Podobno miałem szczęście, że nie widziałem ostatnich meczów naszej drużyny. Niestety byłem w Sieradzu więc mogłem sobie to i owo wyobrazić. Dziś nie mogłem się już doczekać starcia z Pelikanem. No i proszę – wygrana. Wreszcie. 

Zwróćcie uwagę na skład w jakim wyszliśmy na boisko: Michał Brudnicki – Piotr Tyburski (5. Mateusz Gliński), Grzegorz Wojdyga, Wojciech Szymanek, Dawid Klepczyński – Michał Steć (67. Filip Kowalczyk), Jan Dźwigała, Rafał Kosiec, Grzegorz Arłukowicz (88. Piotr Augustyniak) – Krystian Pieczara, Marcin Stańczyk (79. Marcin Kruczyk). Kogo widzicie z pierwszego składu z zeszłego roku? Tylko Tybura, a on doznał kontuzji już po 3 minutach gry i zapakowany do karetki, opuścił stadion. Od razu uspokajam – był z powrotem na koniec meczu, z szytą, obandażowaną głową, ale w sumie cały. Czy to aby nie tłumaczy słabiej zorganizowanej gry drużyny? Chcę w to wierzyć i mieć nadzieję, że z meczu na mecz będzie coraz lepiej. Dzisiejszy mecz, choć przeciętny, jednak takie nadzieje daje.

W sumie wszystko było pod kontrolą. Owszem, mało wyraziście, z kilkoma śmiesznymi błędami, czasem chaotycznie. Ale już lepiej biegali, już było widać zalążki wspólnej walki z przeciwnikiem. Pelikan praktycznie nie miał żadnej sytuacji, bo za takie nie mogą być uważane wrzutki w pole karne, pewnie padające łupem pewnego Michała Brudnickiego. Eksperymentalnie zestawiona obrona z Grzegorzem Wojdygą w roli stopera wypełniała moim zdaniem swoje zadanie, rozbijając to, co było do rozbicia. Groźniej było tylko w 44 minucie, kiedy napastnik gości wskoczył między naszych dwóch środkowych i dobrze interweniował Michał oraz w 69 kiedy w groźnie wyglądającej akcji dwa Pelikany zderzyły się w naszym polu karnym. Poza tym na nic im nie pozwalano.

Z przodu z kolei nie ma się za bardzo czym pochwalić w ataku. Na uwagę zasługują akcja Krystiana Pieczary z 36 minuty i … spartaczona w 45 minucie Marcina Stańczyka. Piłka była trudna, ale Marcin wychodzi przed bramkarza, analogicznie do wspomnianej akcji Pelikana, pomiędzy dwoma obrońcami i nie potrafił opanować piłki.

W drugiej połowie było chyba ciekawiej. Zaraz po wznowieniu „Mara” dał się sfaulować w polu karnym i karnego skrzętnie i pewnie wykorzystał Stańczyk.

Jan Dźwigała

Jan Dźwigała (fot. Zbigniew Luchciński)

Pokazał się drugi, obok Pieczary, debiutant – Janek Dźwigała dobrą akcją w 50 minucie, którą określiliśmy, że poszedł jak dzik w żołędzie.

Akcja , jakie chcielibyśmy oglądać jak najczęściej, miała miejsce w 55 minucie: Michał Steć do Stańczyka, ten do Rafała Kośca, wreszcie piłka do Stecia i strzał, niestety niecelny. Szkoda, bo gdyby wpadło, to byłby poziom lig wyższych. Było jeszcze kilka niezłych akcji, a inicjowane były zwykle przez bardzo szybkiego i przejawiającego dużą chęć do gry Pieczarę oraz Kośca, który dziś zupełnie nie przypominał zagubionego gracza z meczu w Sieradzu. Czyli może jednak mam trochę racji, że oni się ciągle zgrywają ze sobą. Wprowadzony na ostatnie 10 minut Marcin Kruczyk też się pokazał. Zaraz po pojawieniu się na boisku wykonał piękny rajd po skrzydle, minął dwóch obrońców i dośrodkował. Niestety stoper gości przeciął to podanie w ostatniej chwili. Później niestety dwa faule, dwie kartki i już w doliczonym czasie niechlubne zejście z boiska. Niepotrzebnie.

Sędzia gwizdnął ostatni raz i mogliśmy się cieszyć wygraną. Próbowałem naciągnąć siedzącego opodal Piotrka Dziewickiego na pomeczowy komentarz, ale, zgodnie z moim oczekiwaniem, ten prawdziwy gentleman odmówił, nie chcą wypowiadać się teraz ani o drużynie, ani o swoim następcy. Nie dowiemy się więc co on sądził o dzisiejszej grze „Czarnych Koszul”.

Musimy także zauważyć, że brakowało nam dziś dwóch ważnych dla drużyny graczy, a mianowicie ukaranych za kartki Adama Czerkasa, naszego chyba najgroźniejszego aktualnie strzelca i Dominika Lemanka. Tym bardziej możemy być zadowoleni z wygranej i z tego, że wreszcie nie było karnych przeciwko nam. Chciałbym podkreślić bardzo dobrą pracę arbitrów dzisiejszego meczu. Do ich decyzji trudno by się było przyczepić. Chciałbym w każdym meczu oglądać takie sędziowanie.

No to ocenki. Z tym jest trochę kłopotu, bo zwycięzców się nie sądzi, a jednak nie wszyscy gracze zasłużyli na laurki za dzisiejszą grę.

Więc zacznijmy od bramki – Michał bez żadnych zastrzeżeń, ale roboty miał raczej jak na lekarstwo. W sumie +.

Z obroną mam pewien problem bo oczywista była gra w tej formacji Wojtka Szymanka, Wojdygi i „Klepka”, ale kto był drugim skrzydłowym? „Tybur”, Kosiec, Dźwigała? Doprawdy nie wiem, zwłaszcza po szybkiej zmianie Tybura na Matiego. Ocenię więc obrońców razem z defmidami. Dawid średnio, ale bez wielkich wpadek. O środkowych trochę już pisałem, z nich dwóch lepsze wrażenie robił na mnie Grzegorz, bardzo pewny. „Tybur” był przez chwilę więc bez oceny. Kosiec – bardzo fajnie, podobał mi się i za grę obronną i za próby wyjść do przodu – chyba jeden z lepszych dzisiaj. Janek debiut, według mnie udany. Próbował coś strzelić, trochę niecelnie, ale jednak groźnie. Powinien być wzmocnienie drużyny.

Z pomocników zdecydowanie najlepsze wrażenie zrobił dziś Michał Steć. Walka, nieustępliwość, niezły przegląd pola, parcie do przodu – zdecydowanie na +. Arłukowicz, hmm, sam nie wiem, miał lepsze i słabsze momenty – średnio. Mati niestety słabiej. Miał kłopoty z utrzymaniem się na nogach, piłka mu trochę przeszkadzała, gubił się w dryblingach. W drugiej połowie nieco lepiej, mocno parł do przodu, no i wywalczył karnego. W sumie – średnio, a oczekiwał bym po nim więcej. Filip Kowalczyk niestety nie zaliczy tego meczu do udanych. Nie bardzo mu wychodziło. Mając nieco słabsze warunki fizyczne odbijał się od obrońców Pelikana jak od ściany. Musi pracować, także nad siłą.

Atak. Krystian Pieczara – doskonały debiut, nie tylko moim zdaniem. On robił największą różnicę! Znakomita szybkość, ciekawe akcje, walka na całym boisku. Bardzo dobry nabytek. Jeśli miałbym wskazać gracza meczu, to trochę bym się wahał czy aby nie Kosiec, ale jednak Krystian. Czekamy na następne mecze. Stańczyk, pewny karny, pierwsza połowa baaaardzo blada, w drugiej lepiej, rozkręcił się. Marcin… no cóż, te dwie kartki, a wyglądał nawet nieźle.

Zdałem sobie na koniec sprawę, że chwalę naszych za lepszą grę w drugiej części spotkania – to pozytywny znak, bo z Wartą w drugiej połowie było radykalnie gorzej niż w pierwszej (do innych meczów nie porównuję , bo nie widziałem, ale słyszałem, że były też tego typu problemy).

Najbliższy tydzień będzie dosyć trudny, bo gramy w środę, ale następnie już w piątek. Jeden dzień na regenerację – trochę mało. W piątek jednak będziemy mogli już skorzystać z pauzujących – powinni pomóc.