Ostatni kapitan przedwojennej reprezentacji

Na łamach Interii można przeczytać artykuł o legendarnym Władysławie Szczepaniaku. W ramach cyklu „Piłkarskie legendy orłów” możemy poznać kilka ciekawostek związanych z jednym z najlepszych piłkarzy Polonii w historii. 

Władysław Szczepaniak

O wychowanku „Czarnych Koszul” kibice ułożyli nawet specjalną przyśpiewkę: Szczepaniak, Szczepaniak, tyś warszawski cwaniak. Przyszły kapitan kadry został wypatrzony przez trenerów Polonii na Agrykoli. Pierwsze spotkania piłkarskie rozgrywał na pobliskich Polach Mokotowskich i na Agrykoli. Tam też zaczął poważnie grać w piłkę. Młodego, zdolnego piłkarza podczas gier podwórkowych wypatrzyli trenerzy i zaprosili na treningi. 

Trenował najpierw na klatce schodowej swojego mieszkania przy Mokotowskiej. Jak uderzył przypadkowo w drzwi to sąsiadka robiła awanturę, nieraz go biła. Starał się nie trafiać w drzwi, ale dla świętego spokoju przeniósł się na podwórko. Tam miał dwumetrowy mur i jeżeli uderzył centymetr za wysoko, piłka wylatywała za ogrodzenie. Żeby nie przechodzić po drabinie na drugą stronę, nauczył się więc tak kopać, żeby piłka nie wylatywała za ogrodzenie. Dlatego Władziu tak celnie uderzał. Jego popisową sztuczką było uderzenie zewnętrzną częścią stopą. Schodził do środka boiska i strzelał w ten sposób albo podawał. Wyćwiczył tę umiejętność na podwórku – wspomina w rozmowie z Interią Jerzy Piekarzewski.

Z klubem z Konwiktorskiej związał się na całą piłkarską karierę (1926-48). Grę łączył z pracą. Trenował dwa, trzy razy w tygodniu plus mecz raz na tydzień albo w klubie albo w reprezentacji. Romantyczne czasy piłki nożnej. Mimo tego, że piłka nożna w tamtym okresie była mocno amatorska, to Szczepaniak był wspaniały. Piekarzewski wspomniał nawet ciekawą konkurencję, której dziś nie powstydziliby się uczestnicy programu „Turbokozak”: – Kiedy byłem młody i chodziłem na Polonię pomagać trenerom Władziu prosił mnie o to, żebym wieszał na bramce chusteczkę, raz na środku, raz z boku, ale żeby ta chusteczka w bramce wisiała. Władziu kopał i prawie zawsze trafiał w tę chusteczkę.

Cały tekst znajdziecie na portalu Interia.pl [kliknij tutaj].

Author: Kwikster

Barwy moro, ciemny kaptur, Kwik to dziwny bywa stwór, o swej Polonii marzy dzień i noc i w Gwiezdnych Wojen wierzy moc [wierszyk z czasów ogólniaka... niezmiennie na czasie ;)]

1 thought on “Ostatni kapitan przedwojennej reprezentacji

  1. Pingback: collision repair

Dodaj komentarz