Sprawa przejścia skrzydłowego Miłosza Przybeckiego do Zagłębia Lubin nabiera rozpędu. Jak donosi dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”, zawodnik „Czarnych Koszul” pojechał na testy medyczne do klubu z Dolnego Śląska.

W maju Przybecki złożył w PZPN pismo, domagając się rozwiązania kontraktu z klubem z winy Polonii. Wszystko przez zaległości płacowe wobec zawodnika. 22-letni skrzydłowy czeka teraz na decyzję PZPN, ale wszystko wskazuje na to, że będzie ona korzystna dla gracza. Kontrakt zostanie rozwiązany i piłkarz będzie do wzięcia za damo. Przybecki otrzymał kilka ofert, ale najkonkretniejszą z Lubina.

Dyrektor sportowy „Miedziowych” Paweł Wojtala potwierdza, że możliwy jest transfer tylko pierwszego z nich. – Miłosz to na pewno bardzo atrakcyjny towar na rynku. Tak, jest w kręgu naszych zainteresowań – mówi.

Jeśli Przybecki przejdzie pozytywnie testy medyczne, a PZPN rozwiąże jego kontrakt z Polonią, wówczas zawodnik podpisze umowę z Zagłębiem.

Tomasz Hołota

Tomasz Hołota podczas meczu z Wisłą Kraków (Zbigniew Luchciński / ksppolonia.pl)

Wygląda na to, że defensywny pomocnik Tomasz Hołota też zamierza uwolnić się spod ręki niesłownego właściciela Polonii Ireneusza Króla. Jak podaje dziennik „Fakt”, Hołota marzy o normalnym i profesjonalnie zarządzanym klubie. W przeszłości zawodnik miał do czynienia z Ireneuszem Królem grając jeszcze w GKS Katowice. Później zawodnik przeniósł się do stolicy i podpisał umowę z Polonią Warszawa, którą przejął Król. Co było dalej wiadomo: na boisku było nieźle, lecz budżet klubu świecił pustkami.

Brak licencji na grę w ekstraklasie oraz spadek zespołu, spowodował, że piłkarze masowo opuszczają Polonię. Podobnie uczynił też Hołota. – Pan Król nie wywiązał się ze swoich zobowiązań i zgodnie z kontraktem, w życie weszła klauzula odstępnego w wysokości jedynie tysiąca złotych – tłumaczy pomocnik.

Hołota wierzy, że jego pech się skończy i wreszcie trafi do normalnego klubu. – Chyba wreszcie uwolniłem się do tego pana. Z jednej strony czuję ulgę, lecz z drugiej być może nigdy nie odzyskam należnych mi pieniędzy – mówi pomocnik Polonii.

Jeszcze nie wiadomo gdzie piłkarz zagra w nowym sezonie. –  Tym zajmuje się mój menedżer. Wiem, że interesują się mną klubu zagraniczne i z polskiej ekstraklasy. Na pewno będę chciał trafić do klubu stabilnego finansowo – dodaje Hołota.

Odnośnie braku stabilizacji w Polonii, która stała się pośrednią przyczyną nieprzyznania licencji na przyszły sezon, wypowiedział się nasz były zawodnik Grzegorz Piechna. Jak twierdzi zawodnik Lechii Tomaszów Mazowiecki, Polonia Warszawa, w której grał za czasów Józefa Wojciechowskiego, była dla niego czystym szaleństwem. – Nie dziwi mnie upadek Polonii. W tym klubie było pełno nieodpowiedzialnych ludzi. Prezes Wojciechowski mógł ze mną pójść na ugodę, ale wolał wmówić ludziom, że zwyzywałem czarnoskórego piłkarza. Wolał mnie zniszczyć. Dla mnie miejsce takich klubów jest w trzeciej czy czwartej lidze – przekonuje „Kiełbasa”.

Piechna nie pozostawia suchej nitki na menedżerach, którzy negocjują wygórowane kontrakty dla młodych zawodników. W takim podejściu upatruje też przyczyn kryzysów finansowych i sportowych w czołowych klubach Ekstraklasy: – Młodzież przychodzi dzisiaj do klubu i pyta się: „za ile?”. Słyszy trzycyfrową sumę i mówi: „Za tyle to ja nie będę grał”. Nie rozumiem tego, bo sam zaczynałem od zera. Piłkarze są dzisiaj rozpieszczeni przez menedżerów, którzy negocjują gigantyczne kontrakty, na które kluby nie stać. Cwetan Genkov zarabia w Wiśle Kraków 100 tysięcy złotych miesięcznie – mówię. Widzi pan. Szokująca suma. Ja w ekstraklasie miałem 10 tysięcy na rękę. A już wtedy były w naszej lidze kontrakty po 80 tysięcy. Osiem razy więcej. Ktoś tutaj oszalał – komentuje Piechna.

Źródła: własne/ 2×45.com.pl/ Fakt/ Gazeta Wyborcza/ Weszło!/ Wirtualna Polska