Kiedyś nie wyobrażałem sobie życia bez piłki. Po operacji liczyłem miesiące: sezon kończył się w czerwcu, a w lipcu rozpoczynały się przygotowania do nowego. Myślałem, że się uda. Dziś już nie zależy mi na piłce. Chcę tylko wrócić do normalnego życia – mówi Rafał Kosiec w wywiadzie dla „Stołecznej”. 

24 marca 2016, po meczu z Polonii z Ursusem, wróciłem wieczorem do domu, ale zapomniałem o torbie ze sprzętem. Nie musiałem wracać, może trzeba było ją zostawić w bagażniku? Zbiegłam ze schodów, skakałem co dwa-trzy. Potknąłem się na ostatnim półpiętrze i straciłem przytomność. Obudziłem się na ziemi. Nie mogłem ruszać nogami, zdrętwiała mi twarz. Ktoś zadzwonił po karetkę, zawieźli mnie do szpitala na Szaserów. Miałem bałagan w głowie. Myślałem, że podadzą mi leki i za dwa dni wyjdę. Powiedzieli, że muszą zrobić rezonans, ale go odwlekali. Do szpitala przyjechał Jerzy Engel i postawił ich na nogi. Po rezonansie lekarz wbiegł do sali z badaniami w ręce i krzyknął, że operujemy od razu. Gdyby poczekał jeszcze trochę, nie wstałbym pewnie z wózka do końca życia. Lekarze powiedzieli, że z tego nie wyjdę. Dawali mi szansę 80 do 20. 80 oznaczało wózek inwalidzki, 20 śmierć. Chciałem popełnić samobójstwo. Nie zrobiłem tego tylko dlatego, że miałem sparaliżowane ręce. Leżałem na OIOM-ie. Obok umierali ludzie, krzyczeli z bólu i robili pod siebie. Też byłem warzywem – wspomina po czasie „Rafik”.

Operacja pozwoliła Rafałowi wstać z łóżka lecz w dalszym ciągu nie ma czucia od stóp aż po klatkę piersiową – Możesz mnie uderzyć w brzuch, przypalić, nawet się nie zorientuję. Zanikła mi potencja seksualna. Nie czuję też głodu. Jem na wyczucie albo gdy piecze mnie żołądek – tłumaczy Kosiec

Mimo utraty czucia, Kosiec ma porażone narządy wewnętrzne, które sprawiają ogromny ból – Najgorsze są noce. Ból się nasila. Czasem uda mi się zasnąć o północy, częściej o czwartej. Tabletki nie pomagają. Gdy ból już mnie sponiewiera, zasypiam. Najczęściej po prochach. Biorę leki psychotropowe, bez nich nie dałbym rady funkcjonować. Ale po nich jestem nie do życia. Z początku groziła mi jazda na wózku. Robiłem jednak postępy i – czasem lepiej, czasem gorzej – ale chodzę. Mówią, że i tak są pełni podziwu, jak wyglądam. Że według podręcznika powinienem do końca życia leżeć sztywny w łóżku albo nie żyć. Każą mi się pogodzić z aktualnym stanem. Ale ja nie potrafię. Nie da się, czując taki ból. Miewam stany depresyjne, to normalne. Pomaga psycholog i psychiatra. Ale gdy jest gorzej, wracam myślami do OIOM-u, do tego, jak nie umiałem podnieść ręki, przewracałem się, próbując oprzeć się samodzielnie o poduszkę. I już nie ma takiego dramatu.

Rafał wspomina, że po wypadku bardzo pomógł ówczesny trener „Wojskowych” Jacek Magiera. Który nagrał filmik, z prośbą o pomoc dla jego przyjaciela, kapitana Polonii. Tuż po wypadku zadzwonił Łukasz Trałka mimo, że wcześniej obaj panowie w ogóle nie mieli ze sobą kontaktu.

W październiku 2016 roku został zorganizowany mecz charytatywny dla Rafała. Przy Konwiktorskiej zagrała mistrzowska drużyna Polonii z 2000 roku przeciwko reprezentacji Artystów Polskich. W tamtym wydarzeniu udział wzięli m.in. Maciej Szczęsny, Maciej Bykowski, Mariusz Liberda (był asystentem trenera Engela na ławce mistrzów z 2000 roku – przyp. DS), Igor Gołaszewski, Piotr Dziewicki, Radosław Majdan, Tomasz Kłos, Piotr Świerczewski, a arbitrem spotkania był Michał Listkiewicz.

Kosiec, podczas swojej kariery występował m.in. w Górniku Łęczna, Świcie Nowy Dwór i Pogoni Siedlce. Latem 2015 roku został zawodnikiem Polonii. W barwach „Czarnych Koszul” rozegrał 18 spotkań i walnie przyczynił się do awansu Polonii do II ligi.

W dalszym ciągu można pomóc naszemu zawodnikowi! W internecie trwa zbiórka dla Rafała: https://www.siepomaga.pl/rafal-kosiec

źródło: własne / Gazeta Wyborcza