Dziś o godzinie 18:30 zostanie rozegrany ostatni mecz 23. kolejki T-Mobile Ekstraklasy pomiędzy Ruchem Chorzów a Polonią Warszawa. Przypomnijmy, że w poprzednim spotkaniu obu drużyn przy Konwiktorskiej, „Czarne Koszule” wygrały z „Niebieskimi” 2:1 po golach strzelonych przez Władimera Dawliszwiliego i Tomasza Brzyskiego. Honorowe trafienie dla chorzowian zaliczył Arkadiusz Piech. Obie ekipy przystąpią do pojedynku z kilkoma ubytkami kadrowymi. W Polonii nie zobaczymy Jakuba Tosika, który podczas poprzedniego meczu ze Śląskiem Wrocław, został upomniany czwartą żółtą kartką w sezonie, oznaczającą pauzę dla defensywnego zawodnika Polonii. W drużynie „Czarnych Koszul” zagrożeni wykartkowaniem są w tej chwili także Martin Baran i Paweł Wszołek. Obaj mają na swoim koncie po trzy upomnienia. Poza kadrą meczową znalazł się również m.in. Piotr Grzelczak. 25-letni napastnik zagrał w sobotnim meczu Młodej Ekstraklasy między Polonią a Ruchem i zaliczył asystę przy zwycięskiej bramce Krzysztofa Kopcińskiego (mecz zakończył się zwycięstwem polonistów 1:0). W drużynie Ruchu nie zagrają kontuzjowani Gábor Straka i Marek Szyndrowski. Możliwy jest natomiast występ powracających po kontuzjach graczy ofensywnych: Grzegorza Kuświka oraz byłego piłkarza Polonii, Pavla Šultesa. Czeski pomocnik lub napastnik rozegrał w tym sezonie 14 spotkań w T-Mobile Ekstraklasie i zdobył jedną bramkę. Oprócz Šultesa zawodnikami Ruchu z polonijną przeszłością są także obrońcy: Marcin Baszczyński i Maciej Sadlok, którzy występowali przy Konwiktorskiej w latach 2011 – 2012. Trenerem „Niebieskich” jest natomiast znany z pracy w Polonii Jacek Zieliński, a jego asystentem Marcin Węglewski, który przez krótki czas był członkiem sztabu szkoleniowego „Czarnych Koszul” za kadencji trenera Czesława Michniewicza.

W wiosennych meczach ligowych Ruch zdobył 10 punktów, czyli dwa razy więcej niż Polonia. Podopieczni Jacka Zielińskiego rozpoczęli rundę od falstartu, czyli porażki 0:4 z Lechem Poznań na własnym boisku, ale później wygrali z Widzewem, Zagłębiem i Podbeskidziem, a także zremisowali ze Śląskiem. „Niebiescy” uczestniczyli także w rozgrywkach o Puchar Polski. W ćwierćfinale wyeliminowali Zagłębie Lubin (2:2 w pierwszym meczu, 1:0 w rewanżu), a w półfinale przegrali z Legią Warszawa (0:0 w pierwszym meczu, 1:2 w rewanżu). W bieżącym sezonie najskuteczniejszym graczem Ruchu jest – biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki – Arkadiusz Piech. 27-letni napastnik nie gra już jednak w Chorzowie, gdyż zimą przeszedł do tureckiego Sivassporu Kulübü. Drugie miejsce w klubowej klasyfikacji strzelców zajmuje z sześcioma trafieniami na koncie Maciej Jankowski.

Obie drużyny grają w tym sezonie o jakże odmienne cele. Podopieczni Jacka Zielińskiego zawzięcie walczą o zachowanie ligowego bytu natomiast po zawirowaniach organizacyjnych na początku sezonu Polonia wciąż ma matematyczne szanse na europejskie puchary. Zespół z Warszawy zajmuje aktualnie 7. lokatę w tabeli z dorobkiem 33 pkt. Natomiast, chorzowianie zajmują w tej chwili 13. miejsce w tabeli T-Mobile Ekstraklasy z dorobkiem 25 punktów. Ich przewaga nad walczącym o utrzymanie Podbeskidziem wynosi sześć oczek.

Podczas przedmeczowej konferencji prasowej, udzielał się ofensywny pomocnik Polonii Jacek Kiełb. W trakcie swojej wypowiedzi podkreślił, że podchodzi do tego meczu ambicjonalnie i nie odstawi nogi na boisku:

Jacek Kiełb

Jacek Kiełb w meczu z Lechem nie zagra (fot. Zbigniew Luchciński / ksppolonia.pl)

– Robię i będę robił wszystko, żeby zagrać w pierwszej jedenastce, ale nie jestem jedynym zawodnikiem, który do tego dąży. Czy po meczu ze Śląskiem zasłużyłem na pierwszy skład? Ocena należy do trenera. Gdybym sam miał ustalać skład, wychodziłbym na boisko w każdym meczu. Tydzień temu strzeliłem bramkę, jestem zadowolony, ale szkoda, że tylko zremisowaliśmy. Nie zagrałem pełnych 90 minut, ale im więcej będę grał, tym szybciej będę gotowy na cały mecz. Teraz też byłoby fajnie coś strzelić, ale jeszcze lepiej komuś dograć. Mam większą radość z asystowania – powiedział Kiełb. Jak twierdzi sam piłkarz, jego ulubioną pozycją jest gra na bokach pomocy, ale jak widać było w meczu ze Śląskiem, równie skutecznie może rozgrywać zawody na pozycji środkowego pomocnika w ofensywnym tercecie z Miłoszem Przybeckim i Pawłem Wszołkiem. W czerwcu kończy się wypożyczenie Kiełba z Lecha Poznań. Sam zawodnik wciąż nie jest pewien swojej najbliższej przyszłości: – Nie wiem jak sytuacja się rozwinie. Na razie nie zaprzątam sobie tym głowy i staram się skupić na najbliższych meczach, ale wiem, że będzie mi ciężko wrócić do Lecha – zaznaczył Kiełb.

Przed meczem swoimi opiniami na temat drużyny i jej dotychczasowych osiągnięć, podzielił się trener Piotr Stokowiec: – Mieliśmy okres bardzo dobrej gry, po którym uzyskaliśmy prowadzenie. Później była faza przestoju i Śląsk wykorzystał to przejmując inicjatywę. Przy stałych fragmentach gry wkradła się w nasze szeregi niepotrzebna nerwowość, ale pozbieraliśmy się i walczyliśmy do samego końca. Wydawało się, że po przerwie pytanie będzie brzmiało: ile, ale potrafiliśmy odzyskać inicjatywę i obronić remis. Polonia od początku sezonu pokazuje charakter i nie daje się nikomu zdominować.

Trener Piotr Stokowiec

Trener Piotr Stokowiec foto: Zbigniew Luchciński ksppolonia.pl

Trener Stokowiec podchodzi równie ambitnie do dzisiejszego spotkania, co cytowany wcześniej Kiełb: – Bez względu na wszystko, na rzeczy, które dzieją się w klubie i osłabienia kadrowe naszym celem jest utrzymanie się jak najwyżej w czołówce tabeli. Teraz jest kolejna szansa na to, by umocnić swoją pozycję. Jedziemy do Chorzowa walczyć o pełną pulę – mówił trener.

Szkoleniowiec „Czarnych Koszul” wypowiedział się również na temat poszczególnych zawodników: – Konrad Wrzesiński zaprezentował się przyzwoicie, co w dalszym ciągu predysponuje go do bycia blisko meczowej osiemnastki lub nawet wyjściowej jedenastki. Wszystko w jego głowie i nogach. Jest talentem, ale sam talent to jeszcze nic. To chłopak sumienny, pracowity. Widać, że idzie w dobrym kierunku, ale nie pokuszę się o przewidzenie, gdzie będzie za pięć lat. Adam Pazio to wciąż obiecujący zawodnik i stać go na grę na wysokim poziomie. W ostatnim meczu było jednak widać, że trzy tygodnie przerwy w grze zrobiły swoje. W stosunku do niego wymagania są dużo wyższe. Piotr Grzelczak znalazł się poza osiemnastką na ten mecz, ale nie oznacza to, że jest skreślony. Wymagania w stosunku do niego są jednak również wyższe w stosunku do tego, co ostatnio prezentował. Vytautas Lukša wciąż się aklimatyzuje, taki proces przebiega różnie. Zawodnicy, którzy do nas przyszli, od stycznia nie dostali żadnych pieniędzy. To nie ułatwia im aklimatyzacji. Z oceną wstrzymajmy się do końca sezonu. – zaznacza i apeluje trener Polonii.

Jak czytamy w „Przeglądzie Sportowym” prezes Ireneusz Król obiecał piłkarzom wypłacenie pensji po meczu ze Śląskiem Wrocław. Jak można oczywiście łatwo zgadnąć, pieniądze na konta piłkarzy nie trafiły. Kuriozalna i skandaliczna sytuacja już niedługo może zostać ukrócona przez komisję licencyjną, która będzie przyznawać klubom licencje na grę w ekstraklasie w kolejnym sezonie. Aby licencję dostać, należy wykazać zerowe zadłużenie. Król, zapewne będzie miał z tym ogromne problemy.

Sebastian Przyrowski

Sebastian Przyrowski (fot. Zbigniew Luchciński / ksppolonia.pl)

W tym samym dzienniku ukazała się ciekawa analiza gry i błędów naszego goalkeepera Sebastiana Przyrowskiego. Oprócz Piątka jest to najdłużej grający zawodnik z obecnej kadry Polonii. Na treningach pewny siebie. Głośny i zdecydowany. Obrońców ustawia sobie jednym okrzykiem. Charakterny, z cechami przywódcy. Mówią, że mocny psychicznie, ale w meczach pęka. „Co on wyprawia?!”, „Skup się!” – z trybun Polonii często słychać głośne okrzyki niezadowolenia i frustrację. Sympatycy Czarnych Koszul kręcą głowami, klną pod nosem. Bo ile razy można popełniać te same błędy? Przyrowski jak mało kto potrafi obudzić kibica w nudniejszej fazie spotkania. A to nabije piłką napastnika rywali, a to wypuści piłkę z rąk, minie się z nią czy po prostu „wypluje” przed siebie niegroźny strzał z daleka. Z Legią zawalił bramkę. Z Pogonią (2:0), Lechią (1:1) czy Śląskiem (2:2) mógł, ale miał szczęście, że rywale za prezent grzecznie podziękowali. Ze Śląskiem na dodatek pokłócił się z Aleksandarem Todorovskim, bo zrugał kolegę zaraz po tym, gdy sam fatalnie skiksował. Wpadek w tym sezonie uzbierało mu się więcej. Skąd to się bierze?

Nie chcę, żeby Seba zrozumiał mnie źle, ale… powinien zmienić klub – zaczyna Jarosław Bako, trener bramkarzy Polonii. – Wyszłoby mu to na zdrowie. Przy Konwiktorskiej jest najdłużej grającym zawodnikiem. Brak mu nowych wyzwań. Jest z nim trochę tak, jak z Arturem Borucem w Celticu, który w Szkocji grał za długo i zaczął kiksować – tłumaczy Bako.

Za kulisami mówi się, że Przyrowski gra w pierwszym składzie Polonii, bo słabość ma do niego Piotr Stokowiec, z którym występował wcześniej w Groclinie Grodzisk Wielkopolskim. Byli zawodnicy klubu z Konwiktorskiej twierdzą, że bramkarz osiadł na laurach po niedoszłym transferze do Tottenhamu w 2009 roku. Poczuł się zbyt pewnie przez brak konkurencji. Rozleniwił się, bo od paru dobrych lat jego pozycja w bramce czy to Groclinu czy Polonii była praktycznie niezagrożona i zawsze, bez względu na formę, mógł liczyć na miejsce w składzie. – Po tym, jak nie wyjechał do Anglii, specjalnie nie widać było po nim ambicji, motywacji czy determinacji na treningach. Pod tym względem na przykład w porównaniu do Michała Gliwy, który gra teraz w Zagłębiu Lubin, wypadał blado – mówi jeden z byłych polonistów, prosząc o zachowanie anonimowości.

Źródła: własne/ Ekstraklasa.net/ Gazeta Wyborcza/ ksppolonia.pl/ Piłka Nożna/ Przegląd Sportowy/ Sportowe Fakty/ Weszło