Na łamach „Przeglądu Sportowego” ukazała się wypowiedź przewodniczącego Stowarzyszenia Polonia Warszawa Grzegorza Popielarza, o jednym z trzech wariantów dotyczących dalszej przyszłości klubu. Chodzi tu o dość kontrowersyjną opcję wykupienia licencji jednego z klubów grającego w I lidze.

Jednym z nich jest Kolejarz Stróże. W rozmowie pojawił się też drugi klub, jednak jego nazwa nie została podana. Jeśli 28 maja Komisja Odwoławcza ogłosi, że „Czarne Koszule” ostatecznie nie otrzymują licencji na grę w ekstraklasie, to możliwe, że następny sezon rozpoczną one w I lidze, a nie z automatu w B-klasie:

Być może uda się kupić licencję od innego klubu z wyższej klasy rozgrywkowej – informuje Grzegorz Popielarz, który prowadzi w tej sprawie rozmowy. Zainteresowane taką transakcją są dwa kluby, jednym z nich jest Kolejarz Stróże. Sprawę potwierdza dziennik „Fakt” twierdząc, że prezes Kolejarza Stróże Stanisław Kogut jest gotów podjąć rozmowy ze stołecznym klubem. Popielarz przyznaje, że na poziomie ekstraklasy przeprowadzenie takiej operacji byłoby to niemożliwe. Co innego w I lidze. Z pewnością pomógłby prezes PLP Michał Listkiewicz, członek stowarzyszenia, które zrzeszyło 25 osób. Priorytetem jest dla nich otrzymanie prawa do barw i loga klubu. Obiecali, że jeśli obecny prezes zadeklaruje, że przekaże je stowarzyszeniu, to pomogą w rozmowach z wierzycielami: – Chodzi o to, by niezależnie od tego, co zrobi pan Ireneusz Król, pozostały one przy Konwiktorskiej – tłumaczy Popielarz.

Daniel Gołębiewski

Daniel Gołębiewski (fot. Tadeusz Janiec)

Dla portalu „Weszło!” obszernego wywiadu udzielił nasz napastnik Daniel Gołębiewski. Popularny „Dyzio”, w trakcie rozmowy, poruszył dość drażliwy wątek dla Polonii, a dotyczący wychowanków klubu z Konwiktorskiej i zaniedbywania ich kariery przez macierzyste kluby: – Abym mógł dostać się do pierwszej drużyny, musieli wyginąć wszyscy, którzy zostali ściągnięci. Wypłynąłem dopiero wtedy, gdy nie było na kogo stawiać. Teraz jest podobnie. Kluby oszczędzają, tną koszty – mówi Gołębiewski.

Rzeczą wiadomą jest, że młodym zawodnikom – wychowankom Polonii – od lat ciężko jest wejść przebojem do drużyny seniorskiej, nie mówiąc o występach w pierwszym składzie. „Dyzio” zaznacza jednak, że nie jest to tylko problem wewnętrzny Polonii: – Niestety, ale nasza piłka nożna pod tym względem nie polega na grze w piłkę nożną. Nie poszło to w dobrym kierunku i przyczyn można znaleźć wiele. Zacznijmy od tego, że niedawno pieniądze rozchodziły się na prawo i lewo, a wychowankowie rzadko wchodzili do pierwszego zespołu jako pełnoprawni zawodnicy – podkreśla Gołębiewski, twierdząc, że jest to problem ogólnopolski.

Wychowanek Polonii miał okresy, kiedy nie mógł się przebić do pierwszego składu, ale w tym sezonie gra w miarę regularnie, a w sobotę w swoim setnym meczu w ekstraklasie z Górnikiem zdobył dwie bramki. – Konkurencję zawsze miałem, ale bardziej musiałem przeskakiwać przeszkody, niż miałem z górki. Zdarzało mi się myśleć: „koniec imprezy, czas zebrać zabawki”, ale nie z tego względu, że nie radziłem sobie sportowo, tylko pewnych rzeczy nie mogłem przeskoczyć. Jestem jednak typem mrówki, która pracuje, pracuje, pracuje i liczy, że ten efekt przyjdzie. W sumie już przyszedł, bo kiedyś nawet nie marzyłem, że zagram choć raz w Ekstraklasie, a tu, z Górnikiem, wybiła stówa – mówi napastnik Polonii – Czyli ta praca nie idzie na marne. Kiedyś gdyby mi ktoś powiedział, że zaliczę tyle występów, to pewnie wysłałbym kasetę do „Śmiechu Warte” i pewnie wygrałbym lodówkę. Ale niemożliwe nie istnieje. A najlepsze jest to, że pół roku temu się zastanawiałem, kiedy przyjdzie ten setny mecz. Przeliczyłem, że jak wszystko dobrze pójdzie, to wypadnie właśnie na Górnik, potem kompletnie o tym zapomniałem, ale dzień przed meczem coś mnie tknęło i – jak ktoś napisał – siadłem z kalkulatorem i wszystko obliczyłem. Fajnie się złożyło, bo choć niestety często jestem rezerwowym, to zawsze sobie wmawiam, że wejdę na minutę i coś zmienię. Tym razem się udało.

W udzielonym wywiadzie Gołębiewski wypowiedział się również o byłym prezesie Józefie Wojciechowskim, w kontekście ambicji: – Pomijając kwestię pieniędzy, podobała mi się u niego ta chęć bycia pierwszym. Drugi to przegrany, zawsze to podkreślał. My, Polacy, mamy mentalność wiecznie skopanych i niewierzących w siebie, a on wyznaczał całkiem inny kierunek. Widocznie nie byliśmy gotowi na takie wyzwanie… – podkreśla „Dyzio” – Ci, którzy podpisywali wysokie kontrakty, wiązali sobie, w przypadku niepowodzeń, pętlę na szyję. Prezes, takie moje zdanie, lubił wyzwania i niepokornych gości. Takich, którzy idą pod prąd, z którymi mógł się skonfrontować, ale którzy potrafili dać więcej na boisku. Weźmy Edgara Çaniego… Cały czas pisało się o nim w negatywnym świetle, a potem, jak już odpalił, w kilku kolejkach strzelił nie pamiętam ile, ale bardzo wiele bramek. Edgar nieraz wymieniał się z prezesem zdaniami, ale może jemu to imponowało na zasadzie, że ludzie odważni są gotowi na większe wyzwania.

Gołębiewski odniósł się także do podstawowych problemów polskiej piłki, w kontekście zmian wprowadzonych za czasów trenera José María Bakero Escudero: – Wiesz, czego w Polsce brakuje? Szacunku. Ale nie tylko do piłkarzy. Do każdego człowieka. Nie chodzi o pieniądze, ale o zwykłe poklepanie po plecach i chwilę rozmowy. Przypomina mi się taka anegdota… Jeden z moich kolegów z Polonii wraca do treningu po pół roku przerwy spowodowanej zerwanymi więzadłami krzyżowymi. Trener Bakero zbiera wszystkich w kółko i mówi: „panowie, dziś pierwszy trening od kontuzji Igora Kozioła. Każdy z nas wie, ile wysiłku kosztuje, by się nie załamać i ciężko pracować na rehabilitacji. Podziękujmy mu za to, że wytrwał, brawami”. Biliśmy chłopakowi brawo i uściskaliśmy go. Czy coś nas to kosztowało? Nie. A pokazaliśmy, że zależy nam na nim i naprawdę się cieszymy, że wraca. Pamiętasz, jak Jurek Dudek został pożegnany w Realu? U nas wszyscy by powiedzieli: „ten rezerwowy nieudacznik dostał takie pożegnanie?! Cristiano Ronaldo to można żegnać, ale Dudka?!”. Każdą sprawę można postrzegać dwojako. Pamiętam taką sytuację z siłowni… Jeden z trenerów mówi do zawodnika wyciskającego na nogi: „o, widzę, że lewą masz słabszą”. A ja na to: „trenerze, a może kolega ma dwie bardzo dobre, a prawą jeszcze mocniejszą?”. Szklanka do połowy pełna lub pusta. Taki sposób postrzegania – skomentował Gołębiewski.

Zaznaczył przy tym, że krytyka słabszej formy u zawodnika powinna mobilizować do dalszej walki, a sama piłka nożna winna być oparta na kształtowaniu charakteru: – Krytyka jest istotna, bo może sporo zmienić. Weźmy te przerwy na picie w trakcie meczu. Gramy z Podbeskidziem, dopiero się rozkręcamy, a tu przerwa. Pomyślałem, że coś się stało, ale patrzę, a tu wszyscy łapią za bidony. Tak jak napisaliście – jak jest upał, warto uwzględnić taką przerwę, żeby nikomu nic się nie stało, ale nie przy dwudziestu stopniach! Wyobraź sobie, że dorywamy się do gardła przeciwnikowi, mamy trzy stałe fragmenty z rzędu, cały czas atakujemy, a tu ktoś przerywa grę. Wiadomo, że trener może coś skorygować i pewne rzeczy nam przypomnieć, ale sytuacja boiskowa się zmienia. Chyba za bardzo się ze sobą pieścimy. Przykład Maćka Korzyma jest niesamowity. Ten facet jest nieprawdopodobnie twardy i pokazuje kierunek, w jakim powinniśmy iść. Złamana noga i mówi: „gościu, nie przejmuj się, zajmij się swoją robotą”. Szacunek. Przez pół roku przebywałem w szatni Korony, wiem, na jakich zasadach funkcjonują ci ludzie, a jeszcze potrafią dać coś od siebie. Zbyszek Małkowski ścierający się – delikatnie mówiąc – z policją to już wyższy level – kończy Gołębiewski.

Selekcjoner reprezentacji Polski do lat 21, Marcin Dorna, ogłosił powołania na konsultację szkoleniową w Krakowie, w trakcie której jego podopieczni rozegrają mecze z Maltą (eliminacyjny do mistrzostw Europy 2015) oraz Norwegią (towarzyski). Wśród powołanych znaleźli się dwaj piłkarze Polonii: Adam Pazio i Paweł Wszołek. Spotkanie z Maltą odbędzie się 6 czerwca o godz. 20:45 na stadionie Cracovii, zaś mecz z Norwegią cztery dni później, 10 czerwca, w Oslo.

Adam Pazio

Adam Pazio (fot. Lugher77)

Jak informuje „Przegląd Sportowy” Miłosz Przybecki i Adam Pazio to kolejni zawodnicy Polonii Warszawa, którzy złożyli wnioski w PZPN o rozwiązanie kontraktów z winy klubu.

Obaj nie otrzymali pensji od początku roku, więc jeśli właściciel Czarnych Koszul Ireneusz Król nie ureguluje wobec nich całych zaległości, to Izba ds Rozwiązywania Sporów Sportowych z pewnością przychyli się do ich wniosku. Termin sprawy nie został jeszcze wyznaczony. PZPN wysłał na razie zawiadomienie do Polonii, klub ma dwa tygodnie na złożenie wyjaśnień. Po tym czasie zostanie określona data posiedzenia, na którym Izba zajmie się sprawą polonistów. W ubiegłym tygodniu taki sam wniosek złożył w PZPN Paweł Wszołek, on również czeka na wyznaczenie terminu.

Młodzi piłkarze klubu z Konwiktorskiej nie są pierwszymi, którzy poszli tą drogą. W minioną środę PZPN rozwiązał już kontrakt Łukasza Piątka. Kapitan Polonii wnioskował, by werdykt nie miał rygoru natychmiastowej wykonalności, dzięki czemu sezon dogra w drużynie Piotra Stokowca.

Wczoraj, na stronie Polsatu Sport można było przeczytać wypowiedzi Grzegorza Popielarza i Kwikstera na temat sytuacji Polonii – o przyczynach problemów z uzyskaniem licencji i potencjalnych efektach przejęcia klubu z rąk prezesa Króla przez Stowarzyszenie Polonia Warszawa. Wywiad dostępny jest na stronie „www.polsatsport.pl”.

Źródła: własne / Fakt / Gazeta Wyborcza/ ksppolonia.pl/ Polsat Sport / Przegląd Sportowy/ Weszło!