Zacznijmy od tego, że ten ważny dla nas mecz wygraliśmy. Należy jeszcze dodać, że Tur nie ma siły żubra i specjalnie wysokich wymagań nie postawił, natomiast Polonia zagrała bardzo mizerny mecz. Powiedzmy jednak szczerze, że lepiej byle jak wygrywać niż pięknie remisować lub zbierać baty.

Wyszliśmy w oczekiwanym składzie, z ubytkami spowodowanymi kontuzjami lub chorobami. Jeśli pamiętacie, po meczu z Ursusem bardzo chwaliłem naszą lewą flankę – Grzegorza Wojdygę i Cezarego Sauczka. Dzisiaj aż tak bardzo nie błyszczeli, choć obaj mieli także lepsze momenty. Czarek kilka razy ładnie się pokazał w pierwszej połowie, w drugiej mniej i został zmieniony, Grzegorz miał nawet okazje do strzelenia bramki, ale fatalnie skiksował. Więcej działo się po drugiej stronie boiska obsługiwanej przez Marcina Bochenka i Bartka Wiśniewskiego. Marcin pracował choć początkowo bardzo gubił krycie i na początku meczu dopuścił do dwóch niezwykle groźnych kontr, po których piłka mijała nieznacznie długi słupek. Zwyczajnie nie nadążał za wbiegającymi napastnikami i dobrze, że nie byli oni wirtuozami piłki bo mogło być niezbyt fajnie. Nasi mieli optyczna przewagę jednak niepewnie zachowywali się przy akcjach gości. W 20 minucie zaprezentowali nam dobrych kilkanaście sekund miotania się na linii pola bramkowego i nie było chętnego, żeby piłkę po prostu wykopać gdzieś dalej od bramki. To się zemściło. Dwie minuty później para niewidomych, ubranych na czarno panów – jednego z gwizdkiem, drugiego z kolorową chorągiewką, nie dostrzegła około dwumetrowego spalonego i uznała strzeloną nam bramkę. Podobnie jak w meczu z Ursusem, taki obrót sytuacji raczej naszych rozjuszył i mocniej ruszyli na przeciwnika. Teraz zasłużył się Bochenek, który dał się kopnąć w polu karnym i sędzia nie wahał się zarządzić rzutu karnego. Jego pewnym wykonawcą został nasz super strzelec Krystian Pieczara i po półgodzinie gry mieliśmy remis. Akcje sunęły jedna po drugiej, co zaowocowało kolejnym trafieniem Krystiana. W zamieszaniu pod bramka Tura wepchnął on piłkę do siatki, ale sędziowie uznali, że przy tym faulował – bramki nie uznali, a jeszcze Krystian zarobił „żółtko”. Sam nie wiem – za faul czy protesty? Nie chcę dyskutować o zasadności tej decyzji bo sytuacji dokładnie nie widziałem, a zdania kolegów były podzielone.

W II połowie niewiele uległo zmianie. W 53 minucie należał nam się ewidentny kolejny karny, gdyż jeden z obrońców zdecydowanie wysunął ramię celem powstrzymania centry ze skrzydła w pole karne. Gdyby nie sięgał piłki ręką, to spadłaby pod nogi naszego napastnika. Sytuacja klarowna. Nie dla sędziującego mecz pana Dawida Wiśniewskiego. Ale nic to, bo po dwóch minutach i tak mieliśmy już 2:1. Marcin Bochenek znowu wrzucił w pole karne, ktoś tę piłkę odbił do przodu, a tam czekał Marcin Kluska i zapakował piłkę do bramki Tura. W 61 minucie mogło być po równo, bo goście oddali strzał z ogromnej odległości, piłka poszła ponad Jankiem Balawajderem, ale też, na szczęście, lekko ponad poprzeczką. Podobnie było w pierwszej części gry, tylko że wtedy to Marcin Gawron oddał strzał wysokim lobem chyba z sześćdziesięciu metrów w stronę bramki przeciwnika i bramkarz cudem się to wybronił. A zaraz kilka minut później zrobiło się 3:1. Przed polem karnym piłkę wywalczył Krystian i strzałem z dystansu, po lekkim rykoszecie umieścił obok interweniującego bramkarza. Ten wynik wyraźnie satysfakcjonował naszych graczy, ale pola do końca nie oddali. Trzy dobre, a jedną wręcz doskonałą, sytuacje miał wprowadzony na zmianę Mateusz Małek, ale wyraźnie nie ma on pomysłu na trafianie piłki głową. Ani razu nie trafił. Goście czasem też próbowali, a w 74 minucie nasza obrona pozwoliła im w zasadzie na wszystko w naszym polu karnym i sytuację musiał ratować bardzo dobrą interwencją Janek. Bochenek, bardzo aktywny i skuteczny w akcjach zaczepnych, niestety w obronie już taki dobry nie był i w 80 minucie doprowadził do zmniejszenia strat przez graczy Tura. Janek, podobnie jak przy pierwszej bramce, bez szans. Sędzia doliczył 6 minut, nasi usiłowali trzymać piłkę, czasem nawet w sposób nieco irytujący nie wykorzystując sytuacji do zdobycia kolejnych bramek. I mogło to być kosztowne, bo po nieroztropnym zagraniu rezerwowego Patryka Zycha wysokimi umiejętnościami znowu musiał popisywać się wyrastający na gracza meczu Janek. Na szczęście on dobrze bronił, a mający duży apetyt żeby czymś się wykazać Tomasz Chałas dobił Tura strzałem z około 20 metrów. Bramka kuriozum, bo bramkarz Tura jakoś bardzo dziwnie się zachował usiłując ten strzał bronić.

Sędzia chwile później gwizdnął po raz ostatni i mogliśmy się cieszyć z czterech strzelonych bramek i wygranego meczu.

Jak napisałem na wstępie, wolę oglądać przeciętne ale wygrane mecze, niż piękne porażki.

No to jak się pokazali poszczególni aktorzy tego spektaklu.

Sędziowanie słabe. Błędy już wskazywałem, a dodam, nawiązując do niegwizdniętego karnego po ręce w polu karnym Tura, że sędzia nie miał najmniejszych wątpliwości w analogicznej, bliźniaczej sytuacji tuż przed naszym polem karnym. Myślę, że nie można tu mówić o złej woli, a raczej o marnym warsztacie składu sędziowskiego. Wreszcie tuzy naszego gwizdania w ekstraklasie wcale mniej się nie mylą.

Janek Balawajder w bramce bardzo dobry. On i Krystian Pieczara to dwie najjaśniejsze postacie naszej drużyny.

Obrona zdecydowanie na minus. Niestety. Przeciwnik był słaby, a chłopcy dopuścili do całej serii sytuacji, których tamci na szczęście nie potrafili wykorzystać. Przemek Szabat to nie jest gość na stopera, dużo więcej z niego pożytku jest w środku pola. Grzesio słabszy niż ostatnio, Marcin – dobre momenty w ataku, słabe w obronie. Chyba najspokojniejszy i najsolidniejszy Daniel Choroś, który nawet miał szansę na zdobycz bramkową po jednym z rogów, tyle, że strzelił nieco za lekko.

Pomoc – i tu niespodzianki. Z trójki pomocników zdecydowanie najsłabiej zaprezentował się dziś Mariusz Marczak. Mało widoczny, mało zwrotny, mało agresywny. Może się słabo czuł? Marcin Kluska brał ciężar gry na siebie. Nie jestem wielbicielem jego gry, ale muszę przyznać, że dziś wyglądał naprawdę nieźle. Ambitny i walczący – jak zwykle, tyle, że dziś jego gra miała sens, podania częściej trafiały do partnerów i nie wahał się strzelać, co udokumentował bramką. Marcin Gawron wykonał swoja pracę, był tam gdzie trzeba i z przodu i z tyłu.

Atak. Krystian strzelec, taki lis w ataku. Bardzo przydatny, no i 5 bramek w trzech meczach – to ma swoją wymowę. Czarek mniej widoczny niż poprzednio, ale kilka niezłych zagrań pokazał. Dobra szybkość i chęć do walki. Bartek Wiśniewski. Ostatnio trochę kręciłem na jego grę nosem. Dziś ciągnął grę do przodu. Wszędobylski, cofał się, szarpał dośrodkowywał, walczył. Dobry mecz. Mountas zwrócił mi jeszcze na jedną rzecz uwagę – Bartek czasem stoi i czeka na czystej pozycji, pokazuje się, a koledzy tak jakby go nie dostrzegali – coś w tym jest, on musi sobie piłkę sam wywalczyć.

Zmiany: Tomek Chałas – chęć do walki poparta zdobyciem gola – dobra zmiana. Mati Małek niestety mnie dziś zawiódł, on MUSIAŁ coś strzelić, nie można marnować takich sytuacji kiedy dostaje się piłkę na centymetry na głowę pod samą bramką. Patryk Zych też nie porwał mnie swoja grą. Być może dostał od trenera takie polecenia, bo był dziś hamulcowym, zupełnie inaczej niż poprzednio. Maciej Wilanowski grał krótko, jego głównym partnerem do gry był właśnie Patryk, więc nie miał specjalnie okazji się wykazać, a gdyby Patryk zamiast wycofywać, tracić piłkę stwarzając niebezpieczeństwo pod naszą bramką podał mu kiedy wychodził na pozycję… Mogło być ciekawie.

OK, zwycięzców nie sądzimy! Wygraliśmy, drużyna pokazuje chęć do gry, utrata goli ich nie podłamuje, są lepsi w ataku niż to było choćby na jesieni. Nie dość tego, strzelają cztery bramy w dniu, kiedy ich lider i główny rozgrywający jest wyraźnie niedysponowany. To może cieszyć. Gramy dalej i walczymy w następnych grach.