Na stronie portalu „Weszło” ukazał się obszerny, ciekawy wywiad z byłym obrońcą Polonii, a obecnie trenerem GKSu Bełchatów Mariuszem Pawlakiem. Obecny trener „Brunatnych” prowadził swój zespół m.in. w meczu przeciwko Polonii w zeszłym sezonie w II lidze.

Mariusz Pawlak

Mariusz Pawlak (fot. Robe6)

Urodzony i wychowany na gdańskim Przymorzu były zawodnik „Czarnych Koszul” szczerze opowiedział m.in. o swoim niespokojnym dzieciństwie pełnym bójek podwórkowych i walki przeciwko oddziałom ZOMO w latach 80.:

Mój tata pracował w stoczni, wujek i chrzestny też. Każdy z moich kolegów miał kogoś bliskiego w stoczni. Pamiętam spotkania po kryjomu, pamiętam legitymującą ludzi milicję. Ja jako młody chłopak się nakręcałem. Pytałem sam siebie: co mogę zrobić, żeby też z nimi walczyć? Sami robiliśmy ulotki i zrzucaliśmy je z dziesiątego piętra. Mieliśmy blisko Polmozbyt, braliśmy stamtąd łożyska, które rozbijaliśmy żeby mieć kulki, a potem rzucaliśmy nimi w ZOMO. Fajnie odbijały się od nocników, które nosili na głowie, z czasem wyciągnęli wnioski i już omijali dalekim łukiem nasz falowiec. Po meczach Lechii też każdy jechał pod stocznię, żeby oddać hołd tym, co strajkują. Nie podejmowaliśmy takiego ryzyka jak starsi, ale przypatrywaliśmy się mocno i robiliśmy co się dało.

Karierę piłkarską, jeśli tak można było to określić, rozpoczynał od udziału w piłkarskich turniejach „dzikich drużyn”. Jako profesjonalny piłkarz stawiał pierwsze kroki w juniorskiej w swojej ukochanej drużynie Lechii Gdańsk, by ostatecznie zadebiutować w dorosłym futbolu w barwach biało-zielonych. Jak twierdzi, poukładanie i rozwój piłkarski zawdzięcza trenerowi Bogusławowi Kaczmarkowi, związanemu głównie z Lechią, ale też mającemu za sobą epizod trenerski przy Konwiktorskiej. – […] Trener Kaczmarek mieszkał na Zaspie, zabierał kilku chłopaków z Przymorza, w tym mnie. Nie ukrywam – dzięki niemu grałem w piłkę. […] Nie powiem, że to był mój drugi ojciec, ale bez niego byśmy tutaj teraz nie siedzieli. Trener dbał o to, by wychować nas na uczciwych ludzi. Wiedział, że większość z nas pochodzi z rodzin robotniczych, że w niczyim domu się nie przelewa i czasem trzeba na nas bata. Z grupy trenera Kaczmarka chyba jedenastu zagrało na poziomie centralnym. Ewenement – wspomina eks-polonista.

Mariusz Pawlak

Mariusz Pawlak (fot. Tadeusz Robaszyński-Janiec)

W trakcie wywiadu pojawia się kilka akcentów polonijnych. Pawlak wspomina przede wszystkim sezon mistrzowski i odpadnięcie drużyny w eliminacjach Ligi Mistrzów w dwumeczu z Panathinaikosem Ateny, ale nie tylko. Również możemy znaleźć anegdotę o swoim pierwszym samochodzie – Fiacie Seicento – kupionym na giełdzie w Słomczynie za pierwsze zarobione pieniądze w Warszawie i o tym, jak został zapamiętany przez… legionistów. – Koledzy miewali porysowane „eLki” na maskach samochodowych. Ja pamiętam, gdy wróciłem do Warszawy z Dyskobolią. Zaczęli w nas czymś rzucać, leciały bluzgi, ktoś został opluty. Awantura taka, że kibice chcieli nam do szatni wejść. Nie pamiętam czy coś im pokazałem czy nie, ale po meczu na mnie czekali. Zawołał mnie Bosman, który trzymał wtedy kibiców Legii, z nim stał też Gruby Piotrek. Każdy myślał, że coś ze mną zrobią, ale oni powiedzieli, że pamiętają mnie z Polonii, że szanują mój charakter, że w Warszawie nic mi nie będzie, ale też żeby to był ostatni raz.  Mam znajomych zarówno w Polonii, jak i Legii. Jak byłem trenerem  Znicza chodziłem na Konwiktorską i Łazienkowską – zdradza „Cygan”.

Pawlak wspomniał także, że siłą złotej drużyną Polonii była wzajemna sympatia piłkarzy. – Nie ukrywam, mieliśmy wtedy świetną atmosferę. Po każdym meczu w Warszawie Maciej Szczęsny organizował spotkania w Lolku na Mokotowie, na które szliśmy z żonami, z dziećmi – wspomina i dodaje, że polonijny klimat złapał także Emmanuel Olisadebe. – Początek miał trudny. Do Wisły przyjechała grupa czarnoskórych, zdawali egzamin podczas sparingu na śniegu. Został tylko Oli, ale nie wyróżniał się niczym poza szybkością i może siłą. Traktowaliśmy go na treningach zdecydowanie ostrzej niż na przykład Arka Bąka, który prowadził nam grę. Widzieliśmy, że Oli odstawia nogę. Treningi traktował ulgowo. Do naszej drużyny taki zawodnik nie pasował. Chcieliśmy pokazać, że też musi walczyć. Emmanuel się z tym otrzaskał, nauczył, a potem widać było to też w reprezentacji – boksował się z obrońcami Ukrainy czy Norwegii.

Cały tekst wywiadu dostępny jest tutaj.

Były obrońca Polonii spędził spędził przy Konwiktorskiej łącznie 7,5 sezonu, rozgrywając w czarnym trykocie 157 spotkań, w trakcie których zdobył 9 bramek.

Źródło: Weszło!
Share