Kilka dni przed meczem Polonii z Odrą Opole, trochę wywołani do tablicy, przekazaliśmy Wam miłego dla nas niusika dotyczącego tego, jak długo cieszymy się (bądź nie) wspólną obecnością w polonijnym internecie. Było to trochę na fali dość zabawnego filmiku, który pojawił się na Instagramie Ligowca.
Nie powiem, trochę przykro się zrobiło w pierwszej chwili, ale z drugiej strony większość złości minęła w momencie, gdy na ekranie pojawiła się lekko zawiedziona mina redaktora Ligowca, który (i tu piszę w pełni żartobliwie) liczył na voucher na najlepszą giętą w stadionowej Polsce.
Wyświetl ten post na Instagramie
Piszę te słowa trochę wyczuwając nastawienie kilku osób, które „uprzejmie” mi doniosły o tej laurce, a niekoniecznie z uwagi na brak kolejnego szalika w szufladzie (w sumie z tego moja małżonka zapewne się bardzo cieszy). Mnie i chłopakom nie za bardzo zależy na tych gadżetach, bo ważniejsze są te miłe „dzięki”, które słyszymy zwykle na dziedzińcu klubowym od widzów. Wiadomo aktyw lubi się zmieniać co kilka lat…
Druga przesłanka jest trochę bardziej skomplikowana, gdyż narodziła się na bazie kilku klocków, które pojawiły się w mojej głowie w ciągu kilku ostatnich dni. Będzie może momentami mało polonijnie, ale czy zawsze muszę… Jestem w końcu… obcy i mogę sobie czasem pozwolić na drobny skok w miejsca, które są mi bardziej bliskie niż Wam.
Otóż podczas bezsennych chwil spędzonych przy zasypiającej córce człowiek miewa masę czasu na to, by zanurzać się w odmęty internetu. Sen nie zawsze przychodzi od razu po zamknięciu oczu, a ekran smartfona bywa dostatecznie dobrym zmulaczem, aby z niego korzystać. Mnie wtedy zaprowadziły na jedną z grup skupiających wielbicieli statystyk (zapewne kiedyś zaprosił mnie na nią Robert Trzaska). Tam na bazie wpisu osoby poszukującej informacji o Grybovii Grybów (leją tam całkiem dobre piwko Pilsvar – dostępne także i w Warszawie) trafiłem na linki do archiwalnych numerów gazet codziennych, które czytałem jeszcze na przełomie gimnazjum (dla młodszych czytelników: to taki wynalazek początku millenium, który zapełniał czas młodego człowieka między szkołą podstawową a ogólniakiem), tj. Gazety Krakowskiej i Dziennika Polskiego.
Kartkowałem… wróć… scrollowałem archiwalne numery z przełomu wieków i przypominałem sobie wielkie chwile mojego Rzemieślnika, który od czasu przemianowania na Legion (za jakie grzechy to zrobili następcy rzemieślników-włodarzy!) ostatnio mniej chętniej śledzę. Patrzenie na te starocie było bardzo wciągające. Rzemieślnik! Pilzno! Pilzno mistrz! Cieszyłem się jak dzieciak, tak ten sam dzieciak, który jarał się wygranymi z Tarnovią, KS-em Tymbark czy Wieczystą Kraków (tak kiedyś to moi lali tych, co zlali ostatnio nas). To był fajny czas, bo my, malutcy z zaledwie pięciotysięcznego Pilzna, zaskakiwaliśmy futbolowych „gigantów” IV-ligi małopolskiej.
Się mega sentymentalnie mi zrobiło wracając z Kielc. Lektura archiwalnych numerów Dziennika Polskiego i Gazety Krakowskiej o schyłku złotej ery marszu Rzemieślnika Pilzno do IV ligi… pic.twitter.com/sRGk4jCS7g
— Adrian Zagórski (@AdrianZagorski) November 21, 2025
Na fali tego odkrycia zerknąłem też na drugi świetny sezon „Rzemiosła”, który dzięki reformie administracyjnej dokonanej przez SLD przeniósł nas z Małopolski do Rzeszowa i okolic (nadal tu gramy). Wtedy biliśmy tuzy pokroju Resovii, Stali Mielec czy Karpat Krosno. Ba byliśmy prawie tak dużą niespodzianką dla tych uznanych ekip jak rok temu dla Krakusów. Nasi chłopcy pod wodzą Jacka Klisiewicza, który prowadził mnie też i w juniorach, stanowili trudny orzech do zgryzienia dla większości ligi. Jesień kończyli jako lider. Nie awansowali do III ligi, bo w ocenie naszych włodarzy to byłoby już za dużo jak na nasze małe Pilzno. Konieczne byłyby duże inwestycje i plan, na który nie byliśmy wtedy gotowi.
Szefem klubu w tamtym okresie był Stanisław Jarosz, którego uważni czytelnicy Polonii ‘Ole z roku 2001 już widzieli. Sympatyczny gość, który po transformacji ustrojowej stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych biznesmenów Podkarpacia i okolic (zaczynał jak wielu ówczesnych przedsiębiorców-marzycieli w swoim garażu, od małej wędzarni, a dziś jego produkty można spotkać w zajazdach w sporej części Polski, ponoć jego zajazdy są już pod Warszawą, ale tego nie wiem na pewno). Napisał ostatnio swoje wspomnienia o dość intrygującym tytule „Z fantazją przez życie” (których jeszcze nie czytałem). Niemniej ten splot wydarzeń skłonił do wspominek i porównań, które zwykle czynię między ostatnimi dwoma prezesami Polonii (Jerzy Engel i Greg Nitot).
Dla mnie w latach ’90 Stan był gościem, gościem, który naprawdę kochał klub i swoje Pilzno. Wspierał Rzemieślnika finansowo, społecznie piastował funkcję prezesa, a dodatkowo potrafił jakoś tak zachęcić miejscowych chłopaków, że byli w stanie zrobić dla niego sporo. Dla przykładu pomoc przy podawaniu piłek wiązała się zawsze z darmową wejściówką i giętą z jego zakładów, którą dostawaliśmy po meczu (gadżety klubowe dla Rzemieślnika pojawiły się za moją sprawą kilka lat później, więc taka gratyfikacja była jedyną możliwą).
Jak zacząłem swoją przygodę z pisaniem i prowadzeniem portalu nieoficjalnego nie było problemu z wejściem na stadion za darmola (choć już z czystej przyzwoitości kupowałem bilety z kieszonkowego), czy wejściem do szatni i zrobieniem rozmowy z piłkarzami lub trenerem, którą rejestrowałem na dyktafonie z małą kasetą (czy to już czyni mnie dinozaurem?). Gość potrafił dostrzec tę iskrę, pozwolić ją rozpalić, co przekładało się na fascynację totalną.
Po pewnym czasie dało się odczuć, że nie jestem intruzem, a gościem, którego traktuje się jako łącznika z młodszym, mniej oficjalnym gronem, czerpiącym wiedzę ze wspomnianych powyżej gazet codziennych.
Do tej pory pamiętam z dość dużą sympatią jedno z walnych zgromadzeń klubu (w okolicach mojej matury), na którym Stan zażartował z mównicy, że liczy na to, że za kilka lat to ja przejmę prezesowanie Rzemieślnikiem, a on będzie mógł być tylko sponsorem (piszę te słowa, wierząc – bo sumie nadal nie jestem pewien jak bardzo serio zostały wypowiedziane – że to jednak wskazanie na konieczność odświeżenia kadry zarządzającej klubem, a nie personalne namaszczenie).
Czemu się skończyło? Samo życie… Przeprowadzka do Krakowa na studia zakończyła ten okres rozwoju miejscowego pismaka, od którego ciekawostki ściągali starsi koledzy z większych gazet. Niektóre wstawki, które po latach czytam to ewidentnie moje myśli, za których użycie nie mam większych pretensji, bo ważne, że ktoś o tym napisał. Dały jednak solidną podstawę, aby nie będąc w moim rodzimym mieście, jeszcze bardziej skupić się na rosnącym portalu, który kilka lat później był już szerzej znany jako DumaStolicy.pl. Tamto spojrzenie często konfrontowałem z tym, co zastałem w Warszawie. Rzecz jasna miło wspominam miłe spotkania i rozmowy z Jerzym Piekarzewskim (już wtedy honorowym prezesem) i kolejną plejadą ciekawych osób zarządzających klubem. Najwięcej styczności było rzecz jasna z wspomnianymi w leadzie.
Na fali tych rozmyślań miło po latach zweryfikować podejście i czucie Jerzego Władysława, z którym w czasach III i II ligi bywało różnie. Nie mogę jednak po czasie nie odnieść wrażenia, że były selekcjoner wiedział, że ważne było to, żeby Polonia, będąca w tamtym czasie klubem, którego nie było stać na własny zespół prasowy, powinna w jakiś sposób utrzymywać kontakty z kibicami-pismakami, którzy mogli zagwarantować mu publikę.
W jego przypadku też miło wspomina mi się sytuacja z Białobrzegów, gdy po wejściu do budynku klubowego prezes z dumą przedstawił nas swojemu odpowiednikowi w Pilicy słowami: – A to są nasze kibicowskie media, które jeżdżą z nami wszędzie i piszą o nas. Nie muszę dodawać, że akcent padł na słowo nasze, które ówcześnie mocno nas dziwiło, bo jednak mieliśmy duże różnice zdań, w kwestiach piłkarskich i stadionowych.
Engel wiedział, że wszystkiego nie da się zrobić samotnie. Miał poczucie, że praca zespołu procentuje na frekwencję. Jego problemem było finansowanie i ułańska fantazja w obszarach, na które nie miał środków. Niemniej zapewne zawodnicy i większość prasy nie umie powiedzieć, żeby był to człowiek nierozumiejący klubu.
Mimo, iż zarządzanie lat ’90 już nie bardzo sprawdza się w dzisiejszych czaszach, tęsknię za nim i tym przaśnym obrazem. Nie lubię korporacji i ich binarnych zasad. Cieszy mnie sukces Sii i te zapowiedzi, że Sii Polska może przejąć swojego francuskiego protoplastę (pokazuje to w moim odczuciu, że nasza ziemia „jest nadal urodzajna” w przeciwieństwie do zachodnich ugorów). Jeśli Nitot zostanie z nami dłużej, to przynajmniej jego „pierwsze dziecko” będzie mogło nas jakoś wspierać.
Liczyłbym częściej na grę zespołową ze strony klubu, którego eksperci nie mają monopolu na rację (mieli sporo szczęścia, ale nie każde poletko udało się wyprowadzić do przodu – mimo dobrych rad). Dodatkowo na to, żeby nie przedkładał globalnego marketingu nad ten lokalny, gdyż bez tych ludzi, którzy są obecnie, nie będzie w stanie sięgnąć po nowych. Nie jesteśmy pierwszym wyborem, a przy bardziej wybrednej publice i bez wizji ciężko będzie osiągnąć lepsze wyniki.
Czasem ten drobny ukłon klubu mógłby dać lepsze efekty. Nikt w końcu nie chce źle. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że nie chodzi o wejście na gapę. Chodzi o możliwość tworzenia, która przekłada się na zainteresowanie. Mimo iż prasa wchodzi za darmola, my mamy karnety. Wiemy, że to ważne, ale czy zasłanianie się odcinkowym zapisem regulaminu w stosunku do sprawdzonych w bojach ludzi jest rozsądne? Są w końcu tacy, którzy mimo obecności, nie dają z niej nic. U nas tego nie da się powiedzieć, bo jednak przemawiają za nami liczby. Chcemy po prostu móc tworzyć i pracować dla fanów.
Te dwadzieścia lat jest fajnym czasem. Miło mi, bo przez ten czas portal odwiedziło sporo osób. Redakcję tworzą i tworzyli fantastyczni, bardzo zaangażowani ludzie. Mam cichą nadzieję, że ta przygoda jeszcze chwilę potrwa, choć czas jest bardzo zły. Jesteśmy coraz starsi, a tworzony przez nas format powoli staje się mniej atrakcyjny dla młodszej widowni, która woli 60 sekund skupienia niż nasze godzinne pogadanki czy dłuższe teksty. Niemniej dopóki będzie z tego fun i możliwości, postaramy się nadawać.

20 kolejka
19 kolejka

