jakimś piwku i po prostu porozmawiać o ich pracy. Nie wynikach, ale oczekiwaniach, klimacie i nastrojach. Bo może jest chęć, wiele dobrych pomysłów itp. ale leży organizacja, która spada z góry

    2. Prezes ma to gdzieś, nie czuje tego, jego chyba interesuje głównie strefa VIP (która działa całkiem nieźle) natomiast ludzie, których zatrudnia powinni to wiedzieć i czuć.

  10. Polonia ma coś czego wiele klubów może jej pozazdrościć. Stadion w centrum Warszawy (chociaż mały i stary, kompletny zabytek ale i z tego można zrobić atut), 115 lat historii, charakter, barwy, legendę. Tej marki naprawdę nie trzeba wymyślać od nowa bo wystarczyłoby jej nie marnować.
    No ale podstawowe KPI działu marketingu wygląda tak: byle tylko nie przesadzić z zainteresowaniem.
    Czy tylko ja mam wrażenie, że główny plan na rozwój Polonii to VIP-y? Nitot skapował że jego znajomi chodzą na Legię pogadać o biznesach przy winku, wiec u nas też ma być jak na Łazienkowskiej (no prawie). A reszta to zawracanie głowy bo przecież zła kibic to mało pieniądz i same kłopoty.
    No i potem mamy „wizytówkę Warszawy” przy której niejedna tablica ogłoszeń na klatce schodowej wygląda ciekawiej.
    Czas zrozumieć że my nigdy nie będziemy drugą Legią. Ten pociąg dawno odjechał i nie ma co się za nim oglądać. Za to możemy być sobą i po prostu lepiej to sprzedawać. Pamiętając o tym że w Warszawie i okolicach są dziesiątki jak nie setki tysięcy ludzi którzy nie utożsamiają się z żadnym klubem – no bo „szczególnie nie chodzę na mecze polskie” a może dlatego że CWKS jakoś nie przypadł im do gustu a o konkurencji nic nie wiedzą
    No ale dotarcie do tych swieżaków zostawmy na później. Na razie Najlepsze jest to że w bazie już są tysiące ludzi którzy kiedyś tam otarli się o K6 a dziś nie kupują nie tylko karnetu ale nawet jednego biletu przez cały sezon. I zanim zaczniemy walkę o pozyskanie nowych kibiców może wypadałoby się zastanowić czemu nie umiemy ruszyć nawet tych do ktorych możemy łatwiej dotrzeć.
    Bo co dzisiaj dostaje człowiek który przychodzi na K6? Najczęściej mecz, tłusta kiełbasę jak z odpustu, plastikowe piwo i toitoia w pakiecie. właściwie tyle.
    Uważam że dzień meczowy powinien być wydarzeniem. Dobre różnorodne jedzenie, zawsze coś dla dzieciaków, muzyka, historia klubu pokazana w pigułce bez zanudzania, może w jakimś interaktywnym formacie no i trochę informacji o obecnej Polonii dla tych którzy są tu pierwszy raz Jednym słowem coś atrakcyjnego przed meczem, coś po meczu. Jak oferta pozasportowa będzie na poziomie i do tego kulturalna atmosfera bez żadnego bydła to nawet chwilowo gorsze wyniki nie muszą być przeszkodą w przyciągnięciu swoich (na początek)
    Ale najlepszy numer dopiero przed nami Jak już kiedyś powstanie ten wymarzony nowy stadion to zarząd odkryje że dostawca krzesełek nie dorzucił do nich gratis 10 tysięcy dodatkowych kibiców. No i wtedy zacznie się wielkie zbiorowe drapanie po dupie pt. „jak zapełnić stadion?” Bo po przecięciu wstęgi z saloniku VIp Nitot z kolegami będą mieć zajebisty widok na tysiace pustych krzesełek.
    Na szczęście znając Trzaskowiego mamy jeszcze czas na to żeby się ogarnąć.

    1. Właśnie z tego powodu jako przykład przytoczony jest Tor na Służewcu.

      Sama dyscyplina sportowa, wyniki poszczególnych wyścigów, osiągnięcia poszczególnych jeźdźców schodzą na dalszy plan i stanowią jedynie tło.

      Liczy się doświadczenie emocji, klimatu, stylu i historii związanych z Warszawą, a w drugiej kolejności rożne atrakcje okołosportowe i dopiero później sam sport.

      To jest też jeden z fundamentów na którym zbudowany jest pomysł Nowego Stadionu – bo poza piłką, mają być festiwale, koncerty i inne wydarzenia kulturalne. Jak Greg chce ich ściągnąć? Przekonać że to dobre miejsce.

      Jak buduje się marka typu Norblin, Elektrownia Powiśle żeby przyciągnąć ludzi i organizatorów?

      Można zacząć jak już nowy stadion będzie stał, tylko z jakiegoś powodu poszczególne sklepy w centrach handlowych dogaduje się wcześniej. Po co zatem czekać?

    2. „Na szczęście znając Trzaskowiego mamy jeszcze czas na to żeby się ogarnąć.”
      O ile to w ogóle za jego kadencji ruszy. Bo zostały mu 3 lata, trzeciej kadencji nie będzie.
      Oczywiście wszystko przy założeniu, że nie zostanie odwołany w referendum.
      BTW.
      Chyba w październiku mają być niby jakieś decyzje, chyba wybór inwestora.
      Ciekawe czy coś ruszy czy znowu będzie „my nie gadamy my odraczamy”.

  11. Cześć! To może słów kilka – no, może więcej niż kilka – od praktyka marketingu. Nie wiem czy Feonor_76 to mój kolega po fachu, czy po prostu hobbystycznie zajął się tematem, ale na pewno trzeba podziękować za analizę 🙂 Nie chcąc wyjść na mendzącego starca, niestety czuję się w obowiązku kilka obszarów trochę skomentować – a nuż, ktoś z marketingu Klubu przeczyta też ten komentarz i coś z niego „wyniesie” 😉 Aha, no i piszę głównie o zarzutach – nie dlatego, że uważam robotę Feonora za złą, tylko dlatego, że co do zasady z większością się zgadzam.

    Analiza Feonora ma podstawowy mankament: składa się przede wszystkim z konkretnych rozwiązań, a stosunkowo mało czasu poświęca na diagnozę marketingowo-sprzedażową. A ta jest kluczowa: zawsze wychodzi się od analizy rynku, czyli konkurencji i konsumentów (czyt. kibiców), żeby móc stwierdzić skąd mamy – jako firma czy jako klub piłkarski – czerpać klienta. Moim zdaniem to jest podstawowy błąd naszego Klubu i nie da się budować marketingu bez tego – ani nie powinno się proponować konkretnych rozwiązań bez niego. I tutaj są de facto 2 możliwości: albo można próbować podbierać konkurentom, albo poszerzać rynek o nowe grupy, które dotychczas nie były na nim aktywne. Sami dobrze wiemy, że ten 1 sposób nie zadziała w przypadku klubu piłkarskiego – piłka to sport plemienny i tyle. Zostaje zatem aktywizacja grup, które dotychczas nie były aktywne – po to oczywiście są przede wszystkim te akcje jak „Kumple z trybuny” czy bilety dla dzieciaków za 1 zł, ale to tylko drobny fragment tego, co można tu zrobić – tym bardziej, że w praktyce to co wymieniłem i co klub robi, jest skierowane głównie do obecnych kibiców, np. będących rodzicami.

    Skąd wziąć kibiców spoza tego naszego wąskiego mimo wszystko kręgu? Nie odpowiem Wam na to pytanie, bo do tego potrzebne jest badanie rynku, które odpowiednio poprowadzone i zinterpretowane powinno pokazać, skąd mamy czerpać tych nowych kibiców. Bez tego jakiekolwiek rozwiązania proponowane przeze mnie, czy Feonora są po prostu „pobożnymi życzeniami”. Natomiast warto od razu powiedzieć wprost – z zebranych w ten sposób danych mogą wyjść wnioski, które obecni kibice mogą umiarkowanie popierać – szczególnie ci bardziej tradycyjni czy konserwatywni (nie tylko politycznie). Może się okazać, że np. proponowana strategia retro w ogóle nie trafia do tych nowych grup, albo, że taką grupą perspektywiczną będą imigranci, np. z krajów UE, których w Warszawie jest coraz więcej (i z tego co zauważyłem, już stanowią widoczną część kibiców na niektórych meczach), lub bywalcy Wyścigów (w tym panie w kapeluszach tak wysokich, że przestaniemy widzieć mecz z trybun 😉 ).

    Czy Klub robił takie badania? Mam wrażenie, że nie. Mam również wrażenie, że nawet nie zapytał obecnych kibiców kim są, dlaczego na mecze chodzą, co oceniają dobrze, a co źle. Na wydarzeniach w stylu Dzień Dziecka czy Pożegnanie Lata pojawia się mnóstwo ludzi „przypadkowych” – dlaczego im też nie wydać ankiet, żeby powiedzieli co ich skłoniłoby do przyjścia na normalny mecz, skąd dowiedzieli się o wydarzeniu itd.? Ja wiem, że to nie będzie prawidłowe metodologicznie, ale jeśli p. Nitot nie chce wykładać kasy na takie fanaberie jak badania, to zawsze lepszy rydz, niż nic.

    Mając wyniki takiego szerszego badania można zaproponować jakąś strategię marketingowo-sprzedażową, z której będzie wynikało to do kogo chcemy dotrzeć, z jakim przekazem, a na tej podstawie dobrać sposoby dotarcia / aktywizacji. Stąd właśnie mój zarzut do tekstu Feonora – że on „skoczył” do tego ostatniego punktu, pomijając poprzednie, a one są de facto kluczowe – bez nich robimy po prostu „projekcję” tego, co nam się podoba, a nie tego co nam poszerzy grupę kibiców.

    Feonor podaje też przykład Wyścigów jako sukcesu budowy marki. To jest zarazem przykład świetny i słaby. Świetny bo pokazuje, że mając pomysł na markę i potrafiąc go wiarygodnie „sprzedać”, można w relatywnie krótkim czasie zbudować coś z niczego. Słaby – bo wyścigi konne są w ogóle nie-plemienne, nie powodują więc kontrowersji; do tego są dużo mocniej osadzone w tradycji (nie tylko warszawskiej) niż jakikolwiek klub piłkarski, a na dokładkę – gwarantują emocje zawsze, bo w każdym wyścigu jest „walka o mistrza”. I wreszcie czysto marketingowo – jeśli wyścigi konne są już marką o charakterze „warszawskie retro” to prawdopodobnie oparcie strategii Polonii o podobne założenia może być mało opłacalne – bo jak ktoś lubi ten klimat, to być może znalazł już swoje miejsce tam i do nas nie przyjdzie (choć tu już wszystko zależy od liczebności tej grupy). No bo też trzeba sobie jasno powiedzieć: my o uwagę potencjalnych kibiców nie walczymy tylko z Legią, ale z wszystkimi innymi wydarzeniami, powiedzmy, kulturalnymi dziejącymi się w naszym mieście.

    Jest jeszcze jedna ważna rzecz, która moim zdaniem jest bardzo istotna i o której Feonor wspominał kilka razy: spójność i konsekwencja w działaniu – pełna zgoda, że to jest coś czego nam zdecydowanie brakuje. Dodałbym jeszcze jeden element: wiarygodność, bo marketing – wbrew pozorom – to nie jest wymyślanie jakichś „chwytów” i oszukiwanie klienta, tylko uwypuklanie, „sprzedawanie” cech, które już w Klubie istnieją lub które są realnie budowane. Jeśli naszą strategią miałoby być to proponowane retro – to za tym muszą iść konkretne działania, które taką strategię uwiarygodnią (choćby te „ogórki” wożące kibiców) i które będą widoczne też poza stadionem. Jeśli klub chce poszerzać bazę kibicowską o dzieciaki – no to nie obejdzie się bez wizyt w szkołach, tudzież organizacji wycieczek szkół na stadion (moja córka w zeszłym roku była na takiej organizowanej przez Legię – podobno wzbudziła rozbawienie jak odmówiła przyjęcia jakichś legijnych gadżetów poza… cukierkami 😀 ). Jak chcemy być przyjaźni szeroko rozumianym przyjezdnym, czy to z Polski czy spoza niej – to nie dziwmy się, że Klub piętnuje antyimigranckie hasła na kibicowskich flagach małpujących naszych sąsiadów z Łazienkowskiej.

    No i pozostaje jeszcze jedna kwestia: tak jak pisał Feonor, marketing to inwestycja i to całkiem droga. Bez odpowiednich nakładów, nawet najlepsza wizja nie będzie realizowana, ale… tak samo będzie bez odpowiednio obrotnych ludzi. Jak pisałem – zawodowo zajmuję się marketingiem, a przez ostatnich kilku lat przewinąłem się – jako szef marketingu, a czasem też sprzedaży – przez całkiem duże firmy i w każdej z nich otrzymywałem oferty współpracy marketingowej od pewnie kilkunastu klubów piłkarskich z Eklapy, I ligi czy nawet II ligi. Czy była wśród nich Polonia? Znacie chyba odpowiedź 🙁

Dodaj komentarz