Ech, miałem się nie odzywać, tak sobie w związku z tym felietonem jednego z naszych kibiców obiecywałem, ale jednak…, patrząc na komentarze, wypowiadane zresztą z różnym nastawieniem do samego tekstu, zmieniłem zdanie i stąd tych moich kilka uwag.

Mariusz Ujek

15.03.2014: Ujek w meczu z Bugiem (fot. Jakub Chojecki / polonia.waw.pl)

Mnie też początek nie powalił ale nie jest to powód, dla którego miałbym popadać w pesymizm. Takie odczucia miałem przez chwilę, tyle, że dotyczyły one raczej sytuacji w tej klasie rozgrywkowej, a nie samej gry Polonii. Po prostu bałem się zwyczajnie, że trudno będzie odrobić stratę do Bugu (Ciechanów mamy u siebie i naszym zadaniem jest ich pobić w bezpośrednim starciu), gdyż zdominowana „miłością” do Legii liga północnego Mazowsza mogła trochę pograć pod naszych bezpośrednich rywali. Tymczasem ta ostatnia kolejka pokazała, że jednak mamy tu sporo autentycznego ducha sportowego i nikt nikomu nic za darmo nie da. Chwała więc drużynom, które odebrały punkty naszym najgroźniejszym rywalom!

Paradoksalnie może to być także utrudnieniem dla nas samych, no bo niby dlaczego nie mieli by chcieć i nas skaleczyć? Ale skoro gramy fair i rozstrzygamy rywalizację sportowo, to ja jestem już dużo spokojniejszy.

A co do gry naszej drużyny, na którą tak narzeka autor wpisu, zamieszczonego na naszym portalu na prawach felietonu, widzę tu kilka prostych wyjaśnień.

  1. Nasz sztab szkoleniowy starał się zebrać ekipę, której zadaniem będzie nie tylko awans do III ligi, lecz także skuteczna walka (może, oby, jeszcze z jakimiś wzmocnieniami) w kolejnym sezonie o prawo gry w II lidze. Zebrano więc grupę graczy potencjalnie mocniejszych. Tylko czy aby nie za mocnych? Mam tu na myśli realia tej naszej okręgówki. Gramy na stadionach, które są nimi tylko i wyłącznie z nazwy. Zła i nierówna nawierzchnia, brak prawdziwych trybun – więc podatność na hulające wiatry itp. Być może nasi, z pewnością wyżej zaawansowani technicznie, gracze maja kłopot z grą w takich warunkach? Tak zwyczajnie – wielu z nich bowiem grywało raczej na znacznie lepszych obiektach. I proszę, nie tłumaczcie mi, że złe boisko jest złym dla obu walczących stron. Z tym się nie zgodzę, ponieważ jeśli ktoś gra tylko na takim podłożu, to jest do niego zwyczajnie lepiej przystosowanym i przyzwyczajonym. Pamiętam historyjki sprzed lat kilku, kiedy to i my walczyliśmy w ekstraklasie, kiedy to spotykało się drużyny, które na mecze z faworytami murawę wręcz niszczyły. Ciekawe po co?! A właśnie dlatego, żeby ci lepsi technicznie mieli kłopoty z rozgrywaniem swoich akcji.
  2. Skoro jesteśmy lepsi technicznie, to chcemy grać piłkę bardziej widowiskową, urozmaiconą, z logicznie budowanymi akcjami. A tu bęc! Trafiamy na drużyny prące do wyniku najprostszymi, żeby nie powiedzieć prymitywnymi, metodami – ostre wejścia kosynierów z linii defensywnych i szybki atak na pałę, a nuż się uda. Z tym się także trzeba liczyć i zbyt wyrafinowane budowanie akcji nie zawsze musi być najskuteczniejszą drogą do wygranej, choć, na zdrowy rozum, powinno.
  3. Nie zapominajmy wreszcie, że wszyscy są świadomi naszych możliwości i ambicji (nie licząc ewentualnych sympatii czy raczej antypatii do samej marki Polonii) i do meczów z nami podchodzą jak do walki o życie. Nikt nie chce obrywać po 5-6 do jajka! Każdy natomiast chciałby coś nam wpakować do sieci! I teraz zwróćcie uwagę, że udało się to tylko liderowi na własnym stadionie, po rzucie karnym. Ani Łomianki (jak widać wcale w tej lidze nie takie słabe), ani Żuromin, nic nam nie strzeliły. Czyli pod tym względem jest dobrze, ale prawdziwym testem będzie zbliżający się mecz z Raciążem, który nas wyraźnie zdominował fizycznie na jesieni.

Podsumowując, biorąc pod uwagę komplet wyników z ostatniej kolejki i będąc głęboko przekonanym, że z meczu na mecz nasza gra powinna być coraz płynniejsza i skuteczniejsza, a przeciwnicy nie są aż takimi wielkimi kozakami, z wyraźnym optymizmem patrzę na pozytywne zakończenie sezonu.

Ważne jest jedno – oby wszyscy w drużynie byli zdrowi i obyśmy uniknęli jakichś raptownych zapaści formy. Wtedy wygramy i pożegnamy się z naszymi aktualnymi przeciwnikami. Sędziowie chyba też nam specjalnie przeszkadzać nie będą, bo jak na razie, wcale nie odbiegają aż tak bardzo poziomem od naszych „wielkich” arbitrów z wyższych klas rozgrywkowych i starają się obiektywnie prowadzić zawody.

Tym niemniej nie możemy obrażać się na wyraźnie przejmującego się losem ukochanej drużyny kibica, który po prostu w swojej wypowiedzi wyraził nurtujące go obawy. Miłość do klubu, to nie tylko jest jego wychwalanie, to jest także próba wskazywania mankamentów i próba wskazania drogi ku lepszemu. Ja, mimo że nie bardzo się z nim zgadzam, daleki jestem od stawiania go pod pręgierzem!