W ohydny, zimny i dżdżysty piątkowy wieczór szliśmy na mecz z Radomiakiem pełni obaw. Po ostatnich niezbyt udanych grach trudno było wierzyć, że nagle coś się zmieni w meczu z jednym z potentatów ligi. Tymczasem zgromadzoną w ilościach znacznie przewyższających poprzednie spotkania publiczność spotkał prawdziwy szok! Polonia zagrała mecz, o jakim marzyliśmy od początku sezonu.

Skład był mocno przemeblowany, bo to albo kontuzje, albo nazbierane pracowicie kartki wyeliminowały sporą grupkę naszych zawodników. Pojawili się, dawno nie oglądani, Dominik Pusek w bramce i Michał Oświęcimka w pomocy. W wyjściówce znaleźli miejsce także Bazyli Kokot, Czarek Sauczek czy Daniel Gołębiewski.

Bartosz Wiśniewski

Bartosz Wiśniewski (fot. Tadeusz Robaszyński-Janiec)

Już sam początek wskazywał, że ten mecz może być inny. Nasi nie ociągali się z zawiązywaniem akcji, lecz ruszyli na Radomiaka z pełnym impetem, żeby nie powiedzieć z furią. Już od 3 minuty i strzału Bartka Wiśniewskiego na boisku dużo się działo. Dodajmy, że to z graczami Polonii w głównych rolach. Ataki sunęły na bramkę „Warchołów” jeden po drugim, przy czym były to akcje składne, niosące za sobą zagrożenie bramki gości. W 7 minucie, zagranie które możemy ocenić jako „centrostrzał” w wykonaniu Marcina Bochenka, przelobowało bramkarza i od utraty bramki uchroniła gości tylko poprzeczka. „Bochen” ogólnie szalał na boisku i wreszcie w 17 minucie został sfaulowany w polu karnym i prowadzący zawody p. Wojciech Myć, bez wahania wskazał na „jedenastkę”. Do piłki podszedł „Wiśnia” i pewnie strzelił – 1:0 ku zadowoleniu żywo dopingujących (wreszcie!) trybun. Chwaląc grę naszych piłkarzy należy zwrócić uwagę na fakt zaangażowania w grę praktycznie wszystkich naszych graczy. To nie były mizerne, ślamazarne akcje rozgrywane przez 2-3 piłkarzy. Mocno angażowali się boczni obrońcy, a nawet stoperzy. Po całej połaci boiska szalał „Cimek”, którego obecność na boisku tak bardzo ucieszyła kibiców. Widzieliśmy celne i precyzyjne podania, przemyślane rozwinięcia akcji, dobrze i groźnie bite stałe fragmenty gry, wreszcie liczne próby strzałów. Taka gra musiała przynosić efekty. Goście wyglądali na zdetonowanych, gubili się i nadrabiali swoja niemoc faulami. W samej końcówce pierwszej części meczu buszujący w polu karnym Piotr Kosiorowski został „wycięty” i sędzia znowu wskazał na „wapno”. Dodatkową bonifikatą była druga żółta kartka dla faulującego, w konsekwencji wykluczająca go z gry. Do piłki podszedł „Wiśnia” i znowu nie dał szans bramkarzowi, tym razem strzelając w przeciwny róg.

II połowa zapowiadała się więc bardzo optymistycznie, bo mieliśmy wynik 2:0 i grę w przewadze. Nasi znowu rozpoczęli ze sporym zaangażowaniem. Zobaczyliśmy kilka akcji, bardzo aktywny był Czarek Sauczek, ale po kilku minutach gra się nieco uspokoiła. Po jednym z nielicznych wyjść do przodu Radomiak wywalczył rzut rożny i przy sporym zamieszaniu w naszym polu karnym zdobył kontaktową bramkę. To nas trochę zaniepokoiło, ale tylko na krótko. Wczoraj nie czekaliśmy na końcowy gwizdek, nie broniliśmy wyniku. Nasi ludzie ruszyli do przodu. Podmęczonego Czarka zastąpił Marcin Kluska – i to on zdobył w 64 minucie trzecia bramkę. Sytuacja była podobna do tej, która przyniosła gola dla Radomiaka. Po rzucie rożnym tym razem w polu karnym gości się mocno zakotłowało, bramkarz nasz strzał odbił, ale Marcin dobijał już praktycznie do pustej. I mieliśmy 3:1! Na boisku pojawili się kolejni gracze i mieliśmy okazję zobaczyć Krystiana Pieczarę, Michała Zapaśnika i Mariusza Wierzbowskiego. W 72 minucie znowu wznieśliśmy ręce w geście radości po bardzo dobrym dograniu Mariusza Marczaka i pięknej główce Grzesia Wojdygi. Niestety, sędziowie dopatrzyli się minimalnego spalonego. Najważniejsze, że nasi grali – i to grali naprawdę ładnie. Przecieraliśmy oczy widząc sunące, jeden po drugim, ataki z naprawdę dobrym przeglądem pola, dużą inwencją i niezłą precyzją. Przykładem niech będzie piękna akcja z 80 minuty. Ostro do kontry poszedł Kluska, przedłużył po skrzydle do Grzesia, a ten świetnie wrzucił w pole karne. Krystianowi zabrakło centymetrów żeby wpakować wślizgiem piłkę do bramki. Krystian miał jednak swoją chwile triumfu. W 85 minucie, po podaniu od „Zapasa”, przeprowadził cudną indywidualna akcję po prawym skrzydle, minął obrońcę, wpadł w pole karne i huknął w kierunku bramki. Piłka od poprzeczki trafiła do sieci. Zrobiło się 4:1. Napór Polonii trwał praktycznie do końcowego gwizdka, przy przedłużonym o cztery minuty meczu. I tuż przed końcowym gwizdkiem mogło być jeszcze 5, niestety Kluska nie wykorzystał super okazji. Sędzia gwizdnął koniec meczu i chyba po raz pierwszy w tym sezonie mogliśmy żałować, że to już koniec. Takie mecze chcielibyśmy oglądać za każdym razem.

Mocny przecież Radomiak nie miał wczoraj żadnych szans. Był wyraźnie bezradny. Mogli przegrać nawet wyżej. Przyznali to także sprawozdawcy z Radomia, którzy siedzieli obok mnie i szczerze pogratulowali nam wygranej. Ich zdaniem wynik dzisiejszego meczu może zwiastować, że spotkamy się w przyszłym sezonie, bo nasza sytuacja się nieco poprawiła, a ich szanse na awans z kolei trochę zmalały.

Marcin Kluska

Marcin Kluska (fot. Tadeusz Robaszyński-Janiec)

Co mnie zaskoczyło w meczu? Całokształt! Wczoraj zobaczyłem niby tych samych ludzi, ale jakże odmienionych! Moi Drodzy, gdyby chłopaki tak grali przez cały sezon, to raczej bylibyśmy pewni awansu do I ligi. Wniosek jest prosty – oni potrafią! Nagle coś zatrybiło… Strach zajrzał w oczy, urażono ich godność i ambicję? Nieważne – ważne, że zaczęli grać tak jak o tym marzymy. Oby dalej w tym duchu do końca ligi. A za tydzień Puszcza, przeciwnik także niełatwy.

Ostatnio napisałem kilka krytycznych uwag w ocenach gry naszych piłkarzy. Dziś mam prawdziwą satysfakcję i przyjemność, że oceny będą diametralnie inne.

Bramka. Dominik Pusek. Bardzo dobry występ. Utratą bramki zupełnie bym go nie obciążał. Przy pierwszym rogu bitym przez Radomiaka miał troche problemów i z trudem piłkę przerzucił za siebie, później, przy kolejnych bardzo dobrze wychodził na przedpole i doskonale piąstkował. Nieliczne strzały pewnie wybronił.

Obrona. O dobrej grze bocznych już wyżej wspominałem. Marcin grał dziś koncertowo! Być może można go określić mianem „man of the day”! Chociaż konkurencja do tego miana była wczoraj spora. Grzesio, czasem ganiony za mało precyzyjne do środkowania, nie miał z tym problemów, dobrze dorzucał, a i sam skutecznie atakował – choćby ta nieuznana bramka. Środkowi dobrze, zarówno Bazyli, jak i Rafał Zembrowski „nie obcinali się”, kasowali to co szło w naszą stronę, próbowali także strzałów na bramkę rywali.

Pomoc. Środkowi. Kapitan Piotr – mecz pełną gębą. Dobry przegląd pola, obecność tam , gdzie był potrzebny, wywalczony rzut karny. Michał – jakże się cieszę, a inni razem ze mną, że wreszcie wrócił do gry. Był wszędzie, nigdy nie odstawił nogi. Jego pojedynki z najroślejszym z graczy Radomiaka były prawdziwie epickie. Zobaczyliśmy inne ustawienie środka niż w poprzednich meczach. Zobaczyliśmy futbol na TAK. Jeśli ktoś chce poznać moje zdanie – ja bym tego ustawienia w kolejnych grach nie zmieniał, Polonia wyglądała wczoraj tak, jak powinna!

Skrzydłowi. Czarek walczył jak lew. Raz , czy dwa może lekko zabrakło mu doświadczenia, ale po jego stronie cały czas coś groziło przeciwnikom. Bartek – bardzo aktywny, biegający i walczący. Wreszcie zobaczyłem to, na co czekałem – bardzo dobre przyjęcie, zastawienie i podanie lub obrót i strzał. I te dwa karne. Brawo, kolejny kandydat do gracza meczu. Na środku „Manolo”. I tu kolejna niespodzianka na tak. Mariusz wczoraj dogrywał jak za najlepszych chwil. Jego wolne były precyzyjne, rożne przelatywały nad pierwszymi obrońcami. Przeciwnicy nie umieli sobie z tym poradzić. Z przodu Daniel, też lepszy niż dotychczas. Widziałem jego determinację i chęć do walki. Aktywny, walczący o pozycje, szybszy niż poprzednio.

Zmiennicy. Już ich wymieniałem, a muszę dodać, że każdy z nich coś od siebie dodał do gry. Kluska i Krystian choćby po trafieniu, Michał asysta. Mariusz miał najmniej minut, ale także parę razy dał się zauważyć.

Ciekawe, prawda? Same pochlebstwa. Ale jak tu za wczorajszy mecz nie chwalić, zwłaszcza, że okazji do pochwał było ostatnio niezbyt wiele. Obym miał takich okazji jeszcze tyle, co meczów pozostałych do końca sezonu.

Share