Przed jutrzejszym meczem Polonii z GKS-em Bełchatów pewne jest, że w bramce gospodarzy nie wystąpi Sebastian Przyrowski. Pod znakiem zapytania stoi również występ Pawła Wszołka. W dalszej części newsa pochylimy się trochę nad Sytuacją w klubie i tym ile osób faktycznie będzie mogło obejrzeć jutrzejszy mecz.

Jak informuje Gazeta Wyborcza Sebastian Przyrowski ze względu na kontuzję ręki nie wystąpi w sobotnim meczu Polonii z GKS Bełchatów na Konwiktorskiej (godz. 13.30). Z drużyną nie trenuje również Paweł Wszołek.

31-letni bramkarz od spotkania z Ruchem w Chorzowie chodzi na zabiegi rehabilitacyjne. Jego występ jest wykluczony, prawdopodobnie zabraknie go również na ławce rezerwowych. Między słupkami w sobotę stanie więc Mariusz Pawełek, a w rezerwie pozostanie Michał Olczak.

Sebastian Przyrowski

Sebastian Przyrowski (fot. Zbigniew Luchciński / ksppolonia.pl)

Nie wiadomo jednak, czy gdyby Przyrowski był zdrowy akurat na niego trener Piotr Stokowiec postawiłby z Bełchatowem. Występujący już piąty sezon w Polonii bramkarz popełniał w ostatnim czasie błąd za błędem, również w Chorzowie nie pomógł drużynie przynajmniej w zdobyciu jednego punktu. Mimo kilku dobrych interwencji przy drugiej straconej po rzucie wolnym bramce odbił piłkę przed siebie, a nie w bok i pozwolił na dobitkę Maciejowi Jankowskiemu. Mógł też lepiej zachować się przy pierwszym golu straconym przez Polonię.

Pod znakiem zapytania stoi również występ Wszołka. Piłkarz zgłosił kontuzję, nie trenował, ale powiedział też trenerom, że bardzo chciałby zagrać w sobotę w lidze. Szkoleniowcy mają z tym ból głowy, bo 20-letni reprezentant młodzieżówki często deklaruje chęć wyjścia na boisko mimo kontuzji tak jak w meczu z Lechem w Poznaniu, czy w poprzedniej rundzie ze Śląskiem Wrocław. Zawsze odbijało się to na jakości jego gry.

Jutrzejsze zawody poprowadzi arbiter z Żywca Pan Tomasz Wajda. Dla tego arbitra będzie to debiut jeśli chodzi o mecze z udziałem Polonii Warszawa. Pan Wajda prowadził natomiast dotychczas dwa mecze z udziałem GKS-u Bełchatów (oba w bieżącym sezonie) wygrany mecz 1:0 ze Śląskiem Wrocław oraz porażkę w identycznym stosunku bramkowym z Lechem Poznań.

Jak podała wczoraj oficjalna strona internetowa Polonii Warszawa „(…)podczas zaplanowanego na najbliższą sobotę (27 kwietnia) meczu 24. kolejki T-Mobile Ekstraklasy pomiędzy Polonią a GKS-em Bełchatów nie będą obowiązywały jakiekolwiek ograniczenia dotyczące liczby widzów zasiadających na stadionie.” Co więcej wczoraj ruszyła sprzedaż biletów w stadionowych kasach.

Gazeta Wyborcza zastanawia się co się stało, że Ireneusz Król nagle zmienił zdanie odnośnie liczby osób, która będzie mogła obejrzeć jutrzejszy mecz i dochodzi do konkluzji, że tak będzie dla właściciela Polonii taniej:

W czwartek o godz. 8 rano szef DSF otrzymał telefon od Króla. Prezes „Czarnych Koszul” poprosił o rozmowę na temat spłaty zadłużenia. – Byłem tym zaskoczony, bo od wielu tygodni nie odbierał od nas telefonów.

Osiągnęliśmy porozumienie. Do piątku ma wpłynąć pierwsza rata. Do wtorku 30 kwietnia ustalimy harmonogram spłat zaległości. Czy wierzymy prezesowi? Już jutro (w piątek) mamy otrzymać potwierdzenie przelewu. Jeśli je dostaniemy, to będziemy wiedzieli, że wszystko jest w porządku. Wiemy też, że nie otrzymamy całej sumy, ale mimo to postanowiliśmy zawrzeć ugodę – tłumaczy szef firmy ochroniarskiej DSF Sławomir Duba.

Szef DSF powiedział jasno, że miał prawo zrezygnować z pracy na rzecz Polonii, ale kierował się nie tylko interesem własnej firmy. – Dla mnie wypłata dla pracowników to rzecz święta. Nie mogę im nie zapłacić. Musiałem jakoś zareagować. Nie chciałem jednak również tego, by pogrążyć klub. Wziąłem pod uwagę trudną sytuację Polonii – dodał Duba.

Czym się natomiast kierował Król? Musiał zdecydować się na porozumienie. Gdyby ochrony nie było w sobotę na stadionie, nie byłoby meczu. A gdyby nie było meczu, byłby walkower. Za odwołanie spotkania kara nałożona przez Ekstraklasę S.A wyniosłaby 500 tys. złotych, czyli kilka razy więcej niż zadłużenie wobec DSF. Rozwiązanie ze spotkaniem z udziałem 999 osób też by nie przeszło. Ekstraklasa wymaga od klubów wyłącznie spotkań mających status imprezy masowej, wyjątkiem są mecze z zamkniętymi przez Komisję Ligi, czy organy samorządowe trybunami.

Ireneusz Król

Ireneusz Król jednak może udzielać wywiadów??? (fot. Weszło!)

Wywiadu dla dzisiejszego wydania Przeglądu Sportowego udzielił (chociaż podobno ma zakaz wypowiadania się nałożony przez Radę Nadzorczą Polonii Warszawa – przypomina redakcja) Ireneusz Król. Prezentujemy Wam cały wywiad:

PRZEGLĄD SPORTOWY: Majowa rata od telewizyjnego sponsora ekstraklasy nc+, jak napisaliśmy we wczorajszym „Przeglądzie Sportowym”, nie trafi do Polonii tylko do firmy pożyczkowo-windykacyjna w Bydgoszczy. Czy w ten sposób wyprowadza pan pieniądze z klubu?

IRENEUSZ KRÓL: To jest spółka giełdowa, która pełni rolę takiego quasi factoringu i pożycza pieniądze pod cesję. A pożyczki trzeba spłacać. Sytuacja z pieniędzmi w klubie jest bardzo trudna. Zjadła je stara Polonia i pensje zawodników, którzy miesięcznie zarabiali po 120 tysięcy złotych netto. A nie można żyć na kredyt. Jedna transmisja, za którą zarabiamy 99 tysięcy złotych nie wystarczy nawet na zarobki jednego piłkarza, a co dopiero mówić o reszcie. Poza tym spółka jest po audycie i wszystko prawnie jest w porządku.

Po raporcie komisji licencyjnej PZPN sytuacja Polonii wygląda dramatycznie. Na razie wszystko wskazuje na to, że klub nie otrzyma licencji.

Szukam partnerów. Walczę.

Z wiatrakami?

Nie sądzę. Inni też mają duże problemy. Mamy czas do połowy maja i się wyrobimy. Posiadamy środki udokumentowane, a inni nie.

Polonii grozi wyrzucenie ze stadionu za dług wobec miasta, który sięga prawie pół miliona złotych.

To temat pod tytułem: „Nic nikomu nie grozi”. Poważnie! Dług jest zabezpieczony cesją. Poza tym to tylko 374 tysiące złotych.

Jak Polonia chce otrzymać licencję, skoro nie spełnia prawie żadnego warunku?

Wszystko zależy od dokumentacji. Papiery są złożone i na bieżąco uzupełniane. Jestem dobrej myśli.

Na ostatni mecz z Ruchem Chorzów Wojciech Szala przyprowadził szesnastu menedżerów. Wygląda na to, że latem szykuje się kolejna wyprzedaż. Taki ma pan plan?

Sprzedam Szalę i Bartosza Karwana… z Radosławem Majdanem w komplecie. Jeszcze jeden pomocnik i oferta gotowa.

A poważnie?

To taki żart w stylu Stokowiec. Nie planuję wyprzedaży.

Jeżeli jesteśmy już przy Stokowcu, czy trener dostaje pensję?

Jest solidarny z drużyna i sztabem szkoleniowym.

Solidarny to znaczy, że sam poprosił, aby nie dostawać pieniędzy?

Nie dostaje pensji jak pozostali. A jak są pieniądze, prosi, żeby płacić zawodnikom, a sam chce być na końcu tej listy. To najlepszy trener z jakim pracowałem od 1992 roku, a przeżyłem ich około 40. Jeszcze jedno. Jako prezes nie pobieram wynagrodzenia w Polonii.

Dlaczego nie przychodzi pan na mecze Polonii? W tym roku nie było pana na żadnym.

A skąd pan wie?

Bo jestem na każdym spotkaniu pana drużyny.

Może się założymy? Ja też pana nie widziałem.

Pytałem pracowników klubu. Mówią, że pana nie widują.

To niech pan ich pyta!

Więc?

Byłem w tym roku na spotkaniu, ale raz. Do zobaczenia na kolejnym meczu.

Najbliższym z Bełchatowem?

Grzegorz Popielarz, prezes stowarzyszenia kibiców Polonii, powiedział, że jeżeli nie zmieni pan decyzji o sprzedaniu klubu za złotówkę do poniedziałku, ujawni „zadłużenie Polonii i inne, szemrane operacje biznesmena”. Ma się pan czego bać?

A kto to jest? Niech pan zapyta koleżankę z redakcji, która napisała o mnie wczoraj ten tekst na waszych łamach.

Źródła: własne / Gazeta Wyborcza / ksppolonia.pl / 90minut.pl / Przegląd Sportowy
Share