Po wczorajszej nostalgicznej akcji wspominkowej z Kacprem Lachowiczem możemy zatopić się w podróż w przeszłość z Piotrem Dziewickim

Marek Bažík, Piotr Dziewicki

Piotr Dziewicki (fot. Tadeusz Janiec / dumastolicy.pl)

Portal „Weszło!” w ramach cyklu „Ale to już było” opowiedział o kulisach swojego futbolowego życia. Przypatrzmy się wątkom polonijnym.

„Chrumek” uważa Arka Bąka za jednego z najlepszych zawodników, z którym miał okazję występować w jednym klubie.

Najlepszym trenerem, z którym pracował był Jerzy Engel. Trener (…) mi zaufał i dał szansę, wprowadził do składu i razem zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Później Verner Lička, który miał duży wpływ od strony techniki i taktyki. No i trener Dariusz Wdowczyk od strony charakterologicznej. Także to tych trzech szkoleniowców, ale naprawdę mógłbym wymienić wielu. Bo jeden był lepszy od strony taktycznej, merytorycznej i miał świetny warsztat, ale nie był fajnym człowiekiem – i ta komunikacja z zespołem kulała. Ale to jak zawsze – była większość trenerów, u których dobre cechy górowały, u innych się przeplatały z tymi złymi, a jeszcze inni w ogóle zapisywali się in minus – charakteryzuje mistrz Polski z 2000 r.

Najbardziej pamiętną imprezą była ta po zdobyciu mistrzostwa z Polonią. To była impreza w Centrum Promocji Kadr u prezesa Janusza Romanowskiego po zdobyciu Mistrzostwa Polski na Łazienkowskiej. Pamiętne 3:0 z Legią. Naprawdę długo tam się bawiliśmy, prezes się potem śmiał, że wszystkie alkohole z barku na dole zostały przez nas wypite i było dosyć głośno. Ale też wiele zabaw w Lolku, warszawskim lokalu, gdzie zawodnicy Polonii mieli swoje miejsce. Chodziliśmy tam z rodzinami lub bez i to nie tylko po wygranych meczach. 

Piotr Dziewicki

Piotr Dziewicki

Dodatkowo „Chrumek” z czasów piłkarskiej kariery najbardziej ceni prezent, który otrzymał po tym tryumfie. Sygnet polonijny, który dostaliśmy po mistrzostwie Polski. To chyba ta najcenniejsza pamiątka, na pewno nigdy się go nie pozbędę.

Za największego jajcarza w szatni uznaje Mariusza MalinowskiegoTo chyba był Mariusz Malinowski w Polonii Warszawa, który ciągle robił psikusy. Kiedyś przez przypadek zabrałem dekoder Cyfry+ i wszystkie piloty z miejsca, w którym mieliśmy odnowę biologiczną, bo schował mi je do torby. Musiałem później to odnieść. Przystrajał samochody lub je przeparkowywał, wiązał jeden but do drugiego, obciął komuś spodnie, robiąc z długich krótkie – różne rzeczy, ciągle jakieś głupoty wymyślał.

Dziewickiego z kolei nazywano pantoflarzem. On sam nie wstydzi się tego przytyku. Bez trudu wskazuje największych flirciarzy – Tomek Moskal w Polonii i Arek Kaliszan. Największym modnisiem był Arkadiusz Malarz. Natomiast, i to nie zaskoczenie, najgorszym prezesem – Józef Wojciechowski. – (…) Zespołu nie buduje się tak jak bloku – kupię najlepsze cegły, zaprawę, tynki, to powstanie super budynek. W piłce jest tak, że nawet jeśli zbierze się najlepszych zawodników, a nie zrobi drużyny, to nic z tego nie będzie. Nie mówię o nim jako najgorszym prezesie, ale człowieku, który nie potrafił wykorzystać tego, czym dysponował. Jego największą porażką było to, że nie otoczył się ludźmi, którym mógłby zaufać. Gdyby Polonia była dobrze zarządzana, to dziś być może ona byłaby w miejscu, w którym jest Legia – twierdzi „Milan”.

Na koniec opóźnienie w pensji za prezesa Romanowskiego. Po mistrzostwie w Polonii Warszawa musiałem się zrzec dość pokaźnej kwoty, by odejść do Amiki Wronki. To było prawie dwupokojowe mieszkanie w Warszawie, ale gdybym się ich nie zrzekł, to bym nie odszedł. Do dziś Marcin Kuś, Wojtek Szymanek i trener Krzysztof Chrobak muszą się sądzić o swoje pieniądze, a byli w Polonii dosyć długo. Dużo stracili. Kariera piłkarza jest krótka, Polonia jest moim klubem i nim będzie, ale trzeba było patrzyć na takie sprawy w sposób rozwojowy.

Przed sobotnim meczem z Wartą Działoszyn portal „Mazowiecka Piłka” przypomina o słabej zdobyczy punktowej Polonii podczas meczów wyjazdowych. Mimo gładkiej wygranej [z Wartą Sieradz – przyp. DS] „Czarne Koszule” mogą mieć obawy przed meczem, bo gra na wyjazdach nie jest ich mocną stroną. Ich bilans wynosi: 3 wygrane, 1 remis i aż 4 porażki. Bramki: 7-6 na korzyść Polonii. Jeżeli piłkarze Polonii marzą o awansie to muszą zacząć strzelać więcej goli na obcych stadionach (ich średnia wynosi poniżej 1 gola na mecz).

Źródło: własne / Weszło! / Mazowiecka Piłka
Share