Portal „Weszło!” mimo braku Polonii w Ekstraklasie serwuje nam ostatnio sporo materiałów dotyczących naszego klubu. Dziś możemy przeczytać wywiad z Marcinem Matuszewskim

Marcin Matuszewski

Marcin Matuszewski (fot. Bogusz Bilewski)

Matuszewski łączy w sobie dwie pasje. Na scenie fani znają go jako Pan Duże Pe, może pochwalić się perfekcyjnym freestyle’owaniem. W świecie futbolu znany jest jako zdolny manager. Jak młodemu raperowi udało się zostać agentem?

– (…) Miałem absolutnie zero powiązań w tej branży. Rzuciłem więc luźno ten pomysł na pewnym „tematycznym” internetowym forum. I okazało się, że ktoś odpowiedział: „wow, nieźle kombinujesz – spróbujmy coś z tym zrobić”. Był to Remek Lembowicz, z którym wówczas się nie znałem, a który do dziś pozostaje moim przyjacielem i wspólnikiem. On dysponował dobrze rozumianą bezczelnością i pewnymi wejściami w świat piłki. Ja – konkretnym planem działania i umiejętnością przedstawienia go w sensowny sposób za pomocą „ekonomicznego slangu” (śmiech). Połączyliśmy nasze moce i wylądowaliśmy z naszą prezentacją przy Konwiktorskiej 6 w gabinecie prezesa Romanowskiego. Ten nas wysłuchał i zgodził się dać nam szansę – opowiada „Pe”.

Jako 21-latek sprowadził na K6 pierwszego piłkarza. – (…) Przetrząsałem strony RSSSF. Rozglądałem się za informacjami o wyróżniających się zawodnikach z polskich niższych lig. Wreszcie – sprawdzałem międzynarodowe branżowe „message boards”. I tam trafiłem na ślad chłopaka rozpaczliwie szukającego klubu. Gość nazywał się Seth Ablade. Pochodził z Ghany, miał 18 lat i brązowy medal Mistrzostw Świata U-17 na koncie, zdobyty m.in. u boku Michaela Essiena. Drużyna Setha spadła z austriackiej ekstraklasy, a na drugim poziomie rozgrywkowym zaczęły tam wtedy obowiązywać przepisy ograniczające liczbę graczy spoza UE, więc musiał iść na wypożyczenie. Ot, zbieg okoliczności – który udało się dostrzec i wykorzystać(…) Dopięliśmy formalności i pojechaliśmy na lotnisko sprawdzić, czy doleciał, czy nie jest pigmejem ze ściemnionym CV, czy ma obie nogi i czy aby na pewno obie nie są lewe. Na szczęście okazało się, że chłopak jest ogarnięty i z obu nóg potrafi zrobić odpowiedni użytek. Austria – gdzie grał od 16. roku życia – nie jest tropikalnym rajem, zdążył więc przyzwyczaić się do śniegu. A właśnie na takiej nawierzchni został rozegrany sparing z Olimpią Warszawa, w którym strzelił hat-tricka. No i trener Chrobak uznał, że coś może z niego być. Wielkiej kariery w Ekstraklasie nie zrobił, ale w kilku meczach wystąpił. W dodatku targana finansowymi problemami, oparta na wychowankach i wynalazkach takich jak on Polonia, zajęła nadspodziewanie dobre, ósme miejsce w lidze – a trzeba pamiętać, że była kandydatem do spadku. Po sezonie Setha chciano nawet wykupić, ale jego klub zażądał jakichś chorych pieniędzy.

Kolejnym znaczącym transferem Matuszewskiego był Maciej Tataj, którego sprowadził do Polonii, a następnie do Korony Kielce. Za swój sukces uważa też transfer Bartłomieja Foglera do angielskiego Crewe Alexandria.

Łukasz Teodorczyk

Łukasz Teodorczyk (fot. Lugher77 / dumastolicy.pl)

„Pe” chwali się też odkryciem Łukasza Teodorczyka. – Wprawdzie twierdzi, że wynalazł go ktoś inny, ale ja wiem, jaki był nasz udział w tym, że wypłynął. (…) Po pierwsze: przekonaliśmy Libora Palę, że jest sens go obejrzeć. Po drugie: z udziałem przyjaciół i znajomych przekonaliśmy ludzi z Żuromina, by puścili go do Warszawy. Przed długi czas skuwaliśmy beton na kilku frontach, by to wszystko doszło do skutku. Oczywiście – bardzo dużą rolę odegrał też Paweł Olczak, który równolegle walczył swoimi drogami o ściągnięcie „Teo” do Warszawy, ale zanim się do tego nie zabraliśmy my, zawsze finalnie coś stawało na drodze – wyjaśnia w rozmowie z „Weszło!”.

A jak w ogóle na niego trafił? – Mój tata jest fanatykiem piłkarskich statystyk i zwrócił moją uwagę na fakt, że w okręgówce jest chłopak strzelający tony bramek. Jako król strzelców awansował do IV ligi, więc zacząłem zasięgać języka na jego temat od osób z koneksjami w Żurominie. Zebrałem same pozytywne opinie, w IV lidze „Teo” też strzelał, więc działaliśmy z tym dalej. Pewnie i tak by wypłynął, ale jednak przyczyniliśmy się do tego, że jego kariera poszła akurat tym torem, co zresztą podkreślał w wywiadach trener Pala. Swoją drogą mój tata zwrócił też moją uwagę np. na Damiana Garbacika, kiedy ten jeszcze grał w Kętrzynie. Doprowadziłem do tego, że na jego mecz pojechał skaut jednego z zespołów środka tabeli Ekstraklasy, od którego dostałem informację, że chłopak nie jest godny uwagi. A chwilę później podpisała go Lechia Gdańsk i trafił do jednej z juniorskich reprezentacji. I znów zapachniało łyskaczem (śmiech).

Teodorczyka Matuszewski uważa także za swoją największą porażkę. – Prawda jest taka, że powinienem wjechać w ten temat na pełnej, odłożyć wszystkie inne sprawy, doprowadzić do podpisania przez niego umowy z zaprzyjaźnionym agentem i zagwarantować sobie możliwość dalszego poprowadzenia jego kariery. Gdyby działo się to dziś, właśnie tak by to wyglądało. Ale cóż, na błędach ponoć uczy się najlepiej. To samo mogę też powiedzieć o sytuacji z Ebim Smolarkiem. Nagraliśmy razem ze wspólnikami w całości jego przenosiny do Kataru, po czym zostaliśmy „wyczekani” do końca obowiązywania umowy na ten rynek i ktoś nam się bezczelnie wpierdolił między wódkę a zakąskę. Nie będę wchodził w szczegóły, bo już mi skacze ciśnienie, więc może to zostawmy. Cóż, kto się kurwą urodził, skowronkiem raczej nie umrze.

Źródło: Weszło!