Trudno było wytypować wynik sobotniego starcia z Sokołem. Klub z Aleksandrowa plasował się wysoko w tabeli, znacznie wyżej od nas, z drugiej strony pamiętaliśmy poprzednią wygraną z tą drużyną przy poprzedniej grze w III lidze. Skończyło się na połowicznym sukcesie – remisie, na dokładkę bezbramkowym.

Tomasz Chałas

Tomasz Chałas (fot. Tadeusz Robaszyński-Janiec)

Drużyna wyszła w przewidywanym zestawieniu, niestety bez Michała Oświęcimki, którego kontuzja niestety okazuje się być bardzo uciążliwą. Michał ma kłopoty z poruszaniem się i niestety będzie musiał przejść dłuższą terapię, wyłączającą go z gry przed przerwą zimową. Pytany przeze mnie potwierdził dokuczliwy ból i długość wykluczenia z gry. Życzyłem mu jak najszybszej rekonwalescencji, bo jest nam przecież potrzebny i jest naszym ulubieńcem. W jego miejsce zagrał, podobnie jak w Łowiczu, Marcin Kluska, a miejsce w ataku zajął Tomasz Chałas. W Sokole mieliśmy też jedno „polonicum” w osobie Michała Brudnickiego na bramce.

Przejdźmy do meczu. Ten był mocno wyrównany, ale bez specjalnych fajerwerków. Goście pierwsi mieli okazję do otwarcia wyniku,bo już w 8 minucie, kiedy ich gracz nie trafił w polu karnym w piłkę. Gdyby nie ten kiks mogło być nieciekawie. W 18 po raz pierwszy dali o sobie znać sędziowie. Dlaczego główny, Kamil Żmijewski z warmińsko-mazurskiego ZPN, gwizdnął odbierając nam piłkę nikt nie potrafił zgadnąć. Bo ani nie było faulu, tym bardziej autu, a do linii spalonego brakowało przynajmniej dwóch metrów! Nic się nie stało, ale czym później, tym sędzia popełniał tych błędów coraz więcej. Nie mogę mu zarzucać stronniczości, bo nas nie skrzywdził, nie zmienia to jednak faktu, że mocno błądził.

Nasi mocniej pocisnęli między 25, a 35 minutą. Mieliśmy wtedy skok bramkarza nad nurkującym w polu karnym Mariuszem Marczakiem, rajd Bartka Wiśniewskiego wreszcie przyjęcie wyplutej przez Brudnickiego piłki na skraju pola bramkowego, niestety bez możliwości wkopania jej do bramki inaczej niż piętą, a Bartek wyraźnie usiłował ustawić się do przewrotki. Poza tym gra była raczej wyrównana, a ostatnim akordem tej części gry był strzał Mateusza Małka głową, tylko że prosto w bramkarza.

Kamil Żmijewski, Marcin Gawron

Kamil Żmijewski (fot. Tadeusz Robaszyński-Janiec)

Druga część gry rozpoczęła się od zdecydowanego naporu gości. Przez kilka minut trzymali oni nas w iście hokejowym zamku, co mało nie skończyło się utrata gola w 52 minucie. Szczęśliwie strzał poszedł ponad bramką. A ponieważ niewykorzystane sytuacje się mszczą, to mało brakowało, a goście zostaliby mocno skarceni. W 53 minucie mieliśmy chyba najładniejsza akcję tego meczu. „Wiśnia” mocno poszedł po skrzydle, podał do Marczaka, ten po krótkiej kiwce wyłożył idealnie Marcinowi Gawronowi, a ten, nie atakowany, huknął potężnie ponad poprzeczką. Oj szkoda tej sytuacji…

Kilka minut później znowu Manolo wpadł w pole karne i dograł do Małka, a ten pomylił się bardzo nieznacznie.
Ostatnie pół godziny to znowu dosyć wyrównana, może z naszą malutką przewagą, gra, okraszana licznymi zmianami i jeszcze liczniejszymi popisami sędziego. W samej końcówce na boisko wszedł Przemek Szabat i natychmiast zapisał się faulem ocenionym przez sędziego (tym razem słusznie) na żółtą kartkę. Arbiter doliczył kilka minut, lecz chyba się rozmyślił, bo po trochę więcej niż minucie spotkanie zakończył. Czyli remis 0:0, który chyba bardziej zadowolił jednak gości, bardzo tego wyniku w końcówce pilnujących.

Nasi nie zagrali źle, ale trochę bez wyrazu. Brakowało skuteczności, wyraźnie daje się zauważyć w naszej ekipie typowego łowcy bramek.

Jak zagrali poszczególni ludzie?

Mateusz Tobjasz wykonał co do niego należało. Specjalnie dużo do roboty nie miał, ale się nie mylił.

Z bocznych obrońców bardziej niż Marcin Bochenek, który nie ustrzegł się kilku błędów, za to zrobił piękny szpagat, podobał mi się Piotr Maślanka. On mi się już podoba w zasadzie od samego początku gry w naszej drużynie. Mocny w obronie, chętnie biorący udział w akcjach zaczepnych. Dobry nabytek. Środkowi na poziomie, zarówno Rafał Zembrowski, który miał kilka dobrych interwencji, jak równiej idący do przodu przy stałych fragmentach gry, Daniel Choroś. Szkoda, że temu ostatniemu nic nie chciało wczoraj spaść na głowę po dosyć licznych rogach.

Pomoc. Marcin Kluska niczym się specjalnie nie wyróżnił, podobnie jak Marcin Gawron. Przeplatali lepsze zagrania słabszymi. Gawron niestety nie strzelił bramki, a powinien. Małek i Marczak to już nieco inna historia. Oni zagrali dobrze, a Manolo to rzekłbym, że nawet bardzo dobrze. Obaj mocno aktywni, bardzo dużo pracujący.

Sporą pracę wykonali także Chałas i Wiśniewski, ze wskazaniem na tego drugiego. Bartek gra teraz tak, jak bym od niego od dawna oczekiwał. Dynamiczny na skrzydle, z niezłymi dośrodkowaniami. Często także groźny w polu karnym. Wczoraj nie strzelił, ale się starał. Tomek też chyba dochodzi do właściwej dyspozycji i myślę, że z meczu na mecz będzie nam dawał coraz więcej.

Zmiennicy w kolejności jak pojawiali się na boisku. Od 77 minuty Cezary Sauczek. Określił bym jego występ jako umiarkowanie dobry. Chyba musi szukać lepszej formy, że pograć dłużej i powalczyć o miejsce z Małkiem, którego zmienił. Ostatnie dziesięć minut dla Grzesia Wojdygi zmieniającego zmęczonego Maślankę. Grzesio chciał pograć, ale w tej fazie gry zbyt dużo się już nie działo. Gra była szarpana, goście myśleli raczej o obronie wyniku, na boisku panował raczej bałagan, o sędziowaniu już pisałem – więc specjalnego pola do popisu nie było. Szabat i Sebastian Szymerski weszli dosłownie „na chwilę”, jednak Przemek zdążył zarobić kartkę , o której już wspomniałem.

Za tydzień odwiedza nas ŁKS 1926 Łomża i tutaj już zdecydowanie będziemy oczekiwać wygranej. Taka gra jak dziś, ale przy lepszej skuteczności powinna śmiało wystarczyć.

Share