Rewolucja kadrowa, nowy sponsor i stabilne finanse. Szefowie czwartoligowej Polonii w zimie działali z rozmachem, aby zminimalizować ryzyko porażki. Teraz do gry wkracza zespół Piotra Dziewickiego – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.

Piotr Dziewicki, Emil Kot, Paweł Olczak

Kot, Dziewicki i Olczak (fot. MJ Photo)

Wiosnę „Czarne Koszule” rozpoczną w Wyszkowie. Klub z Konwiktorskiej nie zakłada jednak innego scenariusza niż awans. Szefowie odradzającej się Polonii zimą działali z dużym rozmachem, wzmacniając klub pod względem sportowym i organizacyjnym.

Zdajemy sobie sprawę, jaki ciężar spoczywa na nas, ale mamy drużynę, która jest w stanie podołać wyzwaniu. Pod względem piłkarskim i mentalnym zrobiliśmy duży postęp – zapewnia w „GW” Dziewicki. Wtóruje mu Paweł Olczak:Drużyna wygląda naprawdę dobrze. Podczas okresu przygotowawczego rozegraliśmy sparingi z zespołami, które grają w wyższych ligach, i te spotkania były idealną okazją, żeby porównać poziom obecnej Polonii do tej z rundy jesiennej. Teraz poziom jest wyższy, drużyna jest odpowiednio przygotowana do rozgrywek. Wszystko zweryfikuje jednak boisko, choć nie wyobrażam sobie, że nie awansujemy do trzeciej ligi.

Przed sobotnim meczem w Wyszkowie, który może zacieśnić lub rozrzedzić czołówkę tabeli już na początku rundy, w Polonii jest spokój. – Co będzie kluczowe? Mentalność, bo umiejętności zawodników są duże. Jeśli każdy z nich weźmie odpowiedzialność za drużynę, nie będzie zwracał uwagi na otoczkę meczu, o wynik jestem spokojny – mówi Dziewicki.

Krzysztof Ogrodziński, trener Bugu: – To będzie mecz walki, ogromnego zaangażowania. Przy tym drużyna, która będzie miała więcej szczęścia, wygra. Jeśli zwyciężymy, dostaniemy psychicznego kopa, który umocni moją drużynę. Polonia w zimowym okienku transferowym ściągnęła kilku znanych piłkarzy, ale boisko wszystko zweryfikuje. O sukcesie decyduje wiele czynników. Warszawianie przyzwoicie grają w piłkę. Na równym boisku będą groźni. Pozostałe zespoły będą miały spore problemy, żeby zdobyć punkty na Konwiktorskiej. W poprzedniej rundzie „Czarne Koszule” były faworytem rozgrywek, ale zgubiły punkty w Gąbinie i Raciążu.

Ogrodziński w innym artykule „Gazety” charakteryzuje zawodników, którzy zimą przeszli z Polonii do Bugu (Nazar Litun) i odwrotnie (Piotr Augustyniak). – Litun to na pewno duże wzmocnienie. Pokazał to w tych rozgrywkach, choć mógłby z powodzeniem grać o klasę wyżej. Jesienią był jednym z najlepszych piłkarzy Polonii. Na niego zwracałem szczególną uwagę, kiedy graliśmy w Warszawie. Co do Augustyniaka, nie ma ludzi niezastąpionych. Przykro mi, że tak postąpił, bo gdyby został, mógłbym powiedzieć, że awans mamy zapewniony. W realiach czwartej ligi jest bardzo dobrym zawodnikiem. Jako defensywny pomocnik był pożyteczny w ataku, bo strzelał wiele goli.

Dziś o godz. 14 w kościele Ojców Bonifratrów pod wezwaniem Św. Jana Bożego i Św. Andrzeja Apostoła przy ul. Bonifraterskiej 12 odbędzie się Msza Św. w intencji piłkarzy Polonii Warszawa.

Aleksander Fogler

Aleksander Fogler (fot. MJ Photo)

O meczu wspomina także kapitan „Czarnych Koszul” Aleksander Fogler. – Pojawiają się różne wizje, ale jedna dominuje i ona musi się spełnić – zdobyć trzy punkty. Wiem o tym ja i moi koledzy, jak wiele zależy od tego meczu. Zastanawiam się, czy – gdyby się coś nie udało – klub będzie istniał, wiem, że kibice się nie odwrócą, ale im bliżej meczu, to w głowie czasami aż huczy od wątpliwości, ale to są tylko chwile – mówi stronie oficjalnej i stwierdza, że wiosną nie stresuje się bardzo. Większe obawy miał latem gdy drużyna tworzyła się.

Fogler uważa, że mecz w Wyszkowie będzie ważny, ale nawet w przypadku porażki drużyna nie podda się i będzie do końca walczyć o awans.

Według kapitana Polonii zespół jest silny w ofensywie. – Duży postęp zrobił Marcin Kruczyk. Solidnie przepracował okres przygotowawczy, a wcześniej nie wyróżniał się na treningach. Widać po nim mądrość piłkarską, a jak się zastawi, jest nie do przepchnięcia. Wiem coś o tym. Mariusz Ujek ma w sobie wyjątkowy spryt. Dużo nam pomaga, tłumaczy, korzystamy z jego doświadczenia. Michał Strzałkowski jest jeszcze bardziej silniejszy niż był. W ataku gramy na wysokim poziomie.

W obronie też jest nieźle. Fogler chwali sobie współpracę z Adamem Grzybowskim i Tony’m Uzomą Chukwuemeką. – Nie chcę nikogo obrażać z tych zawodników, co byli z nami jesienią, ale prawda jest taka, że jako drużyna weszliśmy dwa, trzy poziomy wyżej. Ten awans możemy wywalczyć z hukiem.

Fogler porównał Dziewickiego i Piotra Stokowca, u którego trenował w Młodej Ekstraklasie. – Trener Dziewicki jest osobą bardzo serdeczną, pomocną. Sądzę, że odczuwamy wzajemną sympatię. Zbudował znakomitą atmosferę w drużynie. Trener Stokowiec? Był bardzo profesjonalny w tym co robi. Strasznie nie lubił przegrywać, jak każdy sportowiec – powiedział stronie oficjalnej.

Olek Fogler jest bratem byłego bramkarza „Czarnych Koszul” Bartłomieja Foglera. Zapytany o powrót brata do klubu odpowiedział: – On nawet nie ma zamiaru wrócić do Polski. Pracuje jako menadżer w hotelu, myśli o tym by awansować w swojej korporacji, ale cały czas gra w piłkę – w Wembley F.C. To klub, który zaczynał od najniższego szczebla rozgrywek. Trenerem mojego brata jest David Seaman, Bartek grał w jednej drużynie z Graeme Le Saux, Martinem Keown’em. Nie wiem, która to jest już liga, niższa niż dziś Polonia, ale na mecze przychodzi czasami po półtora tysiąca kibiców. I nie ma mowy o rozrabianiu. Wystarczy, że ktoś przekroczy bramkę oddzielającą boisko od trybun i dostaje takie kary, że nawet nie próbuje. Futbol traktuje się tam jak religię. W niedzielę zamiast do kościoła chodzi się na mecze.

Fogler studiuje fizjoterapię. W Polonii „odbył” już małą praktykę. – Ostatnio zaopiekowałem się Wojtkiem Antczakiem. Ten zawód wciągnął mnie przez Polonię, przez piłkę nożną, ale nie zamierzam na razie z gry rezygnować.

Źródło: własne / Gazeta Wyborcza / Polonia Warszawa