Na portalu „Weszło!” można znaleźć ciekawy wywiad wspominkowy z Dariuszem Dźwigałą. Postaramy się zacytować fragmenty dotyczące Polonii. Całość znajdziecie na stronie „Weszło!”. 

Dariusz Dźwigała

Dariusz Dźwigała (fot. Wielka Polonia)

„DD” najmilej wspomina grę z Janem Karasiem. – Bardzo dużo podpowiadał, był nieoceniony jeśli chodzi o spokój na boisku, poruszanie się. Pamiętam, że bardzo trzymał dyscyplinę taktyczną i wręcz nie dało się go zobaczyć gdzieś w bocznej strefie. Król środka. Widział, kiedy miał czas na przyjęcie, jeśli nie miał – szybko podawał. Oczy dookoła głowy. Świetnie mi się z nim grało. 

W gronie „złych” wspomnień z trenerami Dźwigała wymienia przykrą sytuację z Jerzym Engelem. – (…) kiedy powiedział mi w grudniu, żebym szukał sobie klubu, bo nie mam żadnych szans na wygranie rywalizacji na swojej pozycji. Bardzo mnie to zabolało, że ktoś skreśla mnie jeszcze przed okresem przygotowawczym. Powiedziałem sobie, że udowodnię trenerowi, że jednak będę grał i nie odejdę. Wyszło na moje – grałem w pierwszym składzie i byłem kapitanem. Warto walczyć o swoje, pokazać charakter. Myślę, że mu zaimponowałem.

„DD” najbardziej wspomina historyczny awans z Polonią do Ekstraklasy. – Historyczna sprawa, bo miałem szansę debiutu w najwyższej lidze. 

Dariusz Dźwigała

Dariusz Dźwigała (fot. zbiory rodzinne)

A jak porówna „tamtą” i „tą” ekstraklasę? – Wchodząc do Polonii jako 17-latek ci piłkarze zrobili na mnie takie wrażenie, że uważam, iż poziom czysto techniczny jest obecnie niższy. Motoryka poszła za to w górę. Teraz bez siły, bez szybkości nie zajdzie się na wysoki poziom. Dziś na poziomie ekstraklasy są zawodnicy, którzy mieliby kiedyś problem, żeby załapać się w ogóle do meczowej kadry. Za dużo jest wciskania zagranicznych piłkarzy o średnim potencjale. A ja uważam, że powinniśmy stawiać na zdolną młodzież, bo taką mamy. Niestety, obcokrajowcy są często tańsi niż nasi. Też prowadzę kilku zdolnych piłkarzy i powiedziałem im wprost: „jeśli zgłosi się po was klub z ekstraklasy, nie będę robił wam problemów”. Oczywiście, jeśli przy okazji dobrze wyjdzie na tym klub.

Spora wyliczaka znalazła się w rubryce „największy jajcarz”: – Piotrek Rocki. Wiecznie uśmiechnięty, zawsze szukał jaj w szatni. Do tego śp. Krzysio Jasiński. Jak się spotykaliśmy we trzech to zamiast grać cały czas się śmialiśmy. Sypali żartami jak z rękawa. Jeszcze dodałbym Antka Łukasiewicza i Adama Warszawskiego.

Miano największego podrywacza i „modnisia” zyskał dyrektor ds. marketingu i były kolega z Pogoni Szczecin Radosław Majdan.

Dźwigała bardzo miło wspomina prezesa Polonii z czasów swojej drugiej przygody na K6, czyli Jana Ranieckiego.

Najdłużej na pieniądze czekał u nas. – Trzy-cztery miesiące w Polonii Warszawa. Pamiętam, że nawet w wigilię pojechaliśmy do klubu, żeby dostać jakieś zaliczki na prezenty.

Dariusz Dźwigała, Cezary Moleda i Igor Gołaszewski

Dariusz Dźwigała, Cezary Moleda i Igor Gołaszewski (fot. arturprzybysz.fotolog.pl)

Po zakończeniu kariery Dźwigała utrzymuje kontakt z kilkoma polonistami. Wymienia m.in. piłkarzy tj.: Olek Moskalewicz, Radek Majdan, Bartek Ława, Antek Łukasiewicz, Igor Gołaszewski, Sebastian Kęska, Kamil Kosowski, Piotrek Rocki, Jacek Wiśniewski, Jarek Mazurkiewicz, moja żona jest zresztą chrzestną jego córki. Byłem lubianą osobą, w większości klubów miałem mocną pozycję, więc trochę kolegów mi z czasów kariery pozostało.

Na koniec spełnienie zawodowe. Nieskromnie powiem, że niedosyt. Stać mnie było na dużo, dużo więcej. Teraz mogę się porównać z zawodnikami, którzy osiągnęli ode mnie o wiele więcej. Co prawda tylko na poziomie old boyów, ale umiejętności się przecież nie zapomina. Miałem potencjał na większe granie. 2-3 razy podchodziłem do Legii, ale w tamtym okresie był w Warszawie lepszy ode mnie Leszek Pisz, nie dane mi było podjąć rywalizacji. Duży wpływ na moją karierę – jeśli tak mogę nazwać tę przygodę z piłką – miał też brak menedżera. Takie to były czasy, że nie ufało się agentom. Nie miałem przekonania, że ktoś może mi pomóc. Dziś wiem, że to był duży błąd.

Źródło: Weszło!
Share