W ostatnim czasie pojawiło się na naszej stronie kilka tekstów polemicznych, hmm, tak je nazwijmy, które wzbudziły ostre emocje wśród tych za i przeciw ich autorom. Postanowiłem wychylić się samemu, choć emocje już nieco opadły i pewnie będzie spokojniej w tonie.

Byłem na meczu z Lechią Tomaszów Mazowiecki, ale niestety również na popisach z Ruchem i sromotą z Legionowem. Mecz, taki mały truizm, meczowi nierówny, zwłaszcza porównanie gier z dwoma liderami. Z jednym było to wydarzenie co się zowie, z drugim meczyk, w którym goście wygrali na luziku, zupełnie nie angażując się w grę. Koledzy siedzący obok powiedzieli: co to za drużyna to Legionowo, przecież oni nic nie grają. I musiałem im niestety odpowiedzieć: nie muszą, widać, że spokojnie czekają, a kiedy przyjdzie czas, to sobie strzelą na wygraną. Niestety miałem rację.

Krystian Pieczara

Wystartowaliśmy do tego sezonu chyba powyżej oczekiwań – tak naprawdę nawet nie było wiadomo czy w ogóle wystartujemy. Apogeum przyszło w meczu z Lechią. Siedziałem na trybunie oczarowany, pomyślałem, że z taką grą musimy walczyć o awans! Proza życia zaczęła niestety drapać po plecach już chwile później… Zjazd. Teraz bliżej nam do spadku niż myślenia o awansie. A obawiam się, że sportowe fiknięcie do jeszcze niższej ligi byłoby już gwoździem do trumny. A już z całą pewnością moglibyśmy zapomnieć o nowym stadionie.

Dlaczego tak się dzieje? Dobre pytanie i odpowiedzi na nie jest co najmniej kilka. Zaczyna się od kasy. Kasa w naszych czasach, czy nam się to podoba, czy nie, zwyczajnie decyduje. A tej, jak wiadomo, nie ma. W tym miejscu całkowicie zgadzam się z kolegami twierdzącymi, że piłkarze dając plamę na boisku absolutnie nie mają prawa mieć pretensji o skierowaną w ich kierunku krytykę! Skoro nie ma mocnych sponsorów, to tym sponsorem jesteśmy my – ludzie którzy płacą za bilety, w tym redakcja tej strony, która nie oglądając się na akredytacje wykupiła in gremio karnety.

Uważaliśmy to za nasz kibicowski obowiązek. Jak napisał Luk – nikt nas nie dotuje, wszystko pokrywamy z własnych kieszeni, więc zostawcie nam czytelnicy prawo do własnego zdania, nawet kiedy w emocjach jest ono dosadne. Mountasa znam jako człowieka kulturalnego i zrównoważonego. Musiał mieć mocno zszargane po meczu nerwy, że napisał felieton w takiej, a nie innej formie. Tutaj znowu mała dygresja – kiedyś, za czasów trenera Igora Gołaszewskiego, wkurzony po jednym z paskudnych meczów, oceniając jednego z graczy też pozwoliłem sobie na mało eleganckie potraktowanie, co Igor mi skrzętnie wypomniał na konferencji prasowej, a w sprawie interweniował Krystian Pieczara, prosząc abym nie był tak brutalnie krytyczny. Wtedy im tłumaczyłem, Mountas to tłumaczył, ale powtórzę jeszcze raz. Felieton jest subiektywnym wyrażeniem emocjonalnej opinii jego autora i oddaje jego doraźne odczucia na jakieś wydarzenie. Czy ja chciałem wtedy młodego gracza obrazić? Nie! Nawet napisałem, że wierzę, że był to jego pechowy występ i więcej tak źle nie zagra. Takoż Mountas, jestem przekonany, nie chciał zwyczajnie spostponować naszych piłkarzy, lecz chciał nimi wstrząsnąć. I twierdzę, że jeśli zawodnicy czują się taką krytyką zdruzgotani, że zamiast się zabrać za mocny trening zaczynają cierpieć i tracić ochotę do dalszej gry, to zapewne powinni to zrobić, bo nie rozumieją co to rywalizacja, że kibice też mają prawo do krytyki, a nie tylko ślepego uwielbienia itd itp. Jak słyszę słynne zaśpiewy pomeczowe typu „nic się nie stało”, to nóż mi się w kieszeni otwiera! Bo się stało! I mężczyźni muszą się podnieść, pokazać, że to tylko wypadek przy pracy, a nie popadać w marazm i niemoc. Popatrzcie na siatkarzy – po kompromitacji z Argentyną i gładkiej przegranej z Francją, pokazali kim są i zdemolowali Serbię. I nie ma to dla mnie znaczenia co sobie myśleli Serbowie, bo patrząc na sprawozdanie widziałem wściekłość na ich twarzach – żaden szanujący się sportowiec nie lubi być aż tak ośmieszany. A jeśli mu to przeszkadza, jeśli krytyka go podłamuje… Można robić coś innego w życiu.

Czy mamy słabą drużynę? Skoro potrafiła rozbić w drobny mak Lechię, to znaczy, że taka słaba nie jest. Że kasy mało? Wiedzieli to przed sezonem. Kwikster wspomniał drużynę trenera Piotra Stokowca za niesławnej pamięci oszusta z Katowic. Oni grali za darmo! I gdzie teraz są? Łukasz Teodorczyk w Udine, a Paweł Wszołek w Queens Park Rangers ( o tych co już kończą swoją piłkarska drogę nie ma co pisać). Bo jeśli ma się ambicję i chęć do pracy, to zostanie się dostrzeżonym. Mnie szkoda Daniela Chorosia, było mi go szkoda jeszcze przed tym meczem, a teraz się tylko w swoim przekonaniu utwierdziłem. Szkoda też „Manola”, ale, co podkreślam, nie mam wystarczającej wiedzy żeby wiedzieć jak było z finansami i innymi kwestiami.

Jeśli chodzi o sponsorów, to domyślam się co Kwikster miał na myśli w swoim felietonie. To jest jednak częściowo w naszych rękach i sam Zarząd nie da rady. Mianowicie jeśli jakaś firma ma wykładać pieniądze, to powinna coś otrzymywać w zamian, choćby odpowiednią ilość osób, które będą miały świadomość ich działania bo przyjdą na stadion i zobaczą stosowne reklamy na bandach. Większy stadion z pewnością w tym pomoże, ale jeśli spadniemy jeszcze niżej, to … patrz powyżej w tym tekście.

Konkludując – nie powinniśmy się na siebie wzajemnie obrażać, wierzę, że wszyscy chcemy dobrze dla naszego klubu. Część jest bardziej impulsywna, inni mniej. Dotyczy to wszystkich – i zawodników i kibiców. Także oficjeli. My – dalej zapełniamy trybuny i dopingujemy, chłopcy na boisku dają z siebie wszystko żeby wygrać. Jeśli nie wszystko się uda, to przynajmniej będziemy mieli świadomość, że zrobiliśmy co się dało.

Share