Portal „Weszło!” przeprowadził po długim czasie pierwszy wywiad z polonistą. Wybór padł na trenera „Czarnych Koszul” Igora Gołaszewskiego

Igor Gołaszewski

Igor Gołaszewski  (fot. Włodzimierz Sierakowski)

Rozpoczniemy od sukcesów „Konika”. Gołaszewski najmilej wspomina tytuły zdobyte z Polonią na przełomie wieków. Z tego okresu pochodzą także najlepszy piłkarz, z którym występował (Arkadiusz Bąk) i najlepszy szkoleniowiec, u którego grał (Jerzy Engel).

Engela, obecny trener Polonii chwali i uważa za wzór. – Szacunek, podziw, klasa i wzorzec dla mnie, jako przyszłego trenera. Co prawda już trenuję, ale przede mną jeszcze długi proces. Jest dla mnie wzorem. Przede wszystkim chodzi o podejście do pracy. Mistrz motywacji, mistrz taktyki. (…) Też w niektórych meczach wpajam to moim zawodnikom i generalnie staram się zaszczepiać to, co robił trener Engel – mówi w rozmowie z „Weszło!”.

Gołaszewski w Pucharze Ligi Polskiej zdobył koronę króla strzelców. Nagrodę, obiecaną przez PZPN „załatwił” mu Janusz Atlas, którego ceni jako eksperta. – (…) Dzięki jego artykułom doszło do tego, że dostałem nagrodę dla króla strzelców Pucharu Ligi. Samochód o wartości 60 tys. złotych – wspomina „Konik”.

Najbardziej wzruszającą chwilą dla legendy naszego klubu był końcowy gwizdek meczu z Legią, gdy KSP wywalczyło mistrzostwo Polski. Wtedy powoli docierało do nas, że zdobywamy mistrzostwo Polski. To były piękne chwile. Nigdy wcześniej się tego nie spodziewałem. Rzecz jasna parliśmy, były symptomy, ale zawsze trzeba walczyć do samego końca. Wtedy na papierze i w tabelach wszystko stało się jasne.

W trakcie kariery Gołaszewskiego największym jajcarzem w szatni był Mariusz „Wąski” Malinowski, natomiast najmodniej ubierał się… Arkadiusz Kaliszan (Arek nie mógł rozstać się ze swoją piękną grzywą. Zawsze dużo czasu spędzał przed lustrem na jej modelowaniu. Taki polski Cristiano Ronaldo tamtych czasów). Pantoflarz? Tu możemy się tylko domyślać, że chodzi o Grzegorza Wędzyńskiego

Jeśli chodzi o pion zarządzający, to na jednym biegunie znalazł się Janusz Romanowski, zaś na drugim Ireneusz Król Józef Wojciechowski.

Igor Gołaszewski

Igor Gołaszewski (fot. Robert)

Gołaszewski nie ukrywa, że najbardziej zżył się z kibicami „Czarnych Koszul”. – W Polonii jestem od dwudziestu lat. Od momentu, kiedy walczyliśmy o awans do Ekstraklasy, po dziś, kiedy próbujemy ją odbudować i jak najszybciej wspiąć się po ligowych szczebelkach. Nigdy jednak nie postrzegałem się jako idola. Zawsze wiedziałem, że jestem wyrobnikiem, walczakiem. Ładowałem w to całe serce. Uważałem, że jak wychodzę na boisko, to muszę dać z siebie wszystko. Kiedyś kibice chcieli zastrzec numer dziesięć, ale odmówiłem, bo nie czuje się legendą. Legendą człowiek staje się w momencie, kiedy go zabraknie. Ja jestem żywy i dla Polonii mogę zrobić jeszcze wiele dobrego – mówi w rozmowie z portalem „Weszło!” i dodaje, że wielokrotnie całował herb naszego klubu, bo był przekaz dla kibiców. Dla tych, którzy siedzą, dopingują i są wiernymi fanami.

Jak ocenia swoją karierę? – Spełnienia nie było, pozostał duży niedosyt. Zawsze można było zrobić więcej. Tym bardziej, że przygodę z piłką zacząłem bardzo późno, w wieku dwudziestu dwóch lat. Wcześniej trenowałem lekkoatletykę. Nie wiadomo, jak by to było, gdybym od początku skupił się na futbolu. Z drugiej strony na pewno nie byłbym tak dobrze przygotowany wydolnościowo, szybkościowo. Ogólnie fizycznie. Nigdy nie zadebiutowałem w kadrze Polski. Więcej mogłoby być też tych sukcesów. Zadomowiłem się w Polonii i z perspektywy czasu nie żałuję. To jest mój klub, mój ulubiony, z którym w Polsce osiągnąłem wszystko. Kwestie finansowe, które po drodze mu przeszkadzały, spowodowały, że tych sukcesów było niewiele – zdradza i dodaje, że dzisiejszym zawodnikom zazdrości warunków treningowych, finansowych. Wiele razy myślałem, że gdybym grał w Polonii za czasów prezesa Wojciechowskiego, to mógłbym żyć spokojnie i dostatnie. A miałem wgląd w kontrakty i sumy, jakie zarabiali jego piłkarze. Jestem zły i jest mi przykro, że nie potrafili tego uszanować. Ja za takie pieniądze zdarłbym z siebie skórę i zaorał boisko. Prezes może i miał humory, ale płacił bardzo dobrze. Piłkarze tego nie uszanowali.

A którego kolegę najmilej wspomina po zakończeniu kariery? Oczywiście Arek „Bączek”. Jest za granicą, ale cały czas mamy ze sobą kontakt. Wyjechał z całą rodziną. Kiedy bywa w Polsce, to zawsze się widzimy. Z nim mam dziś najlepszy kontakt.

Gołaszewski wspomniał też o Tomaszu Jodłowcu. – Chłopak związany z Polonią, zawsze sumienny, walczak. Nigdy nie odpuszczał. Nawet jeśli miał pogłębiającą się kontuzję, to blokada i jazda. W pewnym momencie tych praktyk zaprzestano, bo mogły odbić się na jego zdrowiu w przyszłości. Rozwinął się i dobrze, że nie poszedł za granicę. (…) 

Strona oficjalna ujawniła listę linii autobusów, które będą ozdobione polonijnymi grafikami. Będą to linie: 102, 108, 119, 126, 135, 139, 142, 146, 157, 165, 166, 168, 170, 173, 176, 178, 179, 191, 195, 198, 199, 209, 212, 222, 227, 314, 317, 326, 338, 516, 705, 707, 710, 715, 717, 727, 739, 740, 742, 743, 807, 809, L-6, L-7, L20, L22, N01, N03, N14. 

Cały materiał, który gorąco polecamy znajdziecie na stronie „Weszło!” [link tutaj]

Na zgliszczach zbombardowanej Warszawy Polonia zdobyła najcenniejsze trofeum  – tytuł Mistrza Polski. W październikowej Skarpie Warszawskiej Gabriela Jatkowska przybliża czytelnikom zapominaną historię klubu z Konwiktorskiej. Materiał dostępny tutaj.

Źródło: własne / Weszło! / Rytm Warszawy / kspolonia.pl
Share