Nasz Prezes, miłościwie nam panujący i podejmujący decyzje personalne w klubie Jerzy Engel, na swoim blogu (link) podjął się opisu w jednym akapicie skomplikowanej materii trenerskiego żywota. 

Igor Gołaszewski i Jerzy Engel

Igor Gołaszewski i Jerzy Engel (fot. Lugher)

Oczywiście forma felietonu ma pewne ograniczenia, głównie objętościowe, więc siłą rzeczy nasz Prezes musiał się ograniczyć do pewnych aspektów trenerskiej doli. Tym aspektem jest kwestia zwalniania trenerów.

Wyszła teoria tyleż ogólna, co niekompletna, a przede wszystkim chaotyczna. A w konsekwencji fałszywa. W skrócie można ją streścić tak:

  •  kiedy trener przegrywa, pojawiają się głosy, żeby go zwolnić;
  • te głosy nie biorą się z przypadku (co logiczne, skoro przegrywa);
  • wynik nie jest najważniejszy, ważniejsza jest filozofia zwyciężania;
  • trener też człowiek.

Komentarz do tekstu wypada zacząć od zdania równie logicznego i oczywistego, co powyższe wnioski. Ująłbym to tak, że felietony na temat tego konkretnego aspektu trenerskiego życia, szczególnie te pisane przez prezesów klubów, też nie biorą się z niczego, „bez tak zwanego drugiego dnia”, że pozostanę przy poetyce Prezesa Engela. Skoro Prezes taki tekst nam wysmażył, wiedzmy, że coś się dzieje.

Nasza drużyna w dziewięciu meczach obecnego sezonu (w tym aż sześciu u siebie), grając głównie z dołem tabeli, odniosła dwa zwycięstwa i zajmuje miejsce punkt nad strefą spadkową. Na trybunach, forach internetowych i w prasie coraz głośniej słychać opinie, że zmiana trenera powinna nastąpić jak najszybciej. Bo że powinna w ogóle, to wiadomo od poprzedniego sezonu, w którym graliśmy tragicznie, ale zmuszono nas do awansu, którego nie chciał nikt poza nami. Wszyscy zdają sobie sprawę, że igranie z ogniem nie skończy się zawsze szczęśliwie. Że nie można co roku liczyć na dziki fart.

Ale nie pan Prezes, który pisze o trenerze, że „tak długo jak realizuje swoją filozofię zwyciężania, tak długo jak panuje nad szatnią i ma pełne zaufanie piłkarzy, to powinien mieć komfort pracy” oraz w innym miejscu „są porażki, które sygnalizują o dobrej formie zespołu, o umiejętnościach taktycznych i dobrym przygotowaniu motorycznym”. Wypada się zgodzić, bo to prawda. A dokładniej, zgodnie z typologią prawd księdza Tischnera: święta prawda, też prawda i gówno prawda – trzeci typ prawdy. W każdym razie w odniesieniu do naszej drużyny.

Jerzy Engel jr i Jerzy Engel

Jerzy Engel jr i Jerzy Engel

O jakiej filozofii zwyciężania realizowanej przez trenera pisze nasz Prezes? Skoro nie ma zwycięstw, to w oczywisty sposób żadna filozofia zwyciężania nie jest realizowana. Styl gry zwany przez złośliwców tiki-taką dla ubogich, polegający w małym skrócie na tym, że drużyna – składająca się z bramkarza, dziewięciu obrońców i napastnika – gra w dziada na własnym przedpolu, to żadna filozofia. Idźmy dalej. Porażki, które świadczą o dobrym przygotowaniu motorycznym? Ślepy przecież widzi, że nasi piłkarze w drugiej połowie z reguły drepczą po boisku. Umiejętności taktyczne? Czyje? Bo jeśli piłkarzy, to skutecznie zabiła je w nich myśl trenerska, której efekty pokazuje tabela. A jeśli trenerskie, to… znów odsyłam do wyników i tabeli. Swoistym memento jest szlaban na grę dla Michała Oświęcimki, który w zgodnej opinii wszystkich poza trenerem Polonii należy do najlepszych naszych piłkarzy w tym sezonie, bo rzekomo nie realizuje chytrego taktycznego planu, który zakłada przegranie każdego meczu. Do tego możemy spokojnie dodać nietrafione lub zbyt późne zmiany, brak reakcji ławki na wydarzenia boiskowe, trzymanie się tych samych – częściowo zgranych i nietrafionych – nazwisk, kiepskie transfery i klepanie na konferencjach wiecznie tej samej formułki. Ta formułka to temat na oddzielną analizę – dla Freuda. Jej elementy bowiem łatwo odnaleźć w felietonie Prezesa, którego przecież nie pisał trener…

Czasu coraz mniej. Przed nami mecze z silniejszymi drużynami. Czołówka tabeli ucieka, a strefa spadkowa coraz bliżej. Nie liczyłem na awans w tym sezonie, bo to nie takie proste, ale miałem od początku nadzieję, że zobaczę drużynę, która z gry trzecioligowej przestawiła się na typową dla drugiej ligi. Nic z tego. Mamy ten sam styl (a właściwie brak stylu), ale na tle nieco silniejszych rywali obnażone zostały główne słabości. Paradoksalnie to właśnie w meczach z silniejszymi niż dotąd drużynami gra oparta na obronie Częstochowy i liczeniu na niewymuszony błąd przeciwnika nie zdała rezultatu. Dlaczego? To dość proste. W tym sezonie gramy z zespołami, które posiadają w składzie atak i bramkarzy. Ten pierwszy strzela nam bramki. Drudzy nie wrzucają sobie sami piłek do bramki. To nawet nie jest filozofia zwyciężania Panie Prezesie. To raczej elementarz budowy drużyny, jeśli dysponuje się jakimikolwiek środkami. Szkoda, że u nas funkcjonuje zaledwie w połowie – w odniesieniu do bramkarzy. Niestety, jak mawiają, nec Hercules contra plures. Sam bramkarz nic nie poradzi.

I to jest właśnie owe drugie dno, o którym wspomniał Prezes Engel. Brak filozofii gry, reakcji na wyniki i zdarzenia boiskowe, sztywne trzymanie się złych schematów i nazwisk, czy wreszcie złe przygotowanie motoryczne. Ta drużyna ma jakiś potencjał. Tam są chłopaki, którzy pokazali, że potrafią grać w piłkę, tylko nikt im nie daje szans. Że łatwo się wymądrzać, kiedy nie jest się trenerem? Pewnie to prawda. Ale to trenera rozlicza się z wyników i skuteczności. A jeśli tych nie ma, z reakcji i umiejętności wprowadzenia zmian. Tylko czy na pewno wiemy, kto powinien zostać rozliczony?

P.S. Celowo w felietonie nie użyłem nazwiska trenera ani razu. Bardzo go lubię i szanuję, więc nie chciałbym mu robić krzywdy przypisując cudze błędy.