Polonia rozegrała w sobotę sparing z II-ligowym Zniczem Pruszków. Piłkarze „Czarnych Koszul” ulegli gospodarzom 2:0. W barwach Znicza wystąpił były pomocnik Polonii Krzysztof Kopciński.

W drużynie „Czarnych Koszul” zagrało pięciu testowanych piłkarzy. – To był kolejny sprawdzian dla zawodników, którym się przyglądamy i być może otrzymają szansę gry w Polonii – powiedział „Gazecie Wyborczej” trener Piotr Dziewicki. – W sparingu wystąpiło trzech piłkarzy z rocznika 1995 i dwóch z zewnątrz, którzy w przeszłości grali w drugiej lidze, ale nie mogę mówić o nazwiskach, bo prosili mnie o to sami zawodnicy, których obowiązują kontrakty z obecnymi klubami. Wystąpił też 14-letni bramkarz Tomasz Kucz, młodzieżowy reprezentant Polski, który dobrze zaprezentował się w drugiej połowie zastępując Pawła Błesznowskiego – dodaje szkoleniowiec „Czarnych Koszul”.

Dziewicki zapowiada kolejne testy. Pierwszą okazję do sprawdzenia nowych zawodników będzie miał w środę. Pod koniec przyszłego tygodnia zakończymy okres roztrenowania i zawodnicy dostaną wolne.

Strefa wolna od Legii

Strefa wolna od Legii

Również w „Wyborczej” możemy przeczytać o rywalizacji Polonii i Legii [cały tekst]. Historia ostrego konfliktu kibiców warszawskich klubów – Legii i Polonii – datuje się dopiero od lat 90. Obecnie, mimo występów „Czarnych Koszul” w niższych ligach, nie stracił na sile, o czym świadczą m.in. sierpniowe zamieszki w Łomiankach – czytamy w „Gazecie”.

Przez lata nie było widocznych sporów między fanami obu stołecznych klubów. Piłkarze Polonii, którym przed wojną i w pierwszym okresie powojennym kibicowały tysiące warszawiaków, z biegiem lat grali w coraz niższych ligach, przy coraz niższej frekwencji. Ani pod względem sportowym, ani organizacyjnym nie mogli równać się z rosnącą w siłę Legią (do dzisiaj mówią o sobie „nieliczni, ale fanatyczni„).

Honorowy prezes Polonii Jerzy Piekarzewski wielokrotnie podkreślał, że „Czarne Koszule” nie były lubianym klubem przez władze PRL i dlatego ledwo wiązały koniec z końcem.

Ruch kibicowski na Polonii zaczął się organizować w latach 70., ale problemy ze skonfliktowanymi fanami z Łazienkowskiej datuje się od lat 90. Mniej więcej wówczas, gdy klub z Konwiktorskiej awansował do ekstraklasy. Wprawdzie pod względem liczebności fani Legii wciąż zdecydowanie przewyższali tych zza miedzy, ale derbowe spotkania stały się dla policji dużym wyzwaniem.

Do najgłośniejszej „zadymy” doszło w 1997 roku na spokojnym z reguły obiekcie przy Konwiktorskiej, gdy pseudokibice Legii, zajmujący tzw. trybunę kamienną przeznaczoną na co dzień dla gospodarzy, spalili magazyn klubowy. Nie pomogło to, że mecz poprzedziła wielka kampania pod hasłem… „Bezpieczny stadion”. W kolejnych latach fani Legii byli wpuszczani do niewielkiego sektora dla gości. Wielu z nich nie mogło dostać się na stadion i zdarzało się, że w ogóle rezygnowali z ubiegania się o bilety.

O pseudokibicach wypowiada się dla Interii Robert Gawkowski. – Ludzie, którzy chodzili przed wojną na mecze piłkarskie, wspominają zwykle, że był spokój i porządek. Ale to nieprawda, dokumenty policyjne i prasa z tamtego czasu mówią coś innego. Chuligańskie zachowania kibiców były sporym problemem. Dochodziło do bójek na stadionach i na ulicach miast, bywało że – szczególnie w niższych ligach – nawet z użyciem noży, pałek i kastetów – mówi historyk sportu, autor książki „Futbol dawnej Warszawy”.

Spotkania podwyższonego ryzyka miały asystę policyjną. Nie zawsze jednak była ona skuteczna. Jeden z pierwszych większych incydentów wydarzył się 1924 roku w Warszawie, w związku z meczem drużyny Hakoah z Wiednia z Polonią Warszawa. Pół miasta było sparaliżowane z powodu rozruchów. Zajścia te związane były z sytuacja polityczną. Rząd Grabskiego ustalał wówczas zasady współpracy z mniejszością żydowską i regulował sprawy szkolnictwa mniejszości narodowych. I choć Polonia nie była klubem endeckim – grał w jej barwach Michał Hamburger (warszawski Żyd) – to mecz wywołał reakcje skrajnie nastawionych polskich kibiców. Warszawscy Żydzi natomiast kibicowali nie polskiej, tylko żydowskiej drużynie z Wiednia. Kilka dni później, gdy Hakoah grał z reprezentacją Warszawy, władze tak bały się rozruchów, że przed wejściem na stadion wszystkich rewidowano i chyba po raz pierwszy wokół stadionu ustawiono konne patrole policji. Tym razem było spokojnie.

Z czasem różne narodowości zaczynały utożsamiać się z lokalnym klubem bardziej niż z własną nacją. Tak na przykład było w Warszawie, gdzie niektórzy Żydzi kibicowali Polonii, a niektórzy Polacy wspierali żydowską Gwiazdę.

Nie robiłem takiego rankingu, ale z pewnością do groźnych kibiców należeli lwowscy batiarzy – sympatycy Pogoni Lwów. Do ich najniewinniejszych zachowań należało rzucanie kasztanami w przyjezdnych piłkarzy. W 1932 r. pobili trzech futbolistów Polonii Warszawa. Stołeczni piłkarze schodzili z boiska pod eskortą policji w takt wyrzucanych w górę lasek i okrzyków: „Warszawskie mordy! Bandyci!”. Pięć lat później  z kolei to kibice „Czarnych Koszul” „popisali się” wybijając szyby w taksówkach wiozących piłkarzy Wisły Kraków.
Źródło: własne / Gazeta Wyborcza / Interia