Biografie upadłych piłkarzy to temat w ostatnich latach bardzo nośny i, patrząc na ich element socjologiczny, na pewno potrzebny. Czytając o losach zmarnowanych talentów, można wyciągnąć bardzo ciekawe wnioski i próbować uchronić młode pokolenie przed „powtórką z rozrywki”. 

Lubię te pozycje, bo zwykle jako dobry zapychacz weekendowy odciągają mnie od ślęczenia przed monitorem. Tym razem w moje ręce trafiła książka dziennikarza „Super Expressu”, Piotra Dobrowolskiego, o Stanisławie Terleckim o wymownym podtytule „Tragiczna historia jednego z najlepszych piłkarzy w Polsce”.

Stanisław Terlecki i Maciej Terlecki

Stanisław i Maciej Terleccy po meczu Polonia – Boruta Zgierz (fot. Dariusz Kurowski)

Podobnie jak autor „Terleckiego” nie miałem okazji zachwycać się grą gwiazdy Łódzkiego KS. Kojarzyłem go przede wszystkim z powyższego zdjęcia, na którym jest z synem Maciejem. Zrobiono po meczu 17. kolejki sezonu 1992/93 II ligi toczonego pomiędzy „Czarnymi Koszulami” a Borutą Zgierz (nota bene dziś 26 rocznica tego wydarzenia). To jedyny przypadek, gdy na zapleczu ekstraklasy (w samej najwyższej klasie też – przyp. K.) ojciec zagrał wraz z synem w jednym spotkaniu. Drugim skojarzeniem była afera na Okęciu, o której słyszałem kilka lat temu. Później były tylko jakieś przebłyski z tabloidów, tj. „Faktu” i „Super Expressu”, czyli okres gdy toczyła się medialna wojna pomiędzy nim a Maćkiem Terleckim. Nie miałem okazji przeczytać autobiografii piłkarza („Pele, Boniek i ja”), więc siadałem do lektury bez większych oczekiwań.

Po pierwszych rozdziałach czułem się, jakbym jako czytelnik przeżywał podobną historię do tej, którą widziałem w „Obywatelu Kane”, opus vitae Orsona Wellesa. Tu również mamy wielkiego, nobliwego i bogatego człowieka. Jest też tajemnica tragicznego finału życia Terleckiego. Całość przypomina mi bardziej reportaż lub zapis śledztwa dziennikarskiego, które stara się dociec przyczyny śmierci wielkiego technika, który bawił kibiców Łódzkiego Klubu Sportowego. Bawił, bo jak sam wspomina autor bohaterowi tej historii, właśnie taka idea przyświecała – gra w celu zadowolenia fanów.

Reportaż na swoich kartach zbiera wypowiedzi jego przyjaciół, trenerów i kolegów z boiska, które mniej więcej odpowiadają na podobne pytania autora. Mamy więc w niej głosy łódzkie, warszawskie i te ze Stanów Zjednoczonych, są wypowiedzi ludzi futbolu oraz tych, którzy ze ś.p. „Stasiem” (wybaczycie, ale po blisko 200 stronach człowiek przyzwyczaja się do tego zdrobnienia) spotykali się w ostatnim etapie życia. Widać w nich troskę, żal i smutek, co potwierdza tylko, że niepokorny „Galernik” był bardzo lubianym mężczyzną.

O losach Terleckiego wypowiadają się ludzie, którzy byli związani z „Czarnymi Koszulami”. Znajdziemy cytaty z Dariusza Dziekanowskiego, Mirosława Jabłońskiego (trener Polonii w sezonie 1992/93), Jana Karasia, Dariusza Wdowczyka i jego syna Macieja. Gratką dla naszych kibiców będzie osobny rozdział dotyczący meczu, o którym wspominam wyżej oraz to, jak Terlecki starał się budować karierę swojego syna Maćka, który bardzo długo uchodził za „wielki talent”. Miło czytało mi się także felieton „Stana” dotyczący Polonii, który „SE” opublikował w 2005 r.

Co jest w tej publikacji nie tak? Zabrakło mi zdjęć z czasów kariery piłkarza, a w szczególności fotografii, którą zamieściłem wyżej. Terlecki jest natomiast na dwóch zdjęciach z czasów Legii. Boli mnie to, bo skoro poświęcono cały rozdział meczowi z Borutą Zgierz i istnieje kilka ujęć stojących obok siebie Terleckich, to choć jedno powinno znaleźć się w książce. W Polonii spędził tyle samo czasu co na Łazienkowskiej… Ot taka mała niesprawiedliwość. Nie podobało mi się też celowe podlizywanie fanom CWKS-u, na które trafiłem przy okazji opisu spotkania Dobrowolskiego z „Dziekanem”, do którego autor ma szczególny sentyment (…), a dziś często z przyjemnością pokazuje [bramki strzelone przez wychowanka Polonii Partizanowi Belgrad, w czasach gry w Celticu Glasgow – przyp. K.] córkom legionistkom. Autor podkreśla wielokrotnie status legendy ŁKS-u, w mojej opinii, nie powinien w taki sposób wciskać Legii. Tak czysto kibicowsko, było to niesmaczne…

Piotr Dobrowolski

Piotr Dobrowolski podczas promocji książki (fot. newseria.pl)

Mimo tego uważam, że czas spędzony z „Terleckim” nie był stracony. To zdecydowanie pozycja warta uwagi, szczególnie dla ludzi pamiętających genialnego technika. Wykonanie książki jest solidne, litery sprzyjają szybkiemu czytaniu, a okładka zdecydowanie pomoże tym, którzy zapominają zakładek.

Książka Piotra Dobrowolskiego „Terlecki. Tragiczna historia jednego z najlepszych piłkarzy w Polsce” wyceniana jest na 39,99 zł, ale sprytni znajdą też i tańsze egzemplarze książki, która stara się odpowiedzieć na pytanie o przyczyny upadku piłkarza…