Bycie psem ogrodnika wychodziło legionistom zawsze bardzo dobrze. Tak jest i tym razem. Po popełnieniu ostatniego felietonu zacząłem dostawać informacje, że fanom klubu z Łazienkowskiej znów stadion Polonii zaczął przeszkadzać.

Argumenty oczywiście są te same – frekwencja i stanie nad grobem (III liga). No cóż nie jesteśmy w podobnej sytuacji do żadnego klubu, który od miejskich rajców otrzymał nowy obiekt. Problem Polonii znają co najwyżej łódzcy fani. Czasy ekstraklasy są nam obce od 6 lat, a szans na poprawę na razie nie widać.

Zastanówmy się może jednak dlaczego nam ten stadion się należy? Warunkiem najważniejszym jest dla mnie obietnica poprzedniej prezydent m.st. Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, która kilkukrotnie obiecywała powstanie ładnego, nowego obiektu przy K6. To czysta przyzwoitość nakazuje, żeby obiekt wreszcie powstał. Gdy Warszawa zyskała nowy stadion Legii, a następnie Stadion Narodowy nikt nie rozmyślił się w sprawie terenów przy Konwiktorskiej.

Zejdźmy jednak z argumentami głębiej. Nowy obiekt może być dla Polonii lewarem, który napędzi klub i jej kibiców. Stadion im. Kazimierza Sosnkowskiego mimo swojego klimatu nie spełnia biznesowych funkcji, a dodatkowo jest słabym argumentem dla nowego fana. Wielokrotnie słyszeliśmy od włodarzy klubu, że rozmowy biznesowe prowadzić muszą poza K6, a to z powodów banalnie prostych – nie ma na nim miejsca gdzie można spokojnie porozmawiać, w ładnych warunkach z potencjalnym biznesem.

Jeśli ten górnolotny argument nie przekonuje, to zapewne każdego zaspokoi sprawa prostej instalacji sanitarnej, która na Muranowie aż bije po oczach. Wytrwałość fanów Polonii do stojących przed trybunami toi-toi-ami jest zdumiewająca. W momencie gdy fani Wisły, Lecha, Lechii czy Śląska mogą w ludzkich warunkach zrobić co trzeba, nasi fani nie mają prosto. Trudno też zabrać niezdecydowanemu nowemu widzowi argument za jednorazową wizytą. W takich warunkach trzeba sporej wytrwałości do pozostania z klubem na dobre i nas złe.

Polonia do pewnego momentu, jeszcze za czasów ekstraklasy, miała dość zbliżoną do Legii publikę. Stary stadion CWKS-u nie pozwolił im na rozwinięcie w pełni skrzydeł. Polonia też powoli zbliżała się do utrzymania publiki, niestety degradacja zabrała go. Widownia, której teraz na K6 nie ma przywykła do luksusu oglądania futbolu dużego. Gdy odpadł warunek sportowy odeszli. Co ciekawe nie wyemigrowali na Ł3. Czekają nadal w uśpieniu czekając na zmianę przy K6, bo wiedzą, że takiego klimatu na Legii nie uraczą. Bogatsza oferta stadionowa (np. restauracje na stadionach, strefy biznesowe, telebimy, punkty gastronomiczne itp.) może być dla fanów dużym bodźcem do częstszego goszczenie w domu „Czarnych Koszul”.

Warto pamiętać, że w przeciągu dekady standardy życia, wymagania odbiorców widowiska sportowego na tyle się podniosły, że oni często nie akceptują oferty podawanej im w zniszczonych, starych obiektach. Dodatkowo nowe areny miały wpływ na medialność meczów, dzięki czemu wzrośnie wartość produktu, jakim są transmisje meczów. Przykład Korony Kielce pokazuje, że na jakość widowiska w dużym stopniu wpływa jakość infrastruktury stadionowej – w pierwszych miesiącach po oddaniu nowego stadionu w Kielcach, Korona była jedną z częściej transmitowanych drużyn w Ekstraklasie między innymi ze względu na widowiskowość nowego stadionu.

Frekwencje? Widownia na stadionach po wybudowaniu nowego obiektu średnio wzrasta o 129,64%. Na Legię w ekstraklasie przychodziło przed modernizacją mniej ludzi niż obecnie. Nikt wtedy nie podnosił argumentu frekwencji… Na Legię przyszli, to i na Polonię przyjdą nowi!

Dodatkowym argumentem dla Warszawiaków może być fakt, że wiele imprez jak np. ME U17 omija nasze miasto ponieważ wymóg UEFA jest jasny. Obiekt do rozgrywek tego typu musi mieć pojemność miedzy 15-20 tys.

To miejsce doświadczone wieloma tragediami zasługuje na renowację i oddanie mu jego chwały. Tym co zapomnieli warto przypomnieć takie fakty:

  • prekursor polskiego futbolu (jej zawodnicy wystąpili choćby w pierwszym historycznym meczu naszej kadry narodowej),
  • Polonia była pierwszym założycielem ligi w 1927 r.,
  • przed wojną na K6 zasiadał celebrycki salon Warszawy,
  • jest pierwszym mistrzem Polski z stolicy („mistrz na gruzach”),
  • jako nieliczni byli otwarci i polscy zarazem – gdyby nie odrzucenie patronatu milicyjnego pewnie Legii i Gwardii by nie było,
  • po powrocie na szczyt, w wolnej Polsce wróciła do elity,
  • klub wychował wielu arcymistrzów, których z grzeczności nie wymienimy z nazwiska (nie chcemy nikogo pominąć).

To kawał historii, którego nie można skazać tak po prostu na powolną śmierć. Piłka napędza Polonię i jest najważniejsza. Nie zapomnijmy też o innych dyscyplinach, które zyskają na modernizacji. Koszykówka będzie mogła uzyskać podobne argumenty co piłka i powrócić na szczyt. Mniej aktywne sekcje też czekają na nowe warunki i infrastrukturę.

Wystarczy tylko dobra chęć, której od władz miejskich powinniśmy oczekiwać!