Dziewicki: Jechaliśmy na Łazienkowską z wiarą, że zdobędziemy tam mistrzostwo

Piotr Dziewicki wrócił wspomnieniami do jednego z najpiękniejszych okresów w historii Polonii Warszawa. Były obrońca „Czarnych Koszul” na kanale „Pogadajmy o tym” opowiedział o mistrzowskiej drużynie z sezonu 1999/00, wyjątkowej atmosferze w szatni oraz pamiętnym zwycięstwie przy Łazienkowskiej, które przypieczętowało zdobycie mistrzostwa Polski.

Piotr Dziewicki, Tomasz Moskal

Dziewicki podkreśla, że sukces Polonii nie był dziełem przypadku. Drużyna była budowana przez kilka sezonów, a jednym z głównych architektów późniejszych sukcesów był Jerzy Engel – My od początku sezonu biliśmy się o mistrza. Chcieliśmy grać o mistrzostwo, ponieważ ta drużyna była budowana już dużo wcześniej. Była bardzo mądrze tworzona przez prezesa Romanowskiego wspólnie z Jerzym Engelem. Polonia wcześniej zdobywała już miejsca na podium, więc to nie było tak, że nagle w 1999 roku wydarzyło się coś niesamowitego. Ten proces rozpoczął się wcześniej, a sezon 1999/00 był zwieńczeniem kilkuletniej pracy. Głównym architektem tego sukcesu był Jerzy Engel –  wspomina Dziewicki.

Poloniści mistrzostwo Polski przypieczętowali przy Łazienkowskiej, pokonując Legię 3:0. Bramki dla „Czarnych Koszul” zdobyli Emanuel Olisadebe, Tomasz Wieszczycki i Maciej Bykowski – 20 maja 2000 roku stworzyliśmy historię, która jest zapisana i której nie da się już wymazać. Oczywiście bardzo przyjemne było to, że mogliśmy zrobić to na Łazienkowskiej i cieszyć się razem z naszymi kibicami. My naprawdę jechaliśmy tam z wiarą, że możemy zdobyć mistrzostwo właśnie na Łazienkowskiej. Miałem szczęście wejść w przerwie. Nie grałem od początku tego meczu. W drugiej połowie udało się strzelić trzy bramki – Olisadebe, Maćkowi Bykowskiemu i Tomkowi Wieszczyckiemu, który zdobył piękną bramkę podcinką. Dzięki temu na trzy kolejki przed końcem sezonu zostaliśmy mistrzami Polski. Mistrzostwo świętowaliśmy w Centrum Promocji Kadr u pana Romanowskiego. Później śmiał się, że wypiliśmy z barku cały alkohol. Nie wiem, czy skończyliśmy wcześnie rano, czy już późno rano, ale na pewno było widno. Bawiliśmy się naprawdę do białego rana – wspomina.

Według Dziewickiego największą siłą tamtej drużyny była szatnia i niezwykła więź między zawodnikami – Maciej Szczęsny, który był kapitanem tamtej drużyny, miał niesamowity wpływ na zespół. Tomasz Wieszczycki również. Była też grupa zawodników w średnim wieku – Arkadiusz Bąk, Igor Gołaszewski. Oni wszyscy przyczynili się do tego, że ta szatnia wyglądała właśnie w taki sposób. My byliśmy przede wszystkim jedną, naprawdę wielką rodziną. Do dzisiaj wspominamy, że jeden za drugiego dałby się pokroić na boisku, ale też poza nim. Zawsze mówiliśmy, że mamy grupę do tańca i do różańca. To naprawdę tak wyglądało i bardzo ceniliśmy nasze relacje. Trudno było z nami wygrać na boisku, bo kiedy działo się coś złego i ktoś ruszył na jednego z nas, następni od razu stawali za nim. –

W walce o Ligę Mistrzów, w ostatniej fazie eliminacji, podopieczni Dariusza Wdowczyka trafili na Panathinaikos Ateny. W pierwszym meczu, rozegranym w Płocku, padł remis 2:2, a w spotkaniu rewanżowym „Czarne Koszule” uległy 20-krotnemu mistrzowi Grecji 1:2 – Miałem ogromną przyjemność zagrać w drugim meczu z Panathinaikosem w Atenach. Ponad 60 tysięcy ludzi ubranych na zielono – niesamowita atmosfera. Niestety bardzo szybko Arkadiusz Kaliszan dostał czerwoną kartkę i większość meczu graliśmy w dziesiątkę. Mimo tego pokazaliśmy zęby i naprawdę byliśmy blisko. W pierwszym spotkaniu zremisowaliśmy 2:2 i mieliśmy ogromną szansę, żeby wygrać. Awans do Ligi Mistrzów na pewno bardzo mocno podniósłby Polonię finansowo. Może wtedy powstałby też stadion.” –

Największą gwiazdą mistrzowskiej drużyny był Olisadebe, lecz początki urodzonego w Warri napastnika nie były łatwe. Często zmagał się z urazami mięśniowymi. Dopiero indywidualizacja treningu pozwoliła mu osiągnąć pełnię możliwości. Zdaniem Dziewickiego nie wszyscy zawodnicy od razu rozumieli, dlaczego Olisadebe ćwiczy inaczej, ale kiedy zaczął regularnie strzelać gole, stało się jasne, że sztab podjął dobrą decyzję – Droga Emmanuela do dobrej formy była żmudna. Kiedy przyjechał do Polski, miał ciągle problemy mięśniowe. Nie do końca trenował tak, jak powinien. Był zawodnikiem szybkościowym i potrzebował zupełnie innego treningu. Engel wraz ze sztabem doszli do wniosku, że trzeba traktować go indywidualnie. Początkowo drużyna nie do końca to rozumiała – dlaczego ma odpuszczane, dlaczego wcześniej schodzi z treningu. Ale zrozumieliśmy, kiedy nagle zaczął być zdrowy, znalazł świetną formę, strzelał przepiękne bramki i siał postrach wśród obrońców. –

Dziewicki  wywiadzie wspomina również okres odbudowy Polonii po karnej degradacji w 2013 roku, do której doprowadził ówczesny właściciel klubu, Ireneusz Król – Kiedy otrzymałem propozycję pracy przy odbudowie Polonii, bardzo chciałem zająć się stroną sportową. W lipcu przetestowaliśmy chyba około 120 zawodników. To był niesamowity czas. Całe szczęście MZPN i PZPN zgodziły się, żeby Polonia rozpoczęła od czwartej ligi, a nie od B klasy. Mnóstwo osób było w to zaangażowanych – kibice, działacze, ludzie związani z klubem. Mówię o tym wszem wobec: to był najpiękniejszy czas mojej kariery trenerskiej. Pozwolił mi rozwinąć się nie tylko jako trenerowi, ale również jako menedżerowi. Trzeba było zajmować się wszystkim – taktyką, przygotowaniem motorycznym, logistyką, finansowaniem, mediami, prasą, sponsorami i partnerami biznesowymi. To było niezwykle ekscytujące. Pochłaniało mnóstwo czasu, ale był to fantastycznie poświęcony czas Polonii. Kibice pomagali nam, żeby zawodnicy mieli co jeść, mieli co pić i żeby otrzymali odpowiednią opiekę, łącznie z mieszkaniem. To było świetne. Wszyscy naprawdę uczestniczyli w odbudowie klubu – wspomina Dziewicki, który w sezonie 2013/2014 został trenerem Polonii i już w pierwszym roku po degradacji awansował z „Czarnymi Koszulami” do III ligi.

źródło: własne / Pogadajmy o piłce

Author: Robe6

10 thoughts on “Dziewicki: Jechaliśmy na Łazienkowską z wiarą, że zdobędziemy tam mistrzostwo”

  1. Oby nam sie kiedyś jeszcze skleciła podobna ekipa

    99/00
    30 meczów
    65pkt
    20wygranych / 5 remisów / 5 porażek
    bilans bramkowy 57-25
    DOM [38] – 12 / 2 / 1 bramki 34-7 (2,26 bramki na mecz)
    Wyjazd [27] – 8 / 3 / 4 bramki 23-18 (1,53 bramki na mecz)

    Trzeba u siebie wygrywać i basta

  2. Miło popatrzeć na ten bilans domowy 12-2-1 od jakiegoś czasu w domu jesteśmy słabsi niż na wyjeździe do tego słaby start sezonu. Wtedy była kasa a większość klubów miała z nią problemy dlatego też piłkarze chcieli grać u nas. Lata 90te nie wrócą ja miałem wielkie nadzieje z klubem stadionem itd. Po mistrzostwie się skończyło, sprzedaż zawodników i Romanowski zainwestował chyba w konie. Ale powspominać można te piękne czasy kiedy wreszcie okazało się że nie tylko Legia gra w piłkę ale jest też inna drużyna.

    1. Czasy piękne, w ogóle rok 2000 był dla mnie niezwykle udany, miło powspominać.
      Co do kasy to była, choć na współczesne czasy to były kopiejki.
      Ale też nie można powiedzieć, że ta drużyna została zbudowana kasą tak jak np. Wisła Cupiała. (Jak coś to wiem, że nie taka była twoja teza)
      Myśmy wielu zawodników zbudowali, graliśmy wychowankami, dwoma zawodnikami z 3 ligowej Elany, rzadko się zdarza by w drużynie, która idzie po mistrza praktycznie nikt nie był powoływany do reprezentacji.
      Jedynie Bąk miał jakieś epizody i Olisadebe jak go znaturalizowaliśmy.

  3. i jeszcze jedna uwaga trochę z innej beczki.
    Ten dziennikarz powiedział w którymś momencie, że wreszcie Trzaskowski obiecał, że ma być nowy stadion dla nas.
    I ręce mi opadły.
    Bo pewnie gość po prostu za bardzo nie śledzi tej naszej epopei stadionowej.
    Ale z tego wynika, że dla kogoś niezainteresowanego umyka, że miasto straciło 7-8 lat na to całe ppp, a przebija się że to niby jakiś dla nas sukces, że coś nam Trzaskowski obiecał.
    Czyli PR działa.

  4. To była taka „angielska” drużyna grająca męską piłkę. Dokładnie pamiętam że Wisła Kraków miała epizody w 2 lidze ze względu na to że nie mieli pieniędzy. Ja w niku mam 96 to nie mój rocznik tylko rok w którym potraktowałem nasz klub poważnie. Nie znaczy to że wcześniej nie byłem kibicem, tylko 1996 zrodził nadzieję na sukces. Pamiętam jak sprawdzałem tabele 2 ligi i Polonia była zdecydowanym liderem. Wcześniej był sezon w eklapie jeden tylko ze śmiesznymi koszulami we wzory czarno-czerwono-białe. Te czasy nie wrócą i ciężko będzie dogonić eklape a co dopiero Europe.
    Więc łezka się kręci w oku gdy myślę o bojach z Panathinaikosem czy Dynamo Moskwa.
    Była szansa by nasz klub rozwinął się ale Romanowski potraktował ten klub jako możliwość by wybić się wyżej finansowo. Potem był zjazd do 2 giej ligi. Najlepsze lata klubu były w okresie przedwojennym gdzie rządziły inne wartości. Smutne ale uwarunkowane jest czasami w jakich żyjemy….

  5. Cupiał do Wisły przyszedł w 97 i wtedy już mieli kasę.
    Rok przed nami zdobyli mistrzostwo, zresztą nie mogli wtedy zagrać w pucharach z powodu noża w głowie Dino Baggio, trenerem był Smuda.
    W sezonie 2000 był już u nich Frankowski, Żurawski, Głowacki, Czerwiec.
    Śmiem twierdzić, że my nie ściągaliśmy takich nazwisk, bardziej dokonywaliśmy nieoczywistych wyborów i budowaliśmy zawodników.
    Nie wiem co nie wypaliło jeśli chodzi o Romanowskiego, możliwe po prostu, że tego nie uniósł, może jak byśmy pyknęli Panathinaikos i była by kasa z pucharów to historia potoczyła by się inaczej?

  6. Bąk, Szczęsny i Wieszczycki to były nazwiska choć raczej końcówka kariery. Reszta to różnie ale się zgodzę pewnie pod okiem Engela rozwijali się. Mikulenas był chyba gwiazdą ligi litewskiej.
    A co do Wisły to pamiętam że ogrywaliśmy ich na k6 choć później to była topowa drużyna i pamiętam sensacje wyjazd i zwycięstwo 3:1 na Reymonta. 97? 98? Nie pamiętam roku. Pamiętam jak ŁKS był mocny i wygrał z nami 3:0 Trzeciak był strzelcem wszystkich bramek. ŁKS Ptak tak nazywał się ten stwór.

    1. Ale czy Bąk był gwiazdą jak do nas przychodził?
      Moim zdaniem był solidnym ligowcem, którego wzięliśmy zupadającej Lechii/Olimpii/Polonii Gdańsk i dopiero u nas stał się panem piłkarzem.
      Z Gdańska wzięliśmy też Pawlaka, Malinowskiego i Dąbrowskiego.
      Szczęsny przyszedł do nas chyba jak Piotr Wojdyga się kontuzjował, po tej kontuzji zakończył zresztą karierę.
      I jasne, że Szczęsny był wyróżniającym się zawodnikiem z kilkoma tytułami mistrza, ale jak przychodził do nas to de facto wznowił karierę po epizodzie komentowania meczy w canal +.
      Wieszczycki to był gość, jasne, ale jak przychodził do nas z ŁKS to oni „grali o spadek”, zresztą chyba skutecznie.
      „A co do Wisły to pamiętam że ogrywaliśmy ich na k6 choć później to była topowa drużyna i pamiętam sensacje wyjazd i zwycięstwo 3:1 na Reymonta. 97? 98? Nie pamiętam roku. ”
      To była topowa drużyna już wcześniej bo zdobyli mistrzostwo w 1999.
      Co do tej sensacyjnej wygranej to mecz nie był na Reymonta tylko na K6, wygraliśmy 2:1 a nie 3:1, a tak poza tym wszystko się zgadza 😉
      Wiosna 2000, sezon mistrzowski.
      „Pamiętam jak ŁKS był mocny i wygrał z nami 3:0 Trzeciak był strzelcem wszystkich bramek. ŁKS Ptak tak nazywał się ten stwór.”
      To pewnie było wcześniej, w ’98 ŁKS miał mistrza, my drugie miejsce.
      Grali wtedy w eliminacjach LM z Manchesterem, który potem wygrał całe rozgrywki, słynny mecz z Bayernem w finale jak Solskier i Sheringham strzelili w doliczonym czasie i z 0:1 dla Bayernu zrobiło sie 2:1 dla United.
      w 2000 ŁKS zleciał z Ligi i to już były popłuczyny po tej mistrzowskiej drużynie z ’98.

  7. Gwiazdą nie był ale u nas był królem strzelców. Był natomiast dobrze zapowiadającym się zawodnikiem. A przyszedł z Ruchu Chorzów.
    97/98 bylo 2:0 na k6 z Wisłą i pamiętam że chyba słabo Wisła grała.
    98/99 na Reymonta było Wisła – Polonia 1:3

    1. Masz rację, Bąk przyszedł do nas z Ruchu. Przez Olimpię i Gdańsk też się przewinął tyle, że wcześniej. Pewnie dlatego mi się pomyliło.
      Co do Wisły to może masz rację z tymi wynikami, szczerze to nie chce mi się sprawdzać.
      Ale ten słynny mecz gdy strzeliliśmy w 98 minucie to na bank wiosna 2000 i mecz na K6.
      No chyba, że w jeszcze jakimś innym meczu z Wisłą odwróciliśmy wynik w doliczonym czasie a ja o tym nie pamiętam.
      BTW.
      Fajnie jest tak pogadać o starych czasach.

Dodaj komentarz