Jakub Tosik wspomina w „Przeglądzie Sportowym” jak ciężko żyło mu się na Ukrainie. Do lwowskich Karpat trafił dzięki Marcinowi Kubackiemu, który załatwił mu testy. Długo się nie zastanawiał. Polonia była w rozsypce, zawodnicy siedzieli w Markach i nie wiedzieli, co z nimi dalej będzie. Zgodził się. Zagrał w sparingu z Ruchem Chorzów, trener po dwóch treningach zakomunikował Tosikowi, że będą robić wszystko, by mnie ściągnąć. 

Po trzech dniach spędzonych w Lwowie Kubacki przywiózł Tosikowi kontrakt. Podstawowa wersja w języku ukraińskim, przetłumaczona z boku na angielski. – Mój agent biegle mówi w kilku językach, w tym po angielsku, więc zdałem się na niego. W końcu współpracowaliśmy już trzy lata. Myślałem, że mogę mu ufać w każdej sprawie. Marcin przedstawił mi najważniejsze zapisy kontraktowe. Czas trwania: trzy lata. Pensja: podstawa na takim samym poziomie, jak w Polonii, gdybym rozegrał 75 procent minut w sezonie, to byłaby wyższa. Sam to wynegocjował, nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń. Podpisałem – wspomina obrońca „Czarnych Koszul”.

Jakub Tosik

Jakub Tosik (fot. Tadeusz Robaszyński-Janiec)

O ewentualnych problemach nabąknął mu trener od przygotowania fizycznego, który miał polskie korzenie, zagadał do mnie: – Podpisałeś kontrakt? Przeczytałeś go dokładnie? Zdarzało się, że piłkarze dwa miesiące grali tu za darmo, bo okazywało się, że nie mają ważnych umów.

Początkowo wszystko było w porządku. Tosik otrzymywał szansę nawet po zmianie trenera. Później nagle wszystko się zmieniło! – Nie przyjeżdżaj więcej na bazę treningową. Jeśli masz pytania, niech twój menedżer zadzwoni do dyrektora generalnego – usłyszał od kierownika drużyny. Szybko wybrał numer do agenta, by to wyjaśnić. – Chcą rozwiązać z tobą kontrakt – powiedział Kubacki. Tosik chciał byś profesjonalistą, dlatego postanowił pojechać na trening. Jednak został z niego wyrzucony i zesłany do rezerw. W powrocie do pierwszej drużyny próbował mu pomóc dyrektor sportowy. – Trenuj tam, a ja porozmawiam z trenerem, by cię przywrócił – dyrektor sportowy mydlił Tosikowi oczy. Tak mijały tygodnie. Ćwiczyłem z rezerwami w fatalnych warunkach. Jedna farelka musiała wystarczyć na szatnię, dwa prysznice, bez słuchawek, tylko sam wężyk.

Jeśli chodzi o kwestie pieniędzy, to okazało się, że Kubacki podsunął mu wyjątkowo krzywdzący piłkarza kontrakt. – Przeczytałeś kontrakt? Cały? Czyli wiesz, że aby dostać pensję, musisz rozegrać chociaż jeden mecz w miesiącu w pierwszym zespole albo z nimi trenować? Nie grasz, nie trenujesz, nie zarabiasz – powiedział mu dyrektor generalny. Agent co jakiś czas zmieniał wersję zdarzeń. – Marcin musiał wiedzieć o tym zapisie, nie pojmowałem, dlaczego mi o nim nie powiedział. Zaczął przepraszać. Twierdził, że nie doczytał, mówił, że to sobie odbijemy. Kiedy indziej powtarzał, że na Ukrainie to norma. Ja nigdy bym się na to nie zdecydował, gdybym o tym wiedział.

Poczekaj trochę, może sytuacja się wyjaśni – przekonywał mnie Kubacki. – Nie chcę czekać, wysiadam psychicznie! – Powalczymy z nimi o pieniądze w FIFA – mówił. – Ale nie mamy o co walczyć – odpowiadałem. – Przed twoim przyjściem podpisałem z nimi kontrakt. Są mi winni dużą sumę – wyjaśnił Tosik w „PS” i dodał, że bardzo zdenerwowało go to, że Kubacki namawiał zawodnika tyle czasu, bo liczył na wypłacenie wysokiej prowizji. Władze Karpat zgodziły się rozwiązać umowę za porozumieniem stron tylko w razie zrzeczenia się wysokiej prowizji menadżerskiej. Na całe szczęście udało mu się i gdy przekroczył granicę na swoim Facebooku napisał pamiętne zdanie.

Wracam do Polonii, by zacząć wszystko od nowa. Przynajmniej wiem, co może mnie tu spotkać. No i kontrakt przeczytałem od deski do deski – podkreśla Tosik.

Jeśli już przy kasie jesteśmy, to „Super Express”  publikuje wywiad z Agatą Wantuch. – Otrzymałam od przedstawiciela pana prezesa dokumenty, które mają uwiarygodnić fakt, że dokonał przelewu – twierdzi pani mecenas i dodaje, że nie podejrzewa Ireneusza Króla o to, że mógłby chcieć specjalnie opóźnić transfer. Według prawnika zawodnicy, którzy rozwiązują kontrakty z winy klubu, w każdej chwili mogą sobie znaleźć nowego pracodawcę. Wantuch ma już plan działania. – Zawodnicy odzyskają wszystko co do grosza. Jeśli nie znajdą nowych klubów albo będą w nich mieli niższe kontrakty niż w Polonii, dodatkowo wystąpimy o odszkodowanie – twierdzi w „SE”.

O złym traktowaniu, ale nie w Polonii opowiedział Patryk Rachwał. Popularny „Rambo” wyżalił się w portalu „2×45.com.pl” na temat tego jak obchodzono się z nim w Zagłębiu Lubin. – Zacznijmy od tego, że sam chciałem rozwiązać kontrakt już dużo wcześniej. Gdy zostałem przesunięty do Klubu Kokosa, złożyłem działaczom pewną propozycję. Nie skorzystali. Tak spędziłem czas do końca grudnia, a na koniec… dostałem to, co mógłbym dostać dużo wcześniej – a nawet jeszcze więcej! Chora sytuacja, no ale kto bogatemu zabroni… – powiedział i dodał: – Grając tyle czasu w lidze, występując w tylu zespołach i współpracując z tyloma trenerami, nigdzie nie spotkałem się z czymś takim, jak w Zagłębiu. Najgorszego wroga nie potraktowałbym tak, jak traktuje się ludzi w Lubinie. Niektórzy ludzie, którzy tam rządzą i mają pieniądze, myślą, że mogą wszystko. Trzeba coś z tym zrobić, bo jeżeli polska piłka ma ruszyć do przodu, takie rzeczy nie mogą mieć miejsca. Zawodnik ma podpisany kontrakt, a nie może uczestniczyć w zajęciach z drużyną. Jest wydelegowany trener, który posiada licencję UEFA PRO, ale… musi przebierać się w skandalicznych warunkach. I jeszcze dostaje piłki po Młodej Ekstraklasie, z których odpadają łaty. Innych nie mógł się doprosić. W końcu piłki i część sprzętu kupiliśmy sobie sami, za własne pieniądze.

Waldemar Fornalik w wywiadzie dla „Faktu” odniósł się do zarzutów kierowanych do siebie za niepowołanie Łukasza Teodorczyka na mecz z Irlandią. – Kierowałem się naszymi potrzebami na konkretnych pozycjach. Decyzja wcale nie była łatwa, o czym powiedziałem chłopakom w szatni. Musiałem ją jednak podjąć i wytypować wąskie grono. W przypadku Teodorczyka apeluję o spokój. Łukasz dał w Maladze wyraźny sygnał, że warto się nim interesować. Nie było jednak sensu zabierać do Dublina, bo na ten mecz powołaliśmy trzech innych napastników: Roberta Lewandowskiego, Artura Sobiecha i Arkadiusza Milika – powiedział selekcjoner.

Przedstawiciele Polonii, Warsaw Eagles oraz WOSiR spotkali się w poniedziałek, by porozmawiać o wspólnym użytkowaniu stadionu przy Konwiktorskiej. – Wszystko ogłosimy na konferencji prasowej w połowie lutego – mówią w obu klubach.

Źródło: własne / Przegląd Sportowy / Super Express / Fakt / Gazeta Wyborcza / 2×45.com.pl