W najnowszym 67 odcinku Polo Newsów Marcin Markowski wraz Tomkiem i Kaszkietem m.in. przeanalizowali najciekawsze spotkania 4 kolejki Betclic I ligi – w tym rzecz jasna przegraną podopiecznych Piotra Stokowca z Pogonią Siedlce. Nie zabrakło również analizy możliwych scenariuszy sobotniego meczu w Niecieczy i zaproszenia na przypadającą w najbliższy weekend kolejną edycję Turnieju o Puchar Pamięci Małego Powstańca.




Bardzo dokładnie staraliście sie zanalizować co się wydarzyło w Siedlcach. Zwróćcie uwagę na oceny piłkarzy i trenera. Praktycznie wszyscy zagrali padakę. Nie zastanowiło Was to ? Dużo poświęciliście imprezie pożegnanie lata na K6. Gdyby tak przekonać Klub aby zrobic promocje na jedzenie i picie (choćby bezalkoholowe). Co kupujemy na stadionie ? Co 2 tygodnie szalik, kubek koszulkę ? No raczej nie. Kupujemy jedzenie i napoje. To NIECH ONE KOSZTUJĄ TYLE ZEBY nie czuć się jak w restauracji a na stadionie.
W pierwszych słowach mojego listu – ups – mojej wypowiedzi 😀 – pragnę zapewnić, iż nie mam zamiaru kogokolwiek pouczać (z panem trenerem Stokowcem na czele), ponieważ nie posiadam kompetencji trenerskich jakichkolwiek. Ot, chciałbym się wypowiedzieć, jako prosta kibic.
Odnoszę wrażenie, że w polskiej piłce kopanej nie stosuje się zasady, która od wielu lat obowiązuje np. w piłce niemieckiej, czy też włoskiej. Jest prosta: jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Jesteś słaby w ostatnim meczu? Ława rezerwowych i konieczność wykazania podczas treningów, że zasługujesz na kolejną szansę.
Przykładów jest bez liku, aż trudno wszystkie (ba – większość!) wymienić. W lidze włoskiej kluczowi bywali Linetty, Bereszyński, Drągowski, Zalewski, Urbański. No i w pewnym momencie utracili formę. I co się stało? Zasiedli na ławie rezerwowych, potem nie wchodzili nawet na ławkę. Dlaczego? Nie przyjmuję wytłumaczenia, iż trener ich nie lubił. Byli zbyt słabi i nie dali rady się ogarnąć, albo się ogarnęli i wrócili do składu. Ta przypadłość miała miejsce nawet w stosunku do bez wątpienia piłkarza klasy światowej, jakim jest Zieliński.
W lidze niemieckiej jest tych przykładów tyle, że aż mi się nie chce ich odszukiwać. Mówią o tym ci piłkarze, którzy w ligach niemieckich grali, to nie są moje fanaberie.
No, to wracamy na polskie podwórko.
Jeśli piłkarz jest ewidentnie bez formy, to są dwie szkoły: falenicka i otwocka:
– wpuszczamy takiego do pierwszego składu mimo, że nic nie gra – może się odblokuje,
– zsyłamy go do „klubu kokosa”.
Do czego piję? W meczu z Pogonią Siedlce w pierwszej połowie graliśmy dziewięciu na jedenastu. Kostorz, a zwłaszcza Dadok grali tak, jakby ich nie było, a nawet gorzej, ponieważ psuli dobrze zapowiadające się akcje pogłębiając frustracje pozostałych zawodników wynikającą z tego, że „nie idzie”. Obaj piłkarze są „pod formą”. Zgodnie z zasadami obowiązującymi w ligach włoskiej i niemieckiej, nie powinni w ogóle grać. Powinni skupić się na solidnych treningach, udowodnić, że warto na nich znowu postawić i dopiero wówczas zagrać w lidze. Nie zaszkodziło by im zagrać w rezerwach całego meczu nie po to, aby ich upokorzyć lecz po to, aby na niższym szczeblu nabyli pewności siebie. IV liga mazowiecka jest moim zdaniem jedną z najlepszych w Polsce i sprawdzenie się tam również nie jest takie łatwe. A gdyby tak Kostorzowi udało się walnąć hattricka, a Dadokowi wkręcić w glebę kilku obrońców na raz i zacentrować Kostorzowi na nos – to ta pewność siebie bez wątpienia by wzrosła, co mogłoby się przełożyć na wzrost ich użyteczności w I lidze.
Pragnę dodać, że ja bardzo lubię Dadoka. Dadoka w formie, jednakowoż… Dadok bardzo często zmienia kluby, ponieważ nie potrafi utrzymać dobrej formy przez dłuższy czas. Dlaczego? Nie wiem, ale Dadok w formie potrafi kiwnąć, dośrodkować z bardzo trudnej pozycji, walnąć z dystansu. Popatrzmy ile bramek i asyst miał w zeszłym sezonie.
Co do Kostorza, to nie wiem, czy jest dobry, czy slaby, ponieważ w zeszłym sezonie grał zbyt mało, by go ocenić. W tym gra wszystko i wszystko słabiutko. Może on potrzebuje, żeby mu jakaś (jak mawia trener Brzęczek) klapka w głowie przeskoczyła, albo tego hattricka w rezerwach?
Przepraszam za zbyt obszerny tekst. Wiem, że niektórzy napiszą, jak na portalu Weszło – „za długie, nie czytam”. Ale skoro dyskutujemy, to i ja dałem głos. Mądrzejszy, czy głupszy? Wszystko jedno: muszę bo się uduszę ;)…
Bardzo dobry wpis Mountas.
Lubie takie bo porównuję moje obserwacje z innymi. Moja teoria jest taka że większości zawodnikom się po prostu nie chce. Skrab, Gnasse czy Dadok mają około 30tu lat i karierę która się kończy powoli. Oni nic nie mają do udowodnienia, zadowoleni są z sytuacji w której się znaleźli, i tak za rok czy dwa ich tu nie będzie. Fenomen Zjawińskiego polegał na tym że miał 23-24 lata jak do nas trafił i parę lat grania przed sobą. Chciał do Legii czy ekstraklasy i robił wszystko żeby się tam dostać. Po prostu ambicja kazała mu dawać 100% w każdym meczu i nawet gdy drużyna grała słabo on sam się starał dobrze wypaść. Teraz mamy drużyne w której są starsi piłkarze i bardzo młodzi. Młodzi potrzebują czasu. Podoba mi się że trener stara rozwijać młodzież ale to jest jedyny plus narazie jaki widze. Ta kadra nie wygląda najlepiej ale to wynik błędów poprzednich trenerów i pewnie też Kosiorowskiego. Niektóre transfery były mocno chybione. Szkoda tego czasu i pieniędzy.
Wiecie co ? Kolouris – król strzelców polskiej ligi sprzed roku poszedł do Wieczystej. Był o wzięcia za darmo. Ile dostał za podpis ? 3 mln zł ? Ale za kontrakt ? 2 mln za rok ?
Chyba własciciel Wieczystej nie jest aż tak bogaty jak nasz właściciel. Nawet na pewno – majątek Kwietnia – 500 mln zł, Nitot – 1 000 mln zł.
Ale my szukamy napastnika….. za darmo .
Kto smaruje ten jedzie.
Według ocen firm specjalizujących się majątek pana Kwietnia ocenia się na ok. 0,5 miliarda zł, zaś pana Nitot – na ok. 1,15 miliarda zł.
Nie oznacza to, że panowie posiadają takie piniędze na koncie w PKO S.A. ;).
Wolne środki na fanaberie, to zupełnie coś innego w stosunku do ogólnego bogactwa milionera.
Pan Kwiecień się uparł, żeby wydawać na swoją fanaberię (Wieczysta) środki horrendalne w stosunku do swojego majątku trwałego i obrotowego. Pan Nitot aż tak bardzo się nie zafiksował, ale również złapał bakcyla i wydaje coraz więcej.
Morał z tego następujący: nie usiłujmy wydawać nie swoich piniędzy na fanaberie bogacza. Cieszmy się, że nadal chce coś wydawać i jeszcze sie nie zniechęcił.
Sie zniechęci, to będziemy mieć krokodyla w białym z jakimś słupem w postaci tłustej świni bis. Oby nie…