O wielkopolskich pomyłkach. Grzelczak liczy na grę. Frankowski poprowadzi mecz z Wisłą!

Sporą dawkę informacji polonijnych przekazuje dziś „Przegląd Sportowy”. Dziennik dostrzega, że coraz głośniej w środowisku mówi się o skrzydłowym „Czarnych Koszul” Miłoszu Przybeckim. Aktualny numer prezentuje nam historię naszej nowej perełki. 

Przybecki pochodzi z Czempinia. Od dziecka słynął z szybkości i skoczności. Do dziś wołają na niego w rodzinnych stronach „Sarna”. W Polonii tego określenia nie znają, dla piłkarzy z Konwiktorskiej to „Koksu”. Bo dziś Miłosz nie jest już drobnym dzieciakiem: jest niski, ale mocno umięśniony. – Mały może i jestem, ale chucherkiem na pewno nie – podkreśla w „PS”.

Miłosz Przybecki
Na Przybeckim nie poznali się w Wielkopolsce (fot. Zbigniew Luchciński / ksppolonia.pl)

Na talencie Przybeckim nie poznali się w Wielkopolsce. Skrzydłowy aspirował do gry w Lechu Poznań, ale mimo uczęszczania do Gimnazjum nr 3 (stamtąd podobno jest łatwa ścieżka na Bułgarską) jego droga zboczyła w inne miejsca. Usłyszał, że kadra Wielkopolski to dla niego za wysokie progi. Był mały, drobny, a z badań wynikało, że powyżej 165 cm nie urośnie. Do domu odesłał go obecny trener Lecha Mariusz Rumak, który wówczas uczył w tej szkole. – Prowadziłem go przez rok – Rumak od razu przypomina sobie młodego Przybeckiego. – Był szybki, odznaczał się dobrą sprawnością, ale warunki fizyczne nie miały znaczenia, brakowało mu umiejętności. Podczas selekcji zadecydowaliśmy, że powinien odejść. Nie dostrzegaliśmy w nim potencjału – tłumaczy.

Był chudy, drobny i niski – wspomina w „Przeglądzie” Bartosz Remplewicz, właściciel akademii Remes, do której Miłosz trafił w 2007 roku. – W naszej komisji było do 10 osób. Wspólnie oglądaliśmy kandydatów, przyznawaliśmy punkty i na tej podstawie decydowaliśmy, czy warto ich przyjąć. Tylko dwóch było za Miłoszem: ja i dyrektor sportowy Krzysztof Paryzek. W skrajnych sytuacjach decyzja należała do mnie. Spodobało mi się, że grał prosto: podaj i wyjdź na pozycję – dodaje Remplewicz. Zbigniew Stefaniak, ówczesny koordynator ds. szkolenia w Remesie przyznaje, że nie było wiadomo kiedy zawodnik wystrzeli. Kiedy jednak jego przygoda zaczęła nabierać tempa zaczął imponować silnym uderzeniem i szybkością.

W Opalenicy zaczęły się jego pierwsze problemy z więzadłami krzyżowymi. – Miał on taką moc w nogach, że w jednym z meczów bez kontaktu z przeciwnikiem poszły mu więzadła w kolanie – wspomina Remplewicz. Kolejna kontuzja przyplątała się przed rokiem, kiedy miała usłyszeć o nim ekstraklasa. Został wypożyczony z Polonii do Korony. – Bardzo na niego liczyliśmy. On był jak rakieta – wspomina trener Leszek Ojrzyński. Podczas ostatniego zimowego sparingu cały plan legł w gruzach – piłkarz zerwał więzadła krzyżowe w drugim kolanie. Gdy znów leżał na stole operacyjnym i gdy za parawanem chirurdzy operowali kolano, on oglądał w laptopie pierwszy wiosenny mecz Korony.

Zawodników o takich predyspozycjach trzeba indywidualnie prowadzić. Tak jak kiedyś było z Emmanuelem Olisadebe, który w Polonii trenował zupełnie inaczej niż reszta – przytakuje Ojrzyński.

Dziś Przybecki anonimową postacią już nie jest, ale na razie zachwyca głównie wynikami testów szybkościowych i skocznościowych. – Miłosz rok temu przychodził do nas na wypożyczenie jako najszybszy zawodnik w ekstraklasie i nie mam wątpliwości, że tak jest do dziś. Pamiętam, że w biegu na 5 m zszedł zdecydowanie poniżej jednej sekundy. To ewenement – opowiada Ojrzyński, a Piotr Stokowiec przytacza dokładne wyniki z Polonii: 0,83 sekundy na 5 metrów i 3,73 sek na 30 metrów. Do tego skok dosiężny: 87 centymetrów.

Zachwyty studzi fizjolog Ryszard Szul. – To są bardzo dobre wyniki, ale nie przesadzajmy, że fenomenalne. W każdej drużynie, w której pracowałem, był co najmniej jeden zawodnik, który na 5 metrów miał wynik poniżej 0,9 sekundy – twierdzi.

Nie przyklejajmy Miłoszowi łatki biegacza. Ma też technikę, niezłe uderzenie. Ale wiedzieć o nim to wszystko i dobrze to wykorzystać to dwie różne rzeczy – mówi Stokowiec. Szkoleniowiec Polonii wierzy w swojego podopiecznego: – Na początku roku mówiłem mu, że będzie to dla niego bardzo ważna runda. Może być tylko ligowym średniakiem, ale może też stać się piłkarzem formatu europejskiego. Zobaczymy. Na razie jesteśmy na początku drogi.

Gorzej sprawy się mają z innym zdolnym skrzydłowym „Czarnych Koszul”. Przerażający był widok Jacka Kiełba na wtorkowym treningu. Rurka wystająca z nosa, powkładane waciki w obie dziurki. – Nic mi nie jest – przekonuje w „PS” wypożyczony z Lecha zawodnik.

Jacek Kiełb z wenflonem w nosie wyglądał dość dziwnie, ale nie wiem, dlaczego mu go założono – nie wyjaśnia nam zagadkowego urazu polonisty dyrektor sportowy Paweł Olczak. Więcej powiedział Stokowiec, który zdradził, że to wypadkowa kataru, który zaatakował Kiełba.

Polonię jako ostatni wzmocnił Piotr Grzelczak. – Zależało mi, by pozostać w ekstraklasie. W Lechii miałem małe szanse na grę, w Polonii łatwiej będzie mi się pokazać – mówi napastnik. Piłkarz trafił na Konwiktorską jakby w „zastępstwie”.

Pierwszą opcją był Ivans Lukjanovs. – Chciałem, by u nas grał, ale piłkarz i jego menedżer zdecydował, że transferu nie będzie. Zostaliśmy wystawieni do wiatru – irytuje się na to wspomnienie szkoleniowiec. Na testy nowego snajpera nie było czasu, Stokowiec postanowił więc sięgnąć po zawodnika, z którym wcześniej już pracował. – Pamiętam Grzelczaka z Widzewa i wiem, że jest w stanie pomóc drużynie – zapewnia.

Przejście do Polonii z pewnością daje mi więcej szans na grę, których w ostatnim czasie, w Lechii, miałem bardzo mało. Trener stawiał na jednego napastnika, nie widział mnie w składzie i bardzo ciężko było się przebić. Wiadomo – nikogo nie satysfakcjonuje siedzenie na ławce rezerwowych lub nawet bycie poza nią. Każdy zawodnik chce grać jak najwięcej. O Polonii dowiedziałem się na początku poprzedniego tygodnia, w ostatnich dniach okna transferowego. Decyzja musiała zostać podjęta bardzo szybko – powiedział stronie oficjalnej napastnik.

Bartosz Frankowski z Torunia poprowadzi mecz 18. kolejki T-Mobile Ekstraklasy pomiędzy Polonią, a Wisłą Kraków. Pierwotnie arbitrem głównym tego spotkania miał być Jarosław Rynkiewicz z Zielonej Góry.

Igor Morozov został powołany na spotkania reprezentacji Estonii z Holandią i Andorą w ramach eliminacji mistrzostw świata. Estonia mecz z Holandią rozegra 22 marca o godzinie 20:30 w Amsterdamie. Cztery dni później o 19:30 będzie podejmować w Tallinie Andorę.

Damian Jaroń został zawodnikiem Polonii Bytom. Piłkarz związał się z pierwszoligowcem półroczną umową.

Źródło: własne / 90minut.pl / Przegląd Sportowy / ksppolonia.pl

Author: Kwikster

Barwy moro, ciemny kaptur, Kwik to dziwny bywa stwór, o swej Polonii marzy dzień i noc i w Gwiezdnych Wojen wierzy moc [wierszyk z czasów ogólniaka... niezmiennie na czasie ;)]

10 thoughts on “O wielkopolskich pomyłkach. Grzelczak liczy na grę. Frankowski poprowadzi mecz z Wisłą!

    1. A może to forma bardzo często używana na wsiach? Np. „Babka poszli do lasu na grzyby”. Mimo wszystko obstawiam literówkę.

  1. i tak, a propos Rumaka, nic nie przebije grepsu z weszlo.pl – wrzuć w translatora google z języka serbskiego „ubiparip” i zobacz co wyjdzie – i wyszło – UBIJ RUMAKA, hahahahaha

  2. A tak a propos poprawek. Kiedyś na DS była możliwość wysłania prywatnej wiadomości i można było dyskretnie zwrócić redaktorowi uwagę. Teraz trzeba publicznie i wygląda to na uszczypliwości pod adresem Kolegów po szalu. I w związku z tym pytanko do Redakcji. Czy ta funkcja (privy) przepadła, czy to ja jestem cienki i nie umiem jej znaleźć? A jeśli przepadła, to czy jest szansa na reaktywację?

    1. Pisz jak coś maila (w dziale redakcja są wszystkie do nas)… co to privów, to na chwilę obecną nie ma szans :/

  3. Pingback: ruay

Dodaj komentarz