Piotr Petasz odszedł z klubu jeszcze przed zakończeniem sezonu. W kwietniu jego kontrakt został rozwiązany. Wpływ na tą sytuację miało zwolnienie Igora Gołaszewskiego i objęcie zespołu przez Wojciecha Szymanka. – Gdyby trenerem wciąż był Igor Gołaszewski, to dalej grałbym w Polonii. Ale, trenerem został Szymanek. Wiedziałem, że nie ma opcji byśmy na Konwiktorskiej funkcjonowali we dwóch. Albo ja, albo on.

Piotr Petasz

Piotr Petasz (fot. Tadeusz Robaszyński-Janiec)

Między Petaszem a Szymankiem doszło do otwartego konfliktu i ostrej wymiany zdań przed całym zespołem. – Jak był II trenerem wyglądało to jeszcze znośnie. Jak został pierwszym, to się to mocno zmieniło. Trudno było o spokój, głośno mówił, że ma w szatni dwie czarownice i z nimi Polonia nic nie zdobędzie. Chodziło o mnie i jeszcze jednego piłkarza. Jestem zdania, że lepiej wziąć kogoś na rozmowę i wyjaśnić sobie wszystko na boku. Sam był zawodnikiem więc powinien wiedzieć jak to się robi w profesjonalnej piłce. Nasza wymiana miała miejsce na forum w szatni. Trener, rzucił mi ni z stąd, ni zowąd żebym poszedł sobie do prezesa i rozwiązał kontrakt. Zrobiło się gorąco. Poleciało jeszcze trochę wyrazów na „k”. Ja też nie przebierałem w słowach i w kilku przymiotnikach powiedziałem co o nim myślę. W końcu się spakowałem i wyszedłem, bo by się to źle skończyło. Teraz po czasie, to myślę sobie, że tą czarownicą to był on. Miał dobry zespół, a spadł do 3 ligi. Nie cieszy mnie to wcale. Naprawdę chciałem pomóc tej drużynie, starałem się dawać z siebie maksa.

Mimo bardzo słabej postawy drużyny w rundzie jesiennej i zakończenia roku na miejscu spadkowym nikt w zespole nawet nie dopuszczał myśli o spadku z ligi. – Na zimowym obozie na Cyprze mieliśmy dobrą passę. Wygrywaliśmy wszystkie sparingi, również te z mocniejszymi drużynami. Praktycznie cały czas byliśmy w klubie na ćwiczeniach czy odprawach. Może nawet w pewnym momencie byliśmy zbyt zmotywowani, czy przetrenowani? Może trzeba było nam dać trochę luzu i odpuścić. To nie było tak, że ktoś w Polonii zawodził. Źle grała cała drużyna. Nie było nikogo kto wskazałby tego przyczynę. Nikt nie miał żadnej recepty. Wydarzyła się rzecz, której po awansie do drugiej ligi nikt nie brał nawet pod uwagę. My na prawdę potrafiliśmy grać w piłkę. W lidze problem leżał raczej w głowach zawodników. To był młody zespół. Niektórzy chyba nie wytrzymali presji. Gdy kibice nie byli nam przychylni, to głowy niektórych nie wytrzymały. Młodzi się podłamali, a taka jest właśnie piłka nożna. Nie zawsze wszyscy cię chwalą i będą klaskać. Czasami dostajesz po głowie i trzeba to wziąć na klatę i grać dalej. Jak ktoś tego nie potrafi, to musi zmienić zawód.- ocenia były obrońca Polonii w wywiadzie dla portalu „Sport.pl” i uważa, że niesłusznie krytykowano Jerzego Engela za słabą grę zespołu i spadek z ligi, ponieważ ani prezes, ani jego syn praktycznie nie ingerowali w pracę trenerów. – Nie ma co zrzucać winy na Engelów. Sami sobie tych wyników jesteśmy winni. Tak szczerze to my żeśmy prezesowi zrobili krzywdę. Zamiast mu podziękować grą, nie potrafiliśmy się w żaden sposób odwdzięczyć. Prezes Engel zajmował się swoimi rzeczami. Odpowiadał za funkcjonowanie klubu i co do tego nie było zastrzeżeń. Pieniądze zawsze płacił na czas. Byłem nawet zszokowany, bo często, gdy przegrywało się dwa, trzy razy z rzędu władze różnych klubów cięły premię i ograniczały wypłaty. Engel robił inaczej. Przyszedł i zwiększył premię motywacyjną. Wszystko po to, by nas nie dołować, tylko starać się podnieść. Natomiast jego syn jeszcze w trzeciej lidze trochę nam pomagał. W drugiej po prostu był z drużyną, dawał dobre rady, innym razem wspierał od strony mentalnej. Nie było go oczywiście w szatni. Nie prowadził tego zespołu, ale rzeczywiście miał na niego jakiś wpływ. Z mojej perspektywy trudno ocenić czy to było dobre czy złe. Po prostu taka była struktura, tak to w Polonii funkcjonowało.

W wywiadzie Petasz przyznaje również, że chociaż rozstanie z Polonią przebiegło w mało przyjaznej atmosferze to jest gotów wrócić ponownie na Konwiktorską. –  Spotkałem ostatnio na ulicy nowego prezesa „Czarnych Koszul”. Porozmawialiśmy chwilę. Powiedziałem mu, że ja na Konwiktorskiej mogę grać za mniejsze pieniądze, bo chcę po prostu grać w piłkę. W niższej lidze i tak majątku nie zarobię. Mam dobry kontakt z chłopakami. Z niektórymi się widuję z innymi rozmawiam przez telefon. Zawsze starałem się wszystkim pomagać, coś podpowiedzieć, mam nadzieję, że mnie miło wspominają. Atmosferę mieliśmy dobrą, kilka fajnych wspomnień i wspólnych historii z tego czasu zostanie. Ja w Polonii mam tylko jednego wroga.

 

źródło: własne / sport.pl
Share