Czarnota o Nitocie, modernizacji i przygodzie z Polonią

Wywiadu dla portalu „Weszło!” udzielił mecenas Marek Czarnota, przewodniczący rady nadzorczej Polonii Warszawa S.A. i pełnomocnik hrabiny Krystyny Bnińskiej-Jędrzejowicz (byłej akcjonariuszki Spółki).

Jerzy Engel, Marek Czarnota

Czarnota zdradził, że odetchnął. Teraz trzeba wprowadzić nowego właściciela w sprawy klubu, aby ta dobra karta nie została sknocona. Mecenas wyznał także, że nie obawiał się odstąpienia Grégoire’a Nitota po „akcji transparentowej”. – Odezwał się z Wietnamu tylko jednym tekstem: gra nadal, jest zainteresowany i to go nie powstrzyma – powiedział w rozmowie z „Weszło!”.

Nitota próbowano zniechęcić później w brawurowy sposób. Kibice Legii wtargnęli do siedziby Sii Polska i rozrzucili ulotki, na których były groźby pozbawienia zdrowia, groźby dotyczące dzieci pana Nitota. Dowidziałem się o tym, gdy wszedłem na spotkanie do prawnika pana Nitota. Była policja i spisywała zeznania.

Przewodniczący rady nadzorczej skrytykował także środowisko polonijne, przez które z wsparcia Polonii wycofał się Józef Wojciechowski. – (…) zobaczyło dobrego wujka sponsora Wojciechowskiego, to zaczęło wyciskać tyle, ile się da – mówi o złym działaniu doradców JW.

Czarnota negocjując z Nitotem miał plan awaryjny, w przypadku niedogadania z Francuzem.

A jak doszło do całej sprawy? Dzięki pomocy Lucjana Siwczyka, który „przyprowadził” go i namówił na pomoc:  – Sam przyszedł i to dosyć dawno. Myślę, że to jest młodzieńcze marzenie pana Nitota, by być właścicielem klubu piłkarskiego. Półtora roku temu trafił do Polonii, wówczas do jednego z dwóch największych akcjonariuszy, pana Lucjana Siwczyka. Odbyli długą i serdeczną rozmowę. Temat jednak zawisł, rozmył się, pojawił się po raz kolejny w październiku-listopadzie ubiegłego roku. No i w parę miesięcy negocjacje zakończyły się wejściem pana Nitota na spotkania z zarządem i drużyną, kiedy przedstawił się jako nowy właściciel.

Negocjacje toczyły się długo, bo Nitot chciał „uporządkować” niektóre sprawy w Spółce. – Bo też i parę rzeczy trzeba było posprzątać. Pan Nitot po zorientowaniu się w sytuacji przedstawił dwa warunki. Pierwszy był taki, że chciał dostać kontrolny pakiet akcji, czyli mieć bezwzględną większość, co było stosunkowo proste. Główny akcjonariusz, pani Bnińska-Jędrzejowicz, miała 36% akcji, a pan  Siwczyk 21%. Drugim warunkiem pana Nitota było to, żeby trzy stowarzyszenia kibiców zrzekły się swoich akcji i uprawnień – a mogły delegować dwóch członków do rady nadzorczej i wspólnie jednego do zarządu. To trwało trochę dłużej, ale kiedy osiągnęliśmy porozumienie, sprzedaliśmy akcje. Choć trzecie stowarzyszenie podjęło decyzję dopiero w miniony wtorek. A potrzebowaliśmy nowego inwestora przed rozpoczęciem pierwszego meczu.

Anna Wyganowska-Krzynówek, Grégoire Nitot

Po pierwszych ruchach Francuza pora na kolejne, wśród których jest audyt Spółki. – Nie wiem, ile potrwa, ale w gruncie rzeczy pan Nitot chce sprawdzić, czy nie mamy jakichś trupów w szafie. Jeżeli nie mamy, to on nie ma wątpliwości, że chce grać dalej. W międzyczasie będzie trzeba podejmować decyzje dotyczące następnych wypłat. Pan Nitot do 30 czerwca obejmie za 2 220 000 złotych jeszcze połowę dostępnych akcji i będzie stroną mocno dominującą. Te pieniądze wystarczą na spłatę wszystkich długów, łącznie tych z miasta – tłumaczy Czarnota i podkreśla, że dopóki właściciel Sii Polska nie obejmie wspomnianych aktywów, może się rozmyślić…

Na razie Czarnota nie wie kiedy i czy w ogóle Nitot zacznie rewolucję kadrową w Polonii. – (…) Mam wrażenie, że będzie się starał z obecnych ludzi wybrać swój własny team. Oczywiście swoich ludzi też wprowadzi. Ale to jeszcze przed nami – mówi w rozmowie z „Weszło!” i dodaje, że do czasu pełnego przejęcia klubu przez Francuza pozostanie przewodniczącym rady nadzorczej.

Adwokat zaangażował się w Polonię po spadku z II ligi. Wtedy zmienił się zarząd (Jerzego Engela zastąpił Janusz Kopeć), a klub był mocno zadłużony. – Tak naprawdę o tym, że klub będzie dalej istniał, zadecydowała pani Krystyna i pan Lucjan, który się do niej przyłączył. Przez trzy lata wpompowali w to dobrze ponad milion złotych. To nie była suma potrzebna do rozwoju, ale do przetrwania. Od pozostałych akcjonariuszy coś jeszcze ciekło, jeden, drugi, trzeci podpierał ten klub przez półtora roku. Natomiast w ostatnim roku nikt już nie chciał, bo nie wierzył, że coś z tego będzie. Została tylko pani Krystyna. No i ja – tłumaczy Czarnota.

Wyjaśnił również fale odejść z klubu: – Przykro mi, że odeszli, że nie wytrzymali, ale nie mam żadnych pretensji, bo myśmy ostatnie pieniądze wypłacili w końcu października. Wtedy spłaciliśmy długi. Ale od października nikt nie dostawał żadnych pieniędzy. Może dwóch czy trzech piłkarzy w styczniu. Natomiast były długi wobec trenerów, bo spłaciliśmy piłkarzy, ale trenerów nie. Krzysztof Chrobak odszedł, ponieważ doszedł do wniosku, że tak się nie da jechać. Część piłkarzy odeszła, gdyż straciła nadzieję. Ja też bym może stracił, gdy dwa tygodnie przed rundą wiosenną nie było nic widać i słychać, tylko opowieści, że może coś będzie. Oni mają żony, dzieci, niektórzy utrzymują się tylko z klubu, więc poszli, ponieważ musieli. Przyszli inni, ale to wszystko stało się trochę za późno, ponieważ gdybyśmy mieli pana Nitota na pokładzie i moglibyśmy to zakomunikować tydzień – dwa wcześniej, mielibyśmy większy wybór w oknie transferowym. W tej chwili mamy skompletowaną drużynę, ale brakuje nam dublerów na dwóch kluczowych pozycjach. W ataku i na środku obrony. Pozostaje liczyć, że gdzieś z rynku jacyś wolni strzelcy się pojawią. Jak nie, do końca rundy będziemy musieli zagrać takim składem – mówi i dodaje, że Francuz spłacił długi w stosunku do aktualnych pracowników. W stosunku do tych, którzy odeszli planują spłaty do końca marca.

Zdaniem mecenasa Polonia powinna się utrzymać w III lidze. – (…) Jestem optymistą. Utrzymamy się w trzeciej lidze. Tym chłopakom strasznie zależy – twierdzi i dodaje, że ewentualny spadek klubu do IV ligi nie przeraża Nitota. Mimo to klub nadal rozmawia z nowymi piłkarzami. Teraz można kontraktować zawodników „z kartą na ręku”. Póki co Czarnota nie chciał zdradzać szczegółów negocjacji. Zdradził natomiast, że prowadzi rozmowę z doświadczonymi expolonistami, którzy mogliby zaangażować się w pracę w klubie (redaktor Weszło! wymienia tu nazwiska: Chrobaka, Piotra Dziewickiego, Igora Gołaszewskiego i Sebastiana Przyrowskiego, który związany jest z MKS-em).

Jerzy Engel, Jerzy Engel jr

Czarnota wyklucza powrót Engela. Uważa, że historia powinna toczyć się dalej i do pewnych spraw nie powinno się wracać. – Ciągle walczy się z Engelem albo o Engela, a to wszystko mit. Engel w pewnym momencie po prostu odszedł z klubu, zrezygnował z bycia prezesem. Od tego czasu pojawia się, mamy dosyć sympatyczne relacje, wie, co się dzieje w klubie, ale nie ma na nic wpływu. To są mity i bzdury. I nie ma wpływu, bo ktoś mu zakazuje, tylko z własnego wyboru. Zdaniem przewodniczącego rady nadzorczej Engel był dobrym prezesem, który narobił trochę głupstw. – Jego głównym błędem było to, że uwierzył we własny projekt i to, że miasto pozwoli mu ten projekt zrealizować.

Przedstawiciel hrabiny Bnińskiej-Jędrzejowicz ustosunkował się także do współpracy z Miastem. – (…) Miasto po raz pierwszy w roku ubiegłym zdecydowało, że kluby trzecioligowe mogą być zasilane z budżetu miasta. Było na to półtora miliona złotych. 500 tysięcy poszło na Polonię. Nie ukrywam, że bez tych pieniędzy byśmy nie przetrwali. Drugą podporą miała być komunalna spółka, która finansowałaby Polonię, ale to się nie spełniło mimo obietnic. Wejście pana Nitota zmienia rzeczywistość o tyle, że dostajemy bazę budżetową i środki na spłatę długów. Miasto ma w tych długach w tej chwili 1 300 000 złotych. Ten dług bierze się stąd, że płacimy za każdy dzień meczowy. Pomysł, by miasto nam pomagało, działa na zasadzie: damy wam pieniądze, ale płaćcie za stadion – wspomina i dodaje, że pomoc ratusza powinna być, bo częścią specyfiki warszawskiej jest to, że spółki lokalne nie chcą wspierać lokalnej piłki nożnej, bo jeśli już są, to wspierają Legię, a Polonii się boją, gdyż kibice Legii to namierzają. Takie są realia. Duże koncerny, które mają tutaj siedziby, nie są zainteresowane trzecioligowym poziomem. Jesteśmy w czarnej finansowej dziurze. Byłoby więc uczciwie, gdyby miasto wspierało Polonię, ale nie wiem, jak to będzie dalej.

Czarnota uważa, że Polonia powinna mieć nowy obiekt, a na pewno mogłaby mieć nowe toalety. Swoją filozofię dotyczącą obiektu nazywa nieortodoksyjną: –  Jeśli miałby być to stadion, który wybrano przez miasto w konkursie, to może lepiej poczekać na lepszy projekt. Trzeba coś wybrać. Albo Polonia będzie płaciła 40-60 tysięcy za dzień meczowy, albo będzie miała obiekt, który wyjdzie w dniu meczowym na zero i może coś jeszcze dorzuci do klubu. Obecny projekt jest takim, w którym zawsze będzie trzeba coś dokładać. To trochę bez sensu, tak się nie da działać, szczególnie w mieście, które nie jest skore do finansowania piłki.

Adwokat hrabiny na koniec zdradził czego nauczyła go przygoda z Polonią: – (…) gra się do końca. Pan Nitot zapytał mnie w pewnym momencie negocjacji: – Wszystko okej? Ja sobie przypomniałem stary dowcip o bacy. Wpadł do studni i wołają za nim: – Wszystko okej, baco? – Okej! Jeszcze lecę. To jest o Polonii. W życiu zawsze są górki i doły, trzeba wykorzystywać szanse do momentu, aż pojawi się nowa. Tego uczy przykład Polonii.

Całą rozmowę znajdziecie na portalu Weszło! [link]

Author: Kwikster

Barwy moro, ciemny kaptur, Kwik to dziwny bywa stwór, o swej Polonii marzy dzień i noc i w Gwiezdnych Wojen wierzy moc [wierszyk z czasów ogólniaka... niezmiennie na czasie ;)]

5 thoughts on “Czarnota o Nitocie, modernizacji i przygodzie z Polonią

  1. To sie w glowie niemiesci w kraju europejskim kibice groza dzieciom bo ojciec chce sponsorowac inny klub….a co na to wladza …wszystko ok….
    Z tym stadionem po czesci to prawda jesli miasto ma wydac 400 milionow i halka ma miec 1 tys pojemnosci a na reszcie gruntow ma byc plac dla golebi bo architekt tak uwaza a obok stadionu jusz stoja wysokie bloki a tu tylko 15 metrow wysokie to zecywiscie to niewiem czy to ma sens …..moze zrobic wywiad ze sponsorem jaka on ma wizje ….bo dla mnie osobiscie hala powinna miec 5 tys ludzi w takim miescie bez jaj 1 tys to jak koszykarki /koszykarze awansujs do najwyzszej ligi to gdzie beda grac na torwaze….
    Dla mnie to hore zeby architekt wstrzymywal rozwoj klubu….niech moze popatrzy jak obiekty powstaja w innych miastach Europy gdzie zabytki sa duzo starsze jak u nas ….pozatym to jest kawal drogi do starowki…bez jaj..

    1. Fakt.Hala na 1000 osób to żart.Takich maleństw to jest w Warszawie kilka .

Dodaj komentarz