Przed meczem z Olimpią Elbląg Marcin Bratkowski porozmawiał na łamach „Przeglądu Sportowego” z powracającym do Polonii Danielem Gołębiewskim.

Daniel Gołębiewski

Daniel Gołębiewski (fot. Tadeusz Robaszyński-Janiec)

„Dyzio” w swoim stylu podsumował cypryjski okres przygotowawczy zespołu. – Porównując z czasami Ireneusza Króla (prezes, który doprowadził Polonię do bankructwa i degradacji z ekstraklasy do czwartej ligi – przyp. MB), to zrobiliśmy duży postęp. Cieszy mnie to, że tym razem nikt przedwcześnie nie wyjechał z obozu, mogliśmy trenować w 25, a nie trzynastu (śmiech). Jest progres! Zobaczymy co będzie dalej… – stwierdził w „PS” i dodał, że mimo tego, że klub występuje w II lidze to organizacja jest ekstraklasowa.

Gołębiewski mimo tego, że nie chce stawiać sobie indywidualnych celów bardzo chce punktować z „Czarnymi Koszulami”. – (…) Ale całą zimę pracowaliśmy nad tym, żeby wytworzyć w sobie pewien rodzaj zachowań i dopiero do niego dołożyć improwizację. Dobrze to wyglądało, chociaż często graliśmy na lodzie i śniegu. Kiedy wyjdziemy na trawę, powinno być jeszcze lepiej. Ale mam cały czas w głowie, że mamy mało punktów i jesteśmy blisko strefy spadkowej. Głównym celem musi być więc zdobycie za wszelką cenę 41 oczek, które gwarantują utrzymanie. Jak to się uda, będziemy mogli głębiej odetchnąć, bo na razie patrząc na tabelę to ledwo utrzymujemy się na powierzchni. Ale jesteśmy facetami, musimy to wziąć na klatę i odwrócić zły los – twierdzi napastnik klubu z K6.

Gołębiewski jesienią reprezentował barwy I-ligowej Pogoni Siedlce (4 drużyna). Po przejściu do Polonii o swoich nowych kolegach mówi bardzo pozytywnie. – Moja rozumienie techniki jest zupełnie inne niż potoczne. Nie chodzi o zrobienie tysiąca żonglerek czy tańce w miejscu nad piłką, ale przede wszystkim liczy się umiejętność szybkiego i celnego podania. Orientacja w sytuacji na boisku. Przyjęcie piłki. Po pierwszych treningach byłem zaskoczony tym, że pod tymi względami drużyna jest zaawansowana i tym bardziej słaba pozycja w tabeli mnie zastanawiała – zdradza i dodaje, że „nowi” znajomi doradzają mu w kwestiach diety. – Podstawową różnicą jest teraz to, że szatnia jest całkowicie polskojęzyczna. Mamy jednego obcokrajowca, Litwina Donatasa Nakrošiusa, ale on w zasadzie jest Polakiem. Ma żonę z naszego kraju, mówi świetnie po polsku. Obecni koledzy są przede wszystkim niezwykle profesjonalni, poważnie podchodzą do zawodu. Widać, że przez te kilka lat bardzo rozwinęła się wiedza na temat żywienia, zdrowia. Sam się od nich bardzo wiele uczę w tych kwestiach. Nie ma już pączków i redbulli przed treningiem. Wszyscy mają ogromną determinację i robią wszystko, żeby wskoczyć na wyższy poziom. Po zajęciach często padają pytania: „Trenerze, możemy jeszcze zostać?”, „a czemu tak mało ćwiczeń?”. Nowa generacja nie boi się pracy.

Źródło: Przegląd Sportowy