Dziś Łukasz Karpiak opublikował na swoim blogu pilkakarpia.pl wywiad z naszym byłym zawodnikiem, Przemysławem Boldtem, który w 2000 roku świętował Mistrzostwo Polski z warszawską Polonią. Ciekawi jak wspomina nasz klub? Zapraszamy do rozwinięcia… 

Do „Czarnych Koszul” trafił z Elany Toruń i jak sam podkreśla – kompletnie nie spodziewał się angażu w Polonii. – Nagle otrzymałem telefon od trenera Dariusza Wdowczyka z propozycją przyjazdu do Warszawy. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Ówczesną ekipę z K6 stworzył duet Wdowczyk – Jerzy Engel. Późniejszy selekcjoner wraz ze swoim młodym uczniem prowadzili zespół „po angielsku”, co piłkarzowi odpowiadało – (…) byłem i jestem osobą, która lubi ciężko nad sobą pracować. Piłkarz zapamiętał także charyzmę Engela i jego umiejętności oratorskie oraz znakomicie wręcz opanowaną sztukę retoryki: – Powiem szczerze, jednego i drugiego (Engel i Wdowczyk – przyp. aut.) darzę szacunkiem, jednak to Engel wprowadzał „magię” w szatni. To, co mówił do piłkarzy, jak się zachowywał, sprawiało, że czuło się autorytet trenera. Pół roku miałem z nim do czynienia, później przejął kadrę [zastąpił Janusza Wójcika – przyp. autor] i przez ten krótki okres dużo mnie nauczył. Wielka postać.

Boldt pokusił się także o wskazanie równic między Engelem i Wdowczykiem: – Mówili jednym językiem, jednak trenerem ostrzejszym był Wdowczyk. Niedawno zszedł z boiska i było to widać na ławce trenerskiej. Starał się wpajać młodym zawodnikom detale mentalne.

Wychowanek Elany poruszył też problem, który spotkał Emmanuela Olisadebe: – Takim spotkaniem, które do końca życia będę pamiętał, było spotkanie z Zagłębiem Lubin. W czasie meczu, kibice zaczęli rzucać banami w kierunku Olisadebe. Emmanuel popłakał się na boisku. To był dla niego wielki stres, nie rozumiał też, dlaczego taka sytuacja miała miejsce. Stresująca sytuacja dla niego jak i dla nas, jego kolegów z drużyny. Bardzo to przeżyliśmy. 

Polonia w sezonie 1999/00 zdobyła mistrzostwo Polski i Puchar Ligi. Oba tryumfy świętowała na stadionie przy ul. Łazienkowskiej. – Zwycięstwo na boisku rywala, gdzie „wojna” piłkarska trwa od niepamiętnych czasów, jest zawsze satysfakcjonujące. Pewna wygrana 3-0. Legia nie była w stanie przeciwstawić się nam kompletnie. 

Boldt odniósł się także do gola z wspomnianego finału PLP. Bramka z doliczonego czasu gdy jest pamiętana do dziś: – Na pewno najważniejsza. Bramka nie była bardzo ładna. Błąd przy tym golu popełnił Zbigniew Robakiewicz. Strzał też nie należał do najbardziej udanych. Na szczęście był na tyle silny, że ciężko było tę piłkę złapać. Najważniejszy gol, bo dał nam drugie trofeum w sezonie.

Cały artykuł znajdziecie tutaj.

Źródło: pilkakarpia.pl