„Super Express” cytuje dzisiaj Edwarda Kowalczuka, który przyjechał do Polski by zabiegać o Pawła Wszołka. Zachowanie młodego skrzydłowego ostro skrytykował. – Powiem gbltrost: Wszołek nas oszukał! 

Według trenera przygotowania fizycznego Wszołek w sobotę wieczorem obiecał Hannoverowi, że w środę przyjedzie na testy medyczne i będzie grał dla ich klubu. – Mało tego, podpisał odpowiednie dokumenty w tej sprawie. A teraz nie ma nawet odwagi odebrać ode mnie telefonu i powiedzieć, że się rozmyślił – wyjaśnia w „SE” Kowalczuk. Rozzłoszczeni Niemcy według tabloidu mają nie zostawić sprawy. Wszołek podpisał dokument potrzebny do wystawienia go na listę transferową Bundesligi oraz pod umową między klubami i na jeszcze jednym piśmie. Teraz Hannover zastanawia się nad podjęciem kroków prawnych wobec zawodnika.  Kowalczuk twierdzi, że może dojść do sytuacji, że Wszołek na wiosnę nie będzie grał ani w Niemczech, ani w Polsce.

Jak wyglądała sytuacja w sobotę? Opisuje ją trener. – Chcieliśmy zabrać Wszołka ze sobą od razu do Niemiec, wtedy w sobotę, ale powiedział, że przed wyjazdem chce się jeszcze zobaczyć z rodziną na Pomorzu. Obiecał, że dołączy do nas w środę. Tymczasem wczoraj wieczorem dowiedziałem się od obecnej przy negocjacjach Agaty Wantuch, że Paweł nie przyjedzie. Szkoda, że nie powiedział wcześniej, że nie chce u nas grać. Niepotrzebnie lecieliśmy z dyrektorem Jörgiem Schmadtke z Portugalii do Polski. To niepoważne zachowanie! – grzmi w „Super Expressie” pracownik niemieckiego klubu. Wszołek w kontrze twierdzi, że nie składał Kowalczukowi i Schmadtke żadnych obietnic. Nie było zapewnień!

Przy okazji transferu do Hannoveru nikt nie liczył się z moim zdaniem. Nikogo nie obchodziło, czy ja w ogóle chcę tam iść. Planowałem opuścić Polskę latem, na spokojnie. Propozycję z Niemiec dostałem nagle, o 23 wieczorem, a następnego dnia miałem podpisywać kontrakt. To było szalone, nie wiedziałem o tym wcześniej, nikt ze mną niczego nie konsultował. Komuś zależało, żebym podejmował decyzję bez zastanowienia – powiedział w „Rzeczpospolitej” Wszołek. – Podjąłem decyzję, że zostaję. Ludzie mogą sobie mówić, co chcą. Nie bałem się wyjechać, nie podobał mi się tylko sposób prowadzenia transferu. Okazało się, że do 31 stycznia prawa do mojej karty ma Józef Wojciechowski. Czułem się jak prostytutka sprzedawana na Zachód. Kiedy będę odchodził z Polonii to na spokojnie, bez pośpiechu, żeby się nie pomylić – dodał gracz „Czarnych Koszul”.

W tym samym duchu jest wywiad z portalu „2×45.com.pl”. Wszołek stwierdza w nim, że definitywnie rezygnuje z oferty Hannoveru. Jeśli gdziekolwiek odejdzie to dopiero latem. Skrzydłowy wyjaśnił skąd Niemcy mogli odnieść wrażenie, że chciałby grać dla nich już teraz. – Był moment, że już sam nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Jedni gadali to, drudzy tamto. Od początku mówiłem mojemu agentowi Jarosławowi Kołakowskiemu, że zamierzam zostać w Polonii do końca sezonu. Wiosną chcę udowodnić, że niektóre dobre mecze z rundy jesiennej w moim wykonaniu nie były dziełem przypadku. Chcę się przekonać, że potrafię zagrać cały sezon na wysokim poziomie, to mnie wzmocni psychicznie i pozwoli nabrać większej pewności. Do tego Hannover za dwa dni wznawia rozgrywki, a ja dopiero co zacząłem przygotowania z Polonią. Z tych trzech powodów nie paliłem się do wyjazdu. Potem nagle przyszła oferta i wszyscy naciskali. To była mega szalone. Ani trochę pozytywnie nie byłem nastawiony do odejścia już zimą, ale potem zaczął robić mi się w głowie mętlik. Jestem młody, nie mam obycia z takimi sprawami. Zebrałem kolejne doświadczenie – powiedział „2×45.com.pl”.

Takie rozwiązanie miało martwić Ireneusza Króla. Ten jednak na łamach „Gazety Wyborczej” się cieszy. – Mogę się tylko cieszyć, bo zostaje u nas dobry zawodnik – powiedział właściciel Polonii. – Nie wiem, co się stało, nie mam zielonego pojęcia, jakie są tego przyczyny, że zostaje. Podjął taką decyzję i należy ją uszanować, choć można się zdziwić, bo liga niemiecka stoi na wysokim sportowo poziomie. Świetnie by się tam rozwijał – dodał właściciel „Czarnych Koszul”.

Rezygnacją z transferu Wszołek postawił w kłopotliwej sytuacji Polonię. Pieniądze za transakcję miały jej zapewnić stabilizację finansową, spłatę zadłużenia wobec piłkarzy. Ale właściciel patrzy na to inaczej. – Sprawę ataku mamy załatwioną. Jest Paweł, zostaje u nas Wlado (Dwaliszwili), nigdzie nie rusza się Łukasz Teodorczyk. Będzie grał u nas wiosną, choć w tym przypadku coś może się jeszcze wydarzyć – stwierdził w „GW” Król.

Król nie martwi się o prawo Webstera. Według opinii prawnej jaką uzyskał Wszołek pod nie nie podlega i nie grozi mu odejście z Polonii za grosze. – Zebrałem dwie opinie prawne na ten temat. Paweł wcale nie podchodzi pod reguły tego prawa – tłumaczy prezes Polonii. W sprawie Hannoveru nie będzie wpływał na młodego piłkarza. – Nie mogę na niego wpływać, to jego wola – podkreślił w „Przeglądzie Sportowym” prezes Król.

Marcin Baszczyński na łamach „Faktu” twierdzi, że miał już dość ciągłych kłopotów i dlatego zrezygnował z gry w Polonii. Wraz z odejściem zrzekł się blisko pół miliona zł, jakie należałyby mu się gdyby wypełnił umowę. – Niektórzy mogą mnie nazwać z tego powodu głupcem, ale zaczęło mnie to już męczyć. Od początku mojego pobytu w Warszawie coś było nie tak. Wiadomo jak pracowało się w Polonii za czasów Józefa Wojciechowskiego. Potem pojawił się nowy właściciel i było jeszcze gorzej. Cieszę się, że to już za mną – mówi „Baszczu”.

Jego następcą będzie Igor Morozov, który związał się z „Czarnymi Koszulami” 2-letnią umową. Piotr Stokowiec szybko uznał, że przyda mu się tej klasy piłkarz. – Wreszcie mamy kogoś, kto dobrze wykonuje rzuty karne – ocenił żartem szkoleniowiec nowego zawodnika. W poprzednim sezonie 2012 (Estonia gra systemem wiosna – jesień) został wicemistrzem kraju, ale indywidualnie wybrano go na najlepszego piłkarza ligi.

Swojego zainteresowania „Lado” nie podtrzymuje Legia. Dyrektor sportowy klubu z Łazienkowskiej, Jan Mazurek, twierdzi, że Gruzinowi ofertę składał jego poprzednik Marek Jóźwiak. Następca „Bereta” w „Fakcie” nie wyklucza niczego, ale twierdzi, że media przesadzają z tym, że Legia nalega na ten transfer. Na razie czekają na rozstrzygnięcia w sprawie Marka Saganowskiego i Michała Efira. Jeśli nie wrócą do zdrowia, to będą szukać kogoś na ich miejsce.

W Legii za to oglądać będzie można Tomasza Brzyskiego. Lewy pomocnik Polonii przetransformował się z powrotem w lewego obrońcę. – Sprawa mojego transferu nie była specjalnie nagłaśniana. Po cichutku rozwiązałem kontrakt z Polonią i związałem się z Legią. Wiem, że są różne głosy na temat mojego przejścia. Ale ja po porostu tylko zmieniłem pracodawcę – minimalizuje sprawę „Brzytwa”, który przejmie „pałeczkę” po Tomaszu Kiełbowiczu, byłym poloniście w barwach Legii.

To nie tak, że od dziecka marzyłem wyłącznie o Legii. Ale chciałem grać w takim klubie. Legia jest jednym z najmocniejszych w Polsce. Chyba każdy by chciał tu trafić – powiedział w „Gazecie” Brzyski.

Źródło: własne / Fakt / Super Express / Gazeta Wyborcza / Przegląd Sportowy / Rzeczpospolita / 2×45.com.pl / Wirtualna Polska