Jarosław Kotas stał się bohaterem mediów i internetu po zaledwie kilkuminutowej wypowiedzi, której udzielił podczas konferencji prasowej po meczu Polonii z Gryfem Wejherowo. W swojej wypowiedzi poruszył wiele ważnych i istotnych spraw. Tygodnik „Piłka Nożna” w zeszłym tygodniu przeprowadził wywiad, w którym trener Kotas nawiązał do kultowej już konferencji prasowej. 

Jarosław Kotas

Jarosław Kotas (fot. Robe6)

– Planowałem przyjść, cyk, powiedzieć o meczu i wrócić do drużyny. Konferencja dotyczyła wszystkiego poza samym meczem. Siedziałem i myślałem co ja tu robię? Chodziło mi nawet po głowie żeby wstać i przeprosić, że to my wygraliśmy mecz – tłumaczył w „PN” Kotas.

– Konferencja rozpoczęła się ode mnie, potem do głosu doszła Polonia z panem Jerzym Engelem na czele i młodym, wytatuowanym, aroganckim kandydatem na trenera. Zauważyłem agresję i niechęć dziennikarzy do pana Engela. Tymczasem moi chłopcy do mnie dzwonili, nie mogli się doczekać a oni na konferencji przetrzymali mnie 40 minut. Przyjechaliśmy do Warszawy z jednym kierowcą, więc licznik już mu walił, tacho leciało. Jeżeli został bym jeszcze dłużej na konferencji, chyba spalibyśmy w lesie. Chłopacy przyjechali z Chwaszczyna, Przodkowa i wygrali z wielką Polonią Warszawa. „Czarne Koszule” były wielkie kilka lat temu, kiedy Emmanuel Olisadebe bramki strzelał. Teraz są w tej samej lidze co my i mają takie same problemy – opowiadał szkoleniowiec Gryfa.

Kotas skomentował również słowa Wojciecha Szymanka, które padły podczas marcowej konferencji. – Ten chłopak z Polonii powiedział, że on nie jest psychologiem. Nie chciałem go poprawiać, ponieważ nie jestem alfą i omegą. Ma przecież do pomocy pana Engela. Trenerzy muszą być psychologami.

Były pomocnik Schalke 04 Gelsenkirchen, odnosił się też do tego, jak ważna w sporcie jest ciężka praca, której według niego, w obecnej piłce brakuje. – Rodzice zapisują dzieci na piłkę, ponieważ myślą, że jest to sport lekki, łatwy i przyjemny. To jest ciężka praca. Taka sama jak u bokserów czy ciężarowców. Nasze „talenty” wyjeżdżają na zachód, potem wracają i się skarżą na ciężkie i męczące treningi. Przed meczem z Polonią widziałem młodych chłopaków. Każdy wystrojony, z ładną fryzura i kolorowymi butami na stopach. Mamusie przywiozły dzieci lexusami czy innymi porszakami, dały kubusia, kupiły pantofelki za 700 złotych, zawiązały buciki i poradziły, żeby się nie zmęczyły. Jak się nie starasz na treningach, nic nie osiągniesz – powiedział „Piłce Nożnej” trener zespołu z Wejherowa.

Źródło: własne / Piłka Nożna

 

Share